Nowe oblicze Marszu Żywych?

Nowe oblicze Marszu Żywych? Grupa uczennic z białostockiego liceum wyruszyła na tegoroczny Marsz Żywych małym busem o 2 w nocy. Wielu członków innych grup z całej Polski także musiało zrezygnować z nocnego wypoczynku, aby 5 maja rano znaleźć się w wyznaczonym punkcie nieopodal [...]

[...] Oświęcimia

Niektórych wystraszyła niesprzyjająca pogoda. Dla większości młodych Polaków, którzy chcieli wziąć udział w Marszu Żywych, deszcz nie stanowił jednak przeszkody.

Młodzi Żydzi uczestniczący w Marszu Żywych przed przyjazdem do Polski biorą udział w licznych warsztatach, spotkaniach z ocalałymi z Zagłady, słuchają wykładów. Dowiadują się wiele o przeszłości. Znacznie mniej o dniu dzisiejszym. O teraźniejszości kraju, do którego jadą.

Mnie to nie dziwi i nigdy nie dziwiło. Marsz Żywych to uroczystość upamiętniająca ofiary nazistowskiego ludobójstwa, a nie wycieczka krajoznawcza. Młodzi Żydzi przyjeżdżają właśnie do Polski nie dlatego, że przez wieki istniała tu liczna społeczność żydowska, ale dlatego, że nad tym krajem unosiły się dymy z krematoryjnych pieców, że do polskich rzek i na polskiej ziemi rozsypywano żydowskie popioły.

To jednak nie cały obraz. Przede wszystkim dlatego, że te popioły zanim stały się popiołem, były ludźmi. Perla Rozenfeld, Szymon Ginsberg, Rajzla Beserman, Rachela Kaufman, Jakub Szmulewicz, Abram Braun, Dyna Józefowicz, Rywka Kalb... Żyli na tej ziemi, współtworzyli historię i kulturę tego kraju, patrzyli na to samo niebo, na które my patrzymy dzisiaj.

Czytając kolejne książki, oglądając muzealne eskpozycje obawiam się często, że ten fakt umknie naszej świadomości. Sprawa wydaje się oczywista - Żydzi w Polsce, Żydzi w całej Europie przez wieki żyli, zakładali rodziny, modlili się w synagogach, tworzyli zarówno dzieła teologiczne i literackie, robili buty i szyli płaszcze.

Tego jednak nie można dowiedzieć się odwiedzając muzeum w byłym KL Auschwitz-Birkenau.

Zaryzykuję stwierdzenie, że na temat żydowskiej przeszłości w Polsce młodzi Żydzi wiedzą często mniej niż młodzi Polacy - ci Polacy, którzy wzięli udział we wczorajszym Marszu.

W środę, w krakowskim teatrze Groteska miało miejsce spotkanie młodych Polaków, Żydów i Amerykanów zorganizowane przez Polish/American/Jewish Alliance for Youth Action. Student Uniwersytetu Jagiellońskiego, który większą część życia spędził na krakowskim Kazimierzu, opowiadał, w jaki sposób zrodziła się w nim świadomość pustki, świadomość braku. Chodził wąskimi uliczkami, oglądał zrujnowane kamienice i widział na nich tajemnicze inskrypcje w obcym języku i dziwacznym alfabecie. Pytał matkę o ich znaczenie i o ludzi, którzy mieszkali w tych domach. Co się z nimi stało? Kim byli?

Faktem jest, że wielu Polaków zdaje się w ogóle nie dostrzegać śladów, które w Polsce pozostały po dawnych, żydowskich mieszkańcach. Ale prawdą jest także, że dla wielu ich obecność jest czymś oczywistym. W miastach pozostały opustoszałe synagogi, macewy na cmentarzach, czasem ślady po mezuzach na framugach drzwi. Wcale nie trzeba wyjątkowej wrażliwości ani spostrzegawczości, aby żyjąc w Polsce poczuć - choćby raz i choćby przez chwilę - obecność nieobecności.

Właśnie o to odczucie młodzi Polacy bogatsi są od młodych Żydów. Często pociąga ono za sobą lekturę książek, szukanie śladów żydowskiego życia w rodzinnym mieście, porządkowanie zarosłych trawą cmentarzy. Młodzi Polacy wiedzą - jeśli chcą to wiedzieć - że Żydzi mieszkali w Polsce przez wieki i że zostali z naszego krajobrazu brutalnie, z okrucieństwem wydarci.

Polacy w Marszu Żywych uczestniczą nie od dziś. Początkowo były to małe grupy. Nigdy wcześniej podczas Marszu nie niesiono tak wielu polskich flag. Nigdy wcześniej Żydzi z całego świata nie mieli okazji przekonać się tak dobitnie, że pamięć o Zagładzie - pamięć o jej ofiarach - nie jest tylko żydowską sprawą.

"Coś zaczyna działać" - mówił dziennikarzowi Gazety Wyborczej rabin Yochanan Fried, który sygnałem szofaru dał znak do rozpoczęcia Marszu. "Przyjeżdżam tu od początku i widzę wyraźnie, że w tym roku ludzie są bardziej otwarci. Polaków jest więcej, a my próbujemy pokazać naszej młodzieży, że ten kraj to nie tylko Holocaust, ale również 1000 lat historii Żydów, żydowskiej kultury, sztuki".

W poniedziałek 150-osobowa grupa Żydów z Australii przyjedzie do Otwocka. Uczestniczyli oni wcześniej w Marszu Żywych. Teraz spotkają się z uczniami otwockich liceów. Wspólnie z nimi będą porządkować teren otwockiego cmentarza żydowskiego w Anielinie. To nie pierwsze takie spotkanie, także we wcześniejszych latach młodzi Żydzi z drugiego końca świata mieli okazję poznać polskich licealistów. Tym razem obejrzą także fotografie otwockiego maturzysty przedstawiające macewy z cmentarzy w Otwocku-Anielinie i Karczewie. Rozmawiając z młodymi Polakami zobaczą, że pamięć trwa także tutaj.

Dzięki takim i podobnym spotkaniom Marsz Żywych przekazuje nie tylko lekcję o tragicznej przeszłości. Mówi także o teraźniejszości i daje nadzieję na przyszłość.

W warszawskiej synagodze im. Nożyków będzie dziś miało miejsce wydarzenie niezwykle radosne: wprowadzenie nowego zwoju Tory. W życiu każdej społeczności żydowskiej jest to uroczystość wyjątkowa. Nowy zwój to znak nowego życia. Mam nadzieję, że w synagodze pojawią się dziś także uczestnicy wczorajszego Marszu. Zbyt mało wiedzą oni bowiem o żydowskiej teraźniejszości w Polsce. Historia polskich Żydów nie skończyła się w 1945 roku.

Być może z czasem, dzięki spotkaniom Polaków, Żydów z całego świata i Żydów z Polski, straci rację bytu pytanie, które tak często słyszymy z ust gości zza granicy: "Żyd w Polsce? Jak ty możesz tu mieszkać?". Odpowiedź zawsze jest taka sama: "Mieszkam tutaj, bo to jest mój dom. Mieszkam tutaj, bo Polska to nie tylko Auschwitz i Treblinka. Bo Polska to nie tylko przeszłość, ale i teraźniejszość, i przyszłość".

Barbara Krawcowicz