Wiadomości

 
 
 

Cmentarz żydowski w Bytomiu: najpierw znaleźli, potem... schowali

Firma budowlana podczas prac odkryła nagrobki z cmentarza żydowskiego w Bytomiu.

Zamiast to zgłosić, zasypali dół. Sprawa wyszła na jaw. Czy doszło do zbezczeszczenia kirkutu?

Wykop zobaczył mieszkaniec. Leżące w rowie znalezisko sfilmował jeden z bytomian. Filmik pojawił się w serwisie YouTube. I może sprawa byłaby przede wszystkim ciekawostką historyczno-religijną, gdyby nie fakt, że pracownicy firmy budowlanej zamiast zgłosić odkrycie, po prostu dół zasypali.

Sprawą zajęli się już śląski konserwator zabytków i Gmina Wyznaniowa Żydowska w Katowicach. Dr Jacek Pierzak z Biura Śląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Katowicach, sygnał o sprawie dostał od miejskiego konserwatora zabytków, który powołał się na telefon od mieszkańca. Wcześniej wizję przeprowadzili przedstawiciele MKZ w Bytomiu i poinformowali, że żadnego wykopu nie ma - przyznaje dr Pierzak. Przypomina, że w czerwcu 2013 roku odkryto, przy kamienicy na tej samej ulicy tylko pod numerem 5, dwa fragmenty macew żeliwnych. Trafiły do Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu, na prośbę placówki, za zgodą przewodniczącego Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Katowicach.

Cmentarz żydowski powstał tu w XVIII wieku. Teren podarował Henckel von Donners-marck w styczniu 1732 roku. Grzebano tam zmarłych z 14 okolicznych miejscowości. Spoczęło tam, na przestrzeni od 1743 do 1864 roku, czterech rabinów bytomskich - opowiada Pierzak. W 1965 roku kirkut zlikwidowano - 14 całych macew oraz 50 fragmentów przewieziono na obecny cmentarz żydowski przy ul. Piekarskiej. - Wiedziałem więc, że był tam cmentarz, a jednocześnie byłem przekonany, że wszystkie macewy zostały wywiezione - mówi archeolog. Teren jest objęty opieką konserwatorską i na prace są wymagane zezwolenia. - Firma wykonująca prace miała pozwolenie budowlane i konserwatorskie na ocieplenie budynku, a po drugiej stronie - na rozebranie dwóch budynków. Natomiast ani projekt, ani pozwolenia nie przewidywały prac związanych z izolacją pionową. To nie był wielki problem, można było taką zgodę uzyskać i pod nadzorem archeologa spokojnie pracować. Brak pozwolenia świadczy o niefrasobliwym podejściu - stwierdza dr Pierzak. Podobno w dole były 4 macewy. Czy szczątki ludzkie także, jest sprawdzane. Co dalej w tej sprawie? - Wszystko zależy od Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Katowicach - przyznaje dr Pierzak. - Nasz prawnik też zajął się badaniem sprawy. Nie jest wykluczone, że śląski konserwator zabytków podejmie decyzję o skierowaniu sprawy do prokuratury. Wszystko trzeba zbadać dokładnie. Miejmy nadzieję że okaże się, iż nie doszło do żadnych uszkodzeń i pogwałcenia zwyczajów religijnych - mówi Jacek Pierzak. Robotnicy wykopali dół, bo się spieszyli Zdzisław Włodek, inspektor budowlany nadzorujący prace przyznaje, że robotnicy pospieszyli się z wykopem. - Pracownicy z rozpędu zrobili wykop w celu wykonania izolacji pionowej - wyjaśnia. Przyczyną pośpiechu był naglący termin umowy. Dodatkowo kilka lat temu wykonywali tu podobne prace i w ramach projektu była wtedy też do wykonania izolacja. Kiedy inspektor dowiedział się o odkryciu, kazał wykonać dokumentację fotograficzną, zabezpieczyć żydowskie macewy na czas robót, a następnie złożyć w miejscu ich odkrycia i zasypać. Zapewnia, że następnie dokumentacja powykonawcza miała trafić do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego i ŚKZ. Problem w tym, że trzeba było zrobić to od razu po odkryciu. Zarówno ze względów historycznych, jak i norm religijnych obowiązujących w judaizmie. Sprawą zainteresowały się też różne stowarzyszenia, m.in. Fundacja Brama Cukermana, zajmująca się dziedzictwem kultury żydowskiej w Zagłębiu i na Śląsku. - Jesteśmy w Warszawie i organizujemy interwencję różnych środowisk żydowskich w tej sprawie - mówią Karolina i Piotr Jakoweńko. - Sprawa jest smutna, ponieważ doszło do profanacji miejsca spoczynku zmarłych, niezależnie od wyznania. Włodzimierz Kac, przewodniczący Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Katowicach: Jeśli mówimy o zbezczeszczeniu i grzechu, to było tak w latach 60., kiedy ówczesne władze likwidując cmentarz, doprowadziły do jego dewastacji i na jego części postawiły budynek. W sytuacji obecnej byłbym ostrożny i na razie nie mówiłbym o zbezczeszczeniu. Bo nic nie wiadomo, aby robotnicy robili coś z macewami czy szczątkami. Sprawą podstawową jest fakt, że nie zgłoszono tego w momencie odkrycia ani do konserwatora, ani do władz miasta. Nasza decyzja jest taka, aby zostawić to miejsce w spokoju. Zajmuje się tym już komisja ds. cmentarzy przy rabinie naczelnym, bractwo pogrzebowe, my i konserwator. Henryk Akselrad, prezes Bytomskiego Stowarzyszenia Kultury Żydowskiej: To jest profanacja. Jeśli były tam szczątki, to moim zdaniem jakiekolwiek ruchy, bez nadzoru religijnego, są zbezczeszczeniem. Cały teren jest pod opieką konserwatorską. Nie powinny tam się poruszać żadne ciężarówki z ziemią. Dodatkowo zostało tam wycięte drzewo. W naszej religii nie można dopuszczać do przenoszenia szczątków. Zdarza się to tylko w sytuacjach nadzwyczajnych za zgodą i pod osobistym nadzorem rabina. Robi się to z zachowaniem bardzo restrykcyjnych norm. 

Źródło: 
www.dziennikzachodni.pl
14.07.2015