Strefa straconych szans

Strefa straconych szans Sytuacja w Strefie Gazy wymyka się spod kontroli. Unikanie nazwania konfliktu wojną mija się już z celem. Deszcz rakiet zalewa izraelskie miasto Sderot i jego okolice, a w odwetowych akcjach armii Izraela giną cywile. Jedynym rozwiązaniem są [...]

[...] racjonalne rozmowy pokojowe. Na to jednak istnieją marne szanse.

Międzynarodowy Dzień Dziecka w Strefie Gazy zakończył się śmiercią dwójki palestyńskich dzieci zabitych w niefortunnej akcji żołnierzy izraelskich. Według rzeczniczki armii 11-latek i 13-latek próbowali podłożyć bombę tuż przy północnej granicy Gazy z Izraelem. Prawdopodobnie nastoletni chłopcy zostali przekupieni przez bojówkarzy. Wykorzystywanie dzieci jako żywych tarcz jest znaną metodą terrorystów.

Zmęczone wymianą ognia są już dwie strony. Bojowy dotąd palestyński premier Ismail Haniyeh poparł ostatnio ideę zawieszenia broni, oczekując zakończenia konfliktu również na Zachodnim Brzegu Jordanu. Izraelskie władze po naradach z oficerami wywiadu postanowiły kontynuować operacje wojskowe, nie wierząc, że Palestyńczycy dobrowolnie zaprzestaną ostrzału Izraela. Co więcej, armia została upoważniona do rozszerzenia akcji lądowych. Bardziej radykalni członkowie rządu z Eli Jiszajem (partia Szas) i Awigdorem Liebermanem (Izrael Bejtejnu) na czele zasugerowali surowszą politykę wobec Palestyńczyków, wymieniając na liście propozycji naloty dywanowe. Inni ministrowie zgodnie ze starożytną zasadą "oko za oko" zaproponowali produkcję izraelskiej wersji kassamów i ostrzeliwanie nimi Strefy Gazy.

Sto pytań do...

Te mniej lub bardziej groteskowe propozycje pokazują bezsilność izraelskich władz. Jak bowiem poradzić sobie z pulsującą bombą, jaką stałą się bezsprzecznie Gaza? Czy przestać unosić się honorem i odnowić okupację Strefy, którą triumfalnie zakończono latem zeszłego roku? Czy kontynuować operacyjne naloty i z doskoku bawić się w kotka i myszkę z palestyńskimi bojówkarzami? Czy przymykać oko na zamaskowanego, salonowego radykalistę Hanije i dogadywać się po cichu z bezsilnym Mahmudem Abbasem? Czy ewakuować w końcu podziurawione niczym szwajcarski ser miasteczko Sderot? Lista pytań retorycznych ciągnie się bez końca, a czas upływa nieubłaganie działając na niekorzyść niewinnych cywilów po obu stronach.

"Nawet podczas okupacji izraelskiej sytuacja nie była tak straszna" - wyznała palestyńska matka w wypowiedzi dla AFP pod koniec maja. To wyznanie zrozpaczonej chaosem w Gazie kobiety odzwierciedla paradoks obecnej sytuacji. Wielu komentatorów podkreśla, że reokupacja tej zapalnej części Autonomii Palestyńskiej wyszłaby obu stronom na dobre. Z drugiej jednak strony zawierzenie metodom silnej ręki mogłoby już na zawsze pogrzebać nadzieję na pokojowe rozwiązanie konfliktu.

Rozjemcy z Kairu

W stronę Gazy z niepokojem spoglądają władze Egiptu. Tym razem Egipcjanie, zaangażowani już w negocjacje dotyczące uwolnienia izraelskiego żołnierza Gilada Szalita, zwrócili się do Palestyńczyków o stworzenie projektu zakończenia wojny domowej. Na rutynowych apelach się nie skończyło. Źródła zbliżone do Hamasu podały, że kwestia rozejmu walczących między sobą palestyńskich frakcji ma być omówiona w czerwcu podczas specjalnego spotkania w Kairze. "Należy zauważyć, co Saudyjczycy i Egipcjanie mówią Hamasowi" - podkreślił izraelski premier Ehud Olmert - "Mówią: Czego chcecie od Izraelczyków? Przestańcie ich ostrzeliwać, oni przestaną strzelać do was". Zakończenie bratobójczej walki Fatahu z Hamasem jest jak najbardziej wskazane. W ostatnim miesiącu na ulicach Gazy zginęło ok. 50 osób.

Bez wątpienia porozumienie Abbasa z Hanije załagodziłoby napięcie. W ostatnim czasie gwardia prezydencka dostawała cięgi od bojówkarzy Hamasu. Fatahowi nie pomógł nawet milionowy fundusz pomocy zza oceanu. Każde z ugrupowań ma bowiem swojego Wielkiego Brata - Fatah ma Busha, a Hamas Achmadineżada. Spadające na Izrael rakiety pokazują, że irańska pomoc jest zdecydowanie bardziej "efektywna". Pozostaje się cieszyć, że dopływ gotówki z Teheranu nadal nie jest na tyle duży, by powiększyć arsenał o bardziej zaawansowane rakiety. Zakup pocisków dolatujących swobodnie do Aszkelonu czy Aszdod jest jednakże kwestią czasu.

Wojenny zegar tyka, a pytań o przyszłość Bliskiego Wschodu nie ubywa. Izraelskie naloty Strefy Gazy zapewne nie ustaną, lawina palestyńskiego radykalizmu zresztą też. Przerażeniem napawają odburknięte pod nosem groźby o ponownym wyjściu terrorystów-samobójców na ulice Izraela. Frustrująca jest refleksja, że tę agresję może stłumić jedynie większa agresja. Realizm brutalnie wygrywa z naiwnym optymizmem. Maleńki skrawek ziemi, jakim jest Strefa Gazy zamieszkuje 1,4 mln Palestyńczyków. Połowę z nich stanowią dzieci. W ich międzynarodowe święto sprezentowano im kolejny dzień pod znakiem agresji. Z pewnością jeszcze wiele kartek ubędzie w kalendarzu zanim walczące strony zawrą pokój. Oby nowe zawieszenie broni nie było takie, jak to listopadowe, po którym już w kilka godzin na Izrael spadły kolejne rakiety.

Agata Pełeszuk

Polecane