W rocznicę zbrodni w Jedwabnem

W rocznicę zbrodni w Jedwabnem Paweł Jędrzejewski

 

Wbrew opasłym tomom książek na półkach, brakuje dyskusji nad podstawowym pytaniem: dlaczego  hitlerowski plan Zagłady europejskich Żydów odniósł tak potworny sukces w latach 1939-1945 i dlaczego Niemcy byli w stanie tak łatwo wyzwolić w tylu ludziach od Paryża do Lwowa i od Neapolu do Rygi demony monstrualnej nienawiści.

Niestety dyskusja taka jest w znacznym stopniu utrudniona, ponieważ na winy nieniemieckich kolaborantów systemu Zagłady patrzy się zawsze z perspektywy ich przynależności narodowej - zarówno w oskarżeniach jak i w obronie, podświadomie przenosząc zarzuty wobec nich na cały naród, do którego należeli.

Konsekwencją tego jest w polskim kontekście historycznym podświadome traktowanie rozmów na temat np. działalności szmalcowników, morderców z Jedwabnego czy motłochu, który dokonywał pogromów Żydów w polskich miasteczkach w czasie niemieckiej okupacji - jako naruszania dobrego imienia Polski. W reakcji na tę tematykę, której prezentację traktuje się jako oskarżenie (podświadomy mechanizm każe traktować to automatycznie jako oskarżenie Narodu i Państwa), odwołuje się zazwyczaj natychmiast do polskich Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, w naturalnym odruchu udowodnienia, że przecież było także inaczej i Polacy byli zdolni do heroizmu.  

I wtedy zaczyna to wyglądać - niestety! - na próby manipulacji i negowania prawdy, choć przecież wiadomo, że w tamtych latach w Polsce działalność ludzi ratujących Żydów jest niepodważalnym faktem. Przywoływanie Żegoty, aby zrównoważyć szmalcowników nie jest efektywne i wygląda na reakcję emocjonalnie niedojrzałą.

Wyzwaniem nie jest tu bowiem wcale udowodnianie, że istniały postawy skrajnie różne, ale prawdziwym wezwaniem jest dotarcie do tych idei, tych przekonań, tych politycznych, religijnych i światopoglądowych wzorców i argumentacji, które stanowiły przyczyny tych postaw.  Wszystkich tych skrajnych postaw. A one muszą być ponadnarodowe, bo dotyczyły wielu ludzi z wielu narodów. I to tak różnych, jak np. Niemcy i Ukraińcy, czy Polacy. Najważniejsza jest bowiem odpowiedź na pytanie, co spowodowało, że niektórzy wykazywali się bohaterstwem i poświęceniem, a niektórzy podłością i okrucieństwem. Tu wnioski mogą mieć wielką wagę. Tu można natrafić na jakieś zarysy odpowiedzi na pytania dla ludzkości w ogóle najważniejsze: co skłania niektórych ludzi do czynienia zła, a innych do czynienia dobra?

Postawy ludzkie wobec Zagłady muszą być traktowane zawsze i przede wszystkim z punktu widzenia etyki, moralnych wartości, realizowanych kulturowych wzorców, a nie z punku widzenia przynależności narodowej reprezentujących tych ludzi.

To przecież - nie zapominajmy o tym nawet na moment - nie "litewskość", "francuskość" czy "polskość" decydowała, że jedni ratowali ludzi przed śmiercią a inni wydawali ich na śmierć.

Rozpatrywanie postaw ludzkich w optyce narodowościowej byłoby uprawnione tylko wówczas, gdyby można było udowodnić w sposób przekonujący i jednoznaczny, że dokonywali oni czynów podłych lub czynów heroicznych DLATEGO, że byli członkami narodu polskiego, francuskiego czy litewskiego.

Wiemy przecież, że motywacje ludzkich działań są inne i ponieważ przeczy elementarnej logice zakładanie, że np. "polskość" może prowadzić zarówno do bycia kanalią jak i bohaterem, trzeba koniecznie odrzucić optykę narodowościową, bo wywołuje ona nieuprawnione, nieusprawiedliwione emocje, jest bezużyteczna a nawet szkodliwa - każe myśleć w kategoriach patriotycznych, a nawet nacjonalistycznych tam, gdzie konieczne jest myślenie wyłącznie w kategoriach etycznych.

Jeżeli w mordercy postrzega się nie przede wszystkim mordercę, ale przede wszystkim rodaka, to dochodzi do poniżającej sytuacji, gdy broniąc rodaka - broni się de facto masowego mordercy.

Współczesnych Niemców, Austriaków, Ukraińców, Francuzów, Słowaków, Polaków itd. nie obciążają zbrodnie dokonane przed ponad sześćdziesięciu laty przez ludzi, którzy już nie żyją lub mają po 95 lat. Jednak żyjący dziś ludzie biorą odpowiedzialność za swój obecny stosunek do niegdysiejszych zbrodni i ten stosunek daje świadectwo swojej etyce.

Przecież bez postawienia na pierwszym miejscu ocen etycznych i bez dostrzegania w mordercach - morderców, a w bohaterach ratujących ludzkie życie - bohaterów, a nie Ukraińców, Polaków, Francuzów, czy Litwinów - Europejczycy, a wraz z nimi cała ludzkość, nigdy nie wyciągną prawdziwych wniosków z II Wojny Światowej i Holokaustu.

Historia analizowana i oceniana z perspektywy narodowych "win i zasług" pozostanie na zawsze jedynie polityczną propagandą i "polityką historyczną",  a nigdy nie stanie się prawdziwą "nauczycielką życia".


10 lipca 2018

 

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Uwaga: artykuły zamieszczane w dziale "Opinie" nie reprezentują stanowiska Forum Żydów Polskich, a jedynie wyrażają poglądy ich autorów.

 ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Polecane