Wiadomości

 
 
 

Sprawiedliwość dla doktorów z Breslau

Za rządów Adolfa Hitlera niemiecki uniwersytet w Breslau odbierał doktoraty wrogom III Rzeszy. Władze polskiego Uniwersytetu Wrocławskiego chcą to symbolicznie naprawić.
Wrocławianin Siegfried Fischer zanim w 1917 r. obronił na tamtejszym Śląskim Uniwersytecie Fryderyka Wilhelma doktorat, za walkę na frontach I wojny światowej otrzymał krzyże żelazne. Po wojnie został profesorem i wybitnym psychiatrą. Dorobek naukowy i odznaczenia nie uchroniły go jednak przed represjami. W 1934 r. naziści - jako Żyda - wyrzucili go z uczelni. Gdy rok później wyemigrował do Panamy, III Rzesza odebrała mu obywatelstwo i majątek, a senat uniwersytetu tytuł naukowy.
Podobny los spotkał dr. Ottona Landsberga, statystyka i zastępcę burmistrza Magdeburga, który doktoryzował się we Wrocławiu pod koniec XIX w. Gdy w 1938 r. uciekł przed antysemickimi represjami do Wielkiej Brytanii, senat jego uniwersytetu uznał, że "nie jest godny stopnia doktora".

Podobnie postąpiono wobec małżeństwa lekarzy, doktorów Elfridy i Karla Danzigerów. W 1938 r. Karl został wysłany do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie. Żona, by go uwolnić, odważyła się interweniować w centrali Gestapo w Berlinie. Danzigerowie osiedli w Palestynie.

W historii wrocławskiego uniwersytetu naliczono 262 osoby, którym w podobny sposób w III Rzeszy odebrano stopnie doktorskie.

22 stycznia uczelnia symbolicznie im je zwróci. W uroczystości wezmą udział naukowcy z Polski i Niemiec, a także potomkowie prześladowanych naukowców. - Chcemy się sprzeciwić procederowi godzącemu w podstawowe zasady życia akademickiego oraz przestrzec, by coś podobnego nigdy się nie powtórzyło - mówi "Wyborczej" prof. Marek Bojarski, rektor Uniwersytetu Wrocławskiego.

Nic by się nie udało, gdyby nie upór Kaia Kranicha, historyka, który 10 lat temu zaczął badać archiwa i napisał pracę o współdziałaniu wrocławskiego uniwersytetu z nazistami. - W skali Niemiec Wrocław był w czołówce, jeśli chodzi o odbieranie tytułów. Senat był niezwykle gorliwy - mówi Kranich. Stopnie naukowe w większości wypadków odebrano Żydom, którzy uciekli przed represjami. III Rzesza uznała ich za zdrajców, którzy prowadzą nagonkę przeciw Niemcom. Podobny los spotykał przed wojną przeciwników politycznych Hitlera. W 1937 r. kard. George Mundelein, arcybiskup Chicago, który w latach 20. doktoryzował się na wydziale teologicznym uniwersytetu we Wrocławiu, nazwał Hitlera "kiepskim tapeciarzem", nawiązując do jego niespełnionych artystycznych ambicji. Uniwersytet skreślił go z listy doktorów, ale decyzji tej nie upubliczniono.

- Joseph Goebbels, szef nazistowskiej propagandy, prosił, by poczekać do następnego wyskoku znienawidzonego hierarchy. Wówczas odebranie stopnia naukowego lepiej by wyglądało w prasie. Senat nie miał nic przeciwko temu - wyjaśnia Kranich.

Historyk pisał prośby do różnych niemieckich instytucji, by wrocławskich naukowców zrehabilitować. Odebrane tytuły od końca lat 90. przywracały już inne niemieckie uczelnie. Jednak nic nie wskórał. Nawet z kancelarii niemieckiego prezydenta Joachima Gaucka dostał odpowiedź, że to niemożliwe, bo Śląski Uniwersytet Fryderyka Wilhelma w Breslau od 1945 r. nie istnieje. Nie ma też komu przywrócić odebranych stopni. Dlatego Kranich zwrócił się do polskiego Uniwersytetu Wrocławskiego.

- Jesteśmy dumni z wielowiekowej tradycji naszej uczelni, ale pamiętamy, że jej przeszłość ma też ciemne karty. Trzeba im stawić czoła. Poza tym ktoś musi pamiętać o naukowcach, którzy padli ofiarą nazistów. Należy się im sprawiedliwość - mówi prof. Krzysztof Ruchniewicz, historyk z Uniwersytetu Wrocławskiego i szef Centrum im. Willy'ego Brandta.

Na uroczystości przyjadą profesorowie z uniwersytetu w Kolonii, który po wojnie objął patronatem niemieckich naukowców z Wrocławia, a teraz ściśle współpracuje z Polakami. - Ten odważny gest jest istotny dla Niemców. Przypomina nam, że musimy dalej rozliczać się z nazistowską przeszłością - mówi prof. Norbert Finzsch, historyk z uniwersytetu w Kolonii.

Do Wrocławia przybędzie prof. Gideon Greif, izraelski historyk Holocaustu, wnuk Elfridy i Karla Danzigerów. - Jestem szczęśliwy, że po latach sprawiedliwości stało się zadość - mówi.

Źródło: 
gazeta.wroclaw
06.01.2015