"Troccy robią rewolucję, a Bronsteinowie za to płacą"

"Troccy robią rewolucję, a Bronsteinowie za to płacą" W setną Rocznicę Rewolucji Październikowej

 

Pytanie od czytelnika:

Jak judaizm ocenia udział Żydów-komunistów w zbrodniach dokonywanych przez ten system?


Judaizm ocenia morderców - jako morderców, a złodziei - jako złodziei, niezależnie kim są i gdzie prowadzą swoją działalność. Żydzi biorący udział w aparacie totalitarnego systemu, jakim był komunizm, podlegają takiej samej ocenie, jak wszyscy pozostali Żydzi, których postępowanie narusza podstawowe prawa Tory.

Fakt, że wśród działaczy ruchu komunistycznego, który prowadził zbrodniczą działalność przez większość XX wieku, znajdowało się dysproporcjonalnie wielu Żydów, można tłumaczyć na kilka sposobów.

Jednym z nich może być wyjaśnianie tego zjawiska odejściem tych ludzi od własnych religijnych korzeni i tradycji, od własnego środowiska, przy jednoczesnym zachowaniu szczególnej, charakterystycznej dla judaizmu wrażliwości na problemy etyczne. A także idealizmu wyniesionego z domów rodzinnych, rownież ukształtowanego przez judaizm (czego przykładem może być chociażby postawa Karola Marksa - wnuka rabinów, ogarniętego obsesją zastępowania fundamentalnej kategorii judaizmu, czyli sprawiedliwości - "sprawiedliwością społeczną").

Na tę motywację o źródłach religijnych wśród żydowskich aktywistów rewolucyjnych zwracał uwagę w swojej broszurze "W kwestyi żydowskiej" polski i żydowski działacz komunistyczny Maksymilian Horwitz - świadek i uczestnik wydarzeń tamtych lat, pisząc: "Śmiało ponieśli nowi szermierze w masę żydowską pochodnię świadomości klasowej, i podnieśli tę masę do walki o swe interesy i o swe prawa. Z wersetem talmudycznym na ustach: „Kto ci pomoże, jeśli nie ty sam? A jakaż będzie twa siła, jeśli będziesz odosobniony? I kiedyż, jeśli nie dziś?(...)"

Jednocześnie autor podkreśla ich antyreligijność: "Nigdzie ruchowi kulturalnemu nie towarzyszył taki fanatyzm antyreligijny, jak właśnie wśród Żydów. Pociąga to za sobą, w stopniu daleko wyższym, niż u innych grup ludzkości, upadek dawnych obyczajów i tradycyi, związanych tak ściśle z religią."

Jego obserwacje trafiają w sedno problemu: sama wrażliwość etyczna i idealizm to kategorie uczuć, a nie zasad moralnych. A uczucia bez zasad mogą bardzo łatwo prowadzić do zła.

Bez przestrzegania etycznych praw Tory - tych najbardziej podstawowych: nie morduj, nie kradnij - wrażliwość ta przekształciła się u tych ludzi - w życiowej praktyce - w swoje własne zaprzeczenie, w potworną karykaturę.

Realizacja ideałów komunizmu wydawała się być - w swoim zamierzeniu - ucieleśnieniem wizji proroków Izraela: wiecznego pokoju i powszechnej sprawiedliwości, ale osiąganym bez udziału Boga, po odrzuceniu zasad etycznych, własnym wysiłkiem człowieka, który miał - według ateistycznej, materialistycznej ideologii komunizmu - zająć Jego miejsce. Jednak metody, którymi usiłowano osiągnąć pokój i sprawiedliwość od samego początku istnienia komunizmu  nieuchronnie musiały polegać - jak to jest zawsze przy realizowaniu groźnej utopii -  na niesprawiedliwości i zaprzeczać pokojowi.

Komunizm  zastąpił bowiem monoteistyczną "miłość bliźniego" (miłość skierowaną do prawdziwego, realnego człowieka obok) stanowiącą jeden z fundamentów Tory  - miłością do abstrakcyjnych "mas ludowych", "proletariatu", "klasy robotniczej", w imieniu których prześladowano, niszczono, torturowano i mordowano miliony indywidualnych "wrogów" - czyli miliony konkretnych "bliźnich". Utopijna koncepcja komunizmu - w imię "szczęścia ludzkości" - unieszczęśliwiała realnych ludzi, traktując ich jak odczłowieczony budulec do stwarzania "lepszego świata".

Oczywiście historia przekonuje dobitnie, że jedną z pierwszych czynności, od której rozpoczynają swoją drogę do ziemskiego raju XX-wieczni wyznawcy utopii, jest mordowanie tysięcy ludzi, którzy przeszkadzają im w triumfalnym pochodzie do tego raju. A później - gdy pochód się kontynuuje - liczba zamordowanych wzrasta do milionów.

Jest bowiem regułą, że gdy odrzucona zostaje jedna z podstawowych zasad etycznego monoteizmu, głosząca iż dostąpienie kiedyś do innego lepszego świata jest ściśle związane z etycznym postępowaniem na tym świecie - ludzkie dążenie do stworzenia raju na ziemi gwarantuje, że właśnie postępowanie nieetyczne staje się regułą, a - w związku z tym - zamiast raju wykreowane zostaje jego dokładne przeciwieństwo: PIEKŁO NA ZIEMI.

 

 


Symbolem Żyda-komunisty, zapisanym trwale w świadomości XX-wiecznego Europejczyka, był Lew Trocki (Lew Dawidowicz Bronstein) - twórca i przywódca Armii Czerwonej. W okresie prób odzyskania niepodległości przez Ukrainę w latach po rewolucji 1917 roku, wódz ukraiński, ataman Petlura wielokrotnie podkreślał w przemówieniach i manifestach do ludności, że wroga Armia Czerwona dowodzona jest przez "Żyda Trockiego". Efektem ubocznym tych zabiegów propagandowych były pogromy, w czasie których wymordowano na Ukrainie do 100 000 Żydów, którzy nie mieli nic wspólnego z Armią Czerwoną i Trockim.

Gdy rabin Moskwy Mazeh próbował apelować do Trockiego, jako do Żyda,  aby użył Armii Czerwonej do opanowania pogromów, Trocki odpowiedział: "Mylicie się. Jestem socjaldemokratą. Nikim innym".

Po spotkaniu z Trockim rabin Mazeh miał powiedzieć słynne zdanie "Troccy robią rewolucję, a Bronsteinowie za to płacą".

Rabin Mazeh miał więcej racji, niż mógł przypuszczać. Bo później było już tylko gorzej: utożsamianie komunizmu z Żydami, a Żydów z komunizmem i rewolucją, które symbolizował stereotyp "Żydokomuny", wpłynęło znacząco nie tylko na stosunek do Żydów świata, który na Konferencji w Évian (1938 rok) "umył ręce" w kwestii Żydów zagrożonych przez nazizm, ale także na decyzje niemieckie, które przesądziły w latach 1939-1945 o wymordowaniu milionów Żydów europejskich. 

 

7 listopada 2017

 

(opracował Paweł Jędrzejewski)