Ten film powinien powstać. Oto jego bohater!

Ten film powinien powstać. Oto jego bohater! Paweł Jędrzejewski

 

Historyczną prawdę trzeba przekazywać w kulturze masowej. Bo opasłe tomy historyków docierają zaledwie do innych historyków, a z prawdą, aby dotarła do powszechnej świadomości, trzeba zaistnieć w świecie telewizji, kina, internetu.

Poszukiwania tematu i bohatera filmu, który przekazałby światu nieznany, lekceważony, wepchnięty pod dywan, niewygodny aspekt Holokaustu, pora zakończyć.

Przecież istnieje i taki temat i - przede wszystkim - taki bohater.

Niezwykły bohater. Prawdziwy.

Życie tego człowieka jest gotowym scenariuszem filmu, który powinien powstać.

Urodzony w końcu XIX wieku na polskiej prowincji, w biednej rodzinie, jest zmuszony do podjęcia pracy zarobkowej już w wieku 10 lat. Jednocześnie od najmłodszych lat przejawia wrażliwość na ludzką krzywdę oraz pasję w zdobywaniu wiedzy. Wstępuje do partii socjalistycznej, działa w związkach zawodowych. Jego działalność społeczna zyskuje uznanie ludzi: wybrany zostaje radnym w Warszawie, a następnie w Łodzi.

Jest rok 1939. Wybucha wojna. W Warszawie nasz bohater pomaga w obronie miasta przed atakiem niemieckim działając w Batalionach Robotniczych Obrony Warszawy. Trafia do więzienia jako zakładnik - jeden z dwunastu wybitnych obywateli Warszawy, których zagrożenie rozstrzelaniem miało być gwarancją spokoju w pierwszym okresie okupacji. Gdy powstaje pomysł utworzenia getta w Warszawie, przeciwstawia się tym planom i wzywa do oporu. W roku 1940 jego partia organizuje przerzucenie go na Zachód. Podczas ucieczki zostaje zatrzymany na granicy belgijsko-niemieckiej. Tam ratuje go Paul Spaak, późniejszy premier Belgii. Dociera do Brukseli i na konferencji europejskich partii socjalistycznych wygłasza przemówienie o sytuacji w Polsce.

Później wyjeżdża do USA, gdzie zajmuje się informowaniem opinii publicznej o tragicznej sytuacji w okupowanej Polsce. W roku 1942 znajduje się w Londynie, tam zostaje członkiem Rady Narodowej RP - ciała doradczego powołanego dekretem prezydenta RP Władysława Raczkiewicza. Jest to odpowiednik Sejmu. Poprzez swoje kontakty otrzymuje informacje o Zagładzie Żydów, jaką Niemcy przeprowadzają w Polsce. Od tego momentu swoje życie podporządkowuje misji przekazania światu prawdy o tej zbrodni. W swoich działaniach otrzymuje wsparcie do premiera Władysława Sikorskiego. Informuje o ludobójstwie Światowy Kongres Żydów i Amerykański Kongres Żydów. Ma nadzieję, że jego słowa spowodują reakcję. Bezskutecznie. Trwa w poczuciu bezradności. Tym bardziej głębokim, że w getcie warszawskim są jego żona i syn.

Wreszcie szanse na przełamanie tej sytuacji pojawiają się, gdy nasz bohater dociera ze swoim przesłaniem do ważnego brytyjskiego dziennika "The Daily Telegraph". Jest to wielki dzień: dziennikarze wreszcie chcą go wysłuchać. 25 czerwca 1942 roku w "The Daily Telegraph" ukazuje się artykuł ujawniający szokującą prawdę o zbrodniach niemieckich na Żydach. Już sam tytuł jest wstrząsający "Niemcy mordują 700 tysięcy Żydów w Polsce". A w pierwszym zdaniu tekstu zbrodnia niemiecka nazywana zostaje "największą masakrą w dziejach świata"


Reaguje BBC. Noel Newsome, szef BBC European Service, zarządza: “Ta upiorna informacja musi zostać jak najmocniej nagłośniona".

Zgodnie z instrukcją, BBC zaczyna informować o masowym mordowaniu Żydów. Latem 1942 roku na antenie radia BBC nasz bohater podaje bardziej szczegółowe informacje na temat dokonywanego ludobójstwa, jakie otrzymał w raporcie z Polski. W grudniu spotka się Janem Karskim, który przekazuje mu wstrząsający apel z Warszawy. Karski przekazuje mu te słowa: „Żydzi umierają. Żydów już nie będzie. Jaki jest sens posiadania żydowskich przywódców? Niech Żydzi idą do najważniejszych oficerów, oficerów alianckich. Niech żądają. Jeśli ci odmówią, niech wyjdą. Niech pozostaną na zewnątrz. Niech odmówią picia. Niech odmówią jedzenia. Niech umrą. Niech umierają powoli. Niech ludzkość to widzi. Może to zmieni ich sumienia”.

Nasz bohater wysyła telegramy do Franklina Delano Roosevelta i Winstona Churchilla. Brak odpowiedzi. Co najwyżej zapewnienia o współczuciu.

Wreszcie Arcybiskup Canterbury, William Temple wzywa do ratowania Żydów w dramatycznych słowach: "W tej chwili spoczywa na nas ogromna odpowiedzialność. Stoimy przed historią, ludzkością i Bogiem".

Nieco tym zaniepokojony rząd Wielkiej Brytanii, starający się zapobiec oskarżeniom o brak jego reakcji na te przerażające doniesienia o masowej zagładzie, organizuje razem z USA konferencję na Bermudach, która w założeniu ma znaleźć sposoby ratowania żyjących jeszcze europejskich Żydów, a w praktyce okazuje się być propagandowym mydleniem oczu opinii publicznej.

Już na początku konferencji bermudzkiej, przewodniczący delegacji brytyjskiej, Richard Law, zdradza swoje największe obawy: co się stanie, jeśli Hitler na propozycję uwolnienia Żydów odpowie „tak” i zgodzi się uwolnić Żydów?! 

Oto słowa Richarda Law'a: „Gdyby Hitler przyjął propozycję uwolnienia być może milionów niechcianych osób, moglibyśmy znaleźć się w bardzo trudnej sytuacji (...) mógłby powiedzieć «dobrze, weźcie milion lub dwa miliony». Następnie z powodu problemu z transportem wyglądalibyśmy wyjątkowo głupio”. 

Osbert Peake, członek parlamentu zajmujący się sprawami imigracji, zgodził się z Law'em: „To byłoby uwolnienie Hitlera od obowiązku zatroszczenia się o tych bezużytecznych ludzi. Jeżeli Hitler zgodzi się na wypuszczenie znacznej liczby starców i dzieci, znajdziemy się w idiotycznej pozycji, bo możemy przyjąć jedynie 500 do 1000 miesięcznie”. 

Konferencja rozpoczyna się 19 kwietnia 1943. Ironią historii jest fakt, że dokładnie tego samego dnia wybucha powstanie w warszawskim getcie. Ludzie z getta, którzy nie zostali jeszcze zagazowani w Treblince i spaleni w krematoriach, płoną żywcem akurat teraz, gdy brytyjski polityk mówi o "bezużytecznych ludziach" ("useless people")

Konferencja na Bermudach kończy się 29 kwietnia i kończy niczym. Powstanie w getcie trwa nadal. Dogorywa.

Nasz bohater jest zdruzgotany. 

12 maja podejmuje ostateczną decyzję.

Na znak protestu, popełnia samobójstwo. 

W liście wysłanym przed śmiercią a skierowanym do prezydenta RP Władysława Raczkiewicza i premiera Władysława Sikorskiego, pisał: 

"Wśród murów getta odbywa się obecnie ostatni akt tragedii, jakiej nie znała historia. Odpowiedzialność za zbrodnię wymordowania całej ludności żydowskiej w Polsce spada w pierwszym rzędzie na samych morderców, ale pośrednio obciąża ona także całą ludzkość, narody i rządy państw sojuszniczych, które do tej pory nie usiłowały przeprowadzić konkretnej akcji celem wstrzymania tej zbrodni. Przypatrując się biernie wymordowaniu milionów bezbronnych zamęczonych dzieci, kobiet i mężczyzn, stały się te kraje wspólnikami zbrodniarzy."

"Milczeć nie mogę i żyć nie mogę, gdy giną resztki ludu żydowskiego w Polsce, którego reprezentantem jestem. Towarzysze moi w getcie warszawskim zginęli z bronią w ręku, w ostatnim porywie bohaterskim. Nie było mi dane zginąć tak jak oni, razem z nimi. Ale należę do nich, do ich grobów masowych. Przez śmierć swą pragnę wyrazić najgłębszy protest przeciwko bezczynności, z jaką świat się przypatruje i pozwala lud żydowski wytępić. Wiem, jak mało znaczy życie ludzkie, szczególnie dzisiaj. Ale skoro nie potrafiłem tego dokonać za życia, może śmiercią swą przyczynię się do wyrwania z obojętności tych, którzy mogą i powinni działać, by teraz jeszcze, w ostatniej bodaj chwili, uratować od niechybnej zagłady tę garstkę Żydów polskich, jaka jeszcze żyje".

W historii Szmula Zygielbojma - bo to on jest bohaterem tej tragicznej i wstrząsającej historii - mamy zebrane wszystkie niezbędne elementy, których potrzebuje kino, aby skupić uwagę widza. Wyrazisty bohater, jego niezwykła a zarazem autentyczna historia, bezpośredni związek jego losów z ważnymi wydarzeniami historycznymi i postaciami podejmującymi decyzje o losach świata.

I najważniejszy aspekt: w tragicznym losie Szmula Zygielbojma ujawnia się prawda, którą chciał przekazać i dla której umarł. Prawda o obojętności zachodniego świata, której ten świat nigdy - do dziś! - nie przyjął, nie zrozumiał, nie rozliczył.

Utrwalenie w filmie jego postaci byłoby także - po upływie 75 lat - najwyższą formą szacunku  dla jego heroicznej postawy i decyzji.

Ten film powinien powstać!


(P.S. Do sceptyków: za odpowiednie pieniądze można mieć każdy film)

 

23 maja 2018

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Uwaga: artykuły zamieszczane w dziale "Opinie" nie reprezentują stanowiska Forum Żydów Polskich, a jedynie wyrażają poglądy ich autorów.

 

   ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Polecane