Strefa chaosu

Strefa chaosu Strefę Gazy zalała kolejna fala agresji. Po dwóch stronach barykady walczą między sobą prezydencka gwardia Mahmuda Abbasa i zbrojne ramię Hamasu. Jedynie dzisiaj zginęło jedenastu Palestyńczyków.

Kryzys jest konsekwencją wtorkowej decyzji Abbasa o wprowadzeniu w życie specjalnego planu bezpieczeństwa. Prezydencką strategią jest powstrzymanie wewnętrznych walk Fatahu z Hamasem. Plan oparto na porozumieniu z Izraelem dotyczącym ochrony przejść granicznych i zaprzestania niestannego ostrzału izraelskiego terytorium.

Od początku tygodnia w palestyńskich potyczkach zginęło już co najmniej 20 osób. Żaden z bojówkarzy nie jest anonimowy. Z chaosu wyodrebniają się wyraźnie dwa obozy - Fatah i Hamas. W oficjalnym świecie polityki tworzą palestyński rząd jedności narodowej. Na ulicach widać ich drugą twarz. Między walczące strony często wtrącają się izraelscy żołnierze. Konflikt nie jest bowiem wyłącznie sprawą palestyńską. Rakiety regularnie spadają na przygraniczne terytoria Izraela. Wszystko to przebiega w czasie trwającego w teorii zawieszenia broni.

Ciągły niepokój wywołany ostrzałem bojówkarzy zrodził w kręgach armii Izraela pomysł szerszej operacji militarnej w Gazie. Taka akcja wiąże się jednak z ogromnym ryzykiem. Ofensywa w gęsto zaludnionej Gazie spotkałaby się z poważnym oporem i zwiększyła ofiary po obu stronach. Chęć ochrony palestyńskich cywilów zwiększyłaby jednocześnie narażanie życia izraelskich żołnierzy. Operacja stałaby się symbolem porażki wycofania się Izraelczyków z Gazy latem zeszłego roku. Ponadto plan rozwiązania problemu palestyńskiej agresji mógłby się zakończyć w "libańskim stylu". Po gorzkich wnioskach z ostatniej wojny z Hezbollahem władze izraelskie sceptycznie podchodzą do impulsywnego wkroczenia na wojenną ścieżkę.

Nowa eskalacja konfliktu między Fatahem i Hamasem zbiegła się z rocznicą "Nakby" (tłum. arab. katastrofy). Tym terminem Palestyńczycy nazywają 15 maja, dzień ogłoszenia powstania Izraela. Data będąca dla Izraelczyków historycznym świętem dla Palestyńczyków jest symbolicznym dniem żałoby. Po 1948 roku ok. 800 tys. Arabów zamieszkujących Palestynę udało się na wygnanie.

Upamiętniając ten dzień palestyński premier Hanije wypowiedział się w ostrym tonie na temat toczących się rozmów pokojowych z Izraelem. "Nasza determinacja nie może się złamać" - zaapelował - "Powiedzieliśmy, że damy [procesowi pokojowemu] szansę, ale nie zamierzamy opuścić naszej broni, dopóki okupant nie opuści naszej ziemi, a sprawiedliwość i pokój nie zwyciężą". Tak zdecydowaną opinią Hanije nie pozostawia dużego pola do dyskusji. Takiej polityce rządu i działaniom bojówkarzy Hamasu sprzeciwił się już pierwszy niezależny minister. Stojący na czele resortu spraw wewnętrznych Hani Kawasmeh podał się do dymisji. Być może decyzja Kawasmeha rozpocznie powolną erozję i tak chwiejnego gabinetu jedności narodowej.

Marcowe porozumienie z Mekki, na podstawie którego Fatah z Hamasem utworzyły wspólny rząd, było ogromną szansą dla Palestyńczyków. Sceptycy politycznej metamorfozy Hamasu, krytykowani wówczas za brak przychylności dla korzystnych zmian, dziś uśmiechają się ironicznie. Potwierdzają w duchu swą teorię - Palestyńczycy nigdy nie zaprzepaścili szansy na zaprzepaszczenie szansy na pokój. Rzeczywiście obserwacja krwawych starć w Gazie może zrodzić zwątpienie w zdolność palestyńskich decydentów do prowadzenia dojrzałej polityki. Strefa Gazy stała się na nowo polem walki. Walki o władzę. Póki co prezydent Abbas jest za słaby, by samemu udźwignąć ciężar rządów nad Autonomią. Tymczasem Hanije nie ma wystarczającej większości. Otwarcie ognia na ulicach nie jest jednak rozwiązaniem. Strefa Gazy staje się bowiem Strefą Niekończącego się Chaosu.

Agata Pełeszuk

Polecane