Wiadomości

 
 
 

Chaim Halberstam – wspomnienie w 140. rocznicę śmierci

Dawno temu ulicą żydowską spacerował stary, pochylony rabin. Wokół niego zawsze kręciły się tłumy. Nie mógł spokojnie pójść do mykwy (łaźni), synagogi. Żeby wymknąć się na piwo do pobliskiego szynku musiał wychodzić po cichu.

Chasydzi myśleli, że będzie wieczny. Diwrei Chaim (hebr. „Słowa Chaima”) – jak go nazywali – obwieścił im pewnego dnia, że wkrótce umrze. Już za życia uznawano go za cadyka: męża sprawiedliwego i świętego. Dlatego nie można było lekceważyć tych słów.

Rabin powiedział, że umrze przed otwarciem kolei żelaznej. I faktycznie, 19 kwietnia w kalendarzu gregoriańskim, a 25 nissan w kalendarzu żydowskim, odszedł z tego świata. Kolej w Nowym Sączu otwarto 18 sierpnia tego samego roku.

Miasteczko Sanz stało się dzięki niemu miastem świętym. Tutaj spoczął Rebe, który założył wiele chasydzkich rodów i dynastii. Nowy Sącz nie był już jakimś tam Sanz. Chasydzi zaczęli pisać o nim Tsanz, Canz. Jak mówią do dziś, literki „t” i „c” odnoszą się do słowa „cadyk” („tzadik”). Stąd Nowy Sącz jest dla nich miejscem wybranym, nie każde miasto mogło tak zmienić swoją nazwę.

W tych dniach znowu odżywa przeszłość. Przedwojenny, żydowski sztetl wraca w Nowym Sączu co roku, na jedną noc. Wszystko za sprawą jorcaitu (rocznicy śmierci) wielkiego rabina i cadyka Chaima Halberstama. Rocznica jest ruchoma, obchodzona według kalendarza religijnego (w 1876 roku 25 nissan wypadł 19 kwietnia, w tym roku wypada 3 maja). Wielki rebe przyciąga zamożnych Żydów z całego świata, wielkich uczonych a także zwykłych biedaków. Wszak Sandzer Rebe – jak nazywali Chaima – umiłował najbiedniejszych. Nie dzielił ludzi ze względu na religię, na pochodzenie. Dla niego człowiek to był człowiek.

Nie może zatem dziwić, że po porady do niego przychodzili także katolicy, a w 1933 r. Stanisław Klemensiewicz pisał o nim jako o „Ludowym rabinie”. Redaktor „Głosu Podhala” był zbulwersowany, że nasz rabin spoczywa w ohelu (rodzaj kaplicy nagrobnej), który jest zaniedbany. Porównywał grób cadyka do „domku na Załubińczu”. Musimy pamiętać, że Załubińcze, czyli Piekło, należało wówczas do najuboższych części Nowego Sącza. Domy były budowane z marnych materiałów, często były to zwykłe lepianki.

Chaim za życia przyjaźnił się z proboszczem nowosądeckiej Fary, księdzem Janem Machaczkiem. Obydwaj Panowie wyprzedzili dialog międzyreligijny o 100 lat. Wielkim gestem było przybycie proboszcza nowosądeckiego na pogrzeb Chaima Halberstama. Stał sam, w środku chasydzkiego świata i jako jeden z pierwszych rozumiał że stoi wśród swoich braci w wierze. Kiedy w 1882 r. zmarł ksiądz Machaczek, Żydzi tłumnie odprowadzili go na cmentarz. Wówczas także oni zrozumieli, że odszedł ich młodszy brat w wierze.

Pogrzeb Halberstama zgromadził tysiące ludzi wielu wyznań i był jednym z największych w historii Nowego Sącza. Nie spotkałem się z relacjami, które mówią o drugim takim wydarzeniu w dziejach miasta. 20 kwietnia 1876 roku do Nowego Sącza nie było szans wjechać. Zakorkowały się drogi od Limanowej, od Krakowa i od Grybowa. Ludzie jechali furmankami, szli pieszo. Żydzi z całej Galicji podążali na pogrzeb świętobliwego rabina. Jak wspominają chasydzi, nie można było się dostać na cmentarz żydowski przy ulicy Rybackiej. Tam spoczął Sandzer Rebe.

Od 1876 r. co roku chasydzi modlą się przez wstawiennictwo Rabina. W 1940 roku po raz pierwszy nie było jorcaitu. Do 1944 r. Niemcy sukcesywnie niszczyli cmentarz żydowski przy ul. Rybackiej. Wyciągali macewy, obcinali je i używali jako płyt chodnikowych. Zniszczenia nie ominęły także ohelu cadyka. Według wspomnień okolicznych mieszkańców, naziści budynek wysadzili w powietrze. Mimo to, kult cadyka nie umarł.

W 1945 r. do Nowego Sącza zaczęli wracać ocaleli z Zagłady. Jednym z pierwszych zadań, jakie przed sobą postawili, była odbudowa grobowca Halberstamów. Został ponownie wzniesiony w końcówce lat 40. Dzięki wspomnieniom ocalałych odtworzono grobowiec dokładnie na tym samym miejscu. Każdy z pochowanych tam przed wojną, nadal spoczywa w tym samym miejscu. Miejsca ich pochówku zostały oznaczone nowymi macewami.

Jorcait to znowu dzień wyjątkowy. W nocy, cadyk stępuje z nieba aby zabrać modlitwy zanoszone przez chasydów i zanieść je przed tron samego Boga. Chasydzi zapisują prośby na karteczkach zwanych kwitłech i rzucają na grób Chaima. Robią to, choć historia miała ich wymazać z pamięci naszego miasta. Życie chasydzkie nie umarło. „Chaim”, w języku hebrajskim oznacza przecież „życie”.

Źródło: 
http://twojsacz.pl/
03.05.2016