"Sąsiedzi" - wszystkie kłamstwa Grossa

"Sąsiedzi" - wszystkie kłamstwa Grossa Alex Wieseltier

Każdy, kto włada polskim językiem i słyszał o „Sąsiadach” Jana Grossa, ma już wyrobioną opinię na ten temat. I można z pewnością powiedzieć, że większość takich opinii nie jest pozytywna.
Nawet ci, którzy uważają tę książkę za ważny element w dyskusji na temat tego, co się działo w okupowanej Polsce, mają do samego Grossa i jego stylu podawania tak bolesnego materiału dosyć ambiwalentny stosunek. Znam to doskonale, bo sam należę do tych ostatnich.

Aż do niedawna uważałem, że „Sąsiedzi” napisani przez Grossa, to beletrystyka historyczna. Że liczba ofiar jedwabieńskich Żydów jest przez niego wzięta z dawnego PRL-owskiego pomnika, który mówił o 1600 ofiarach nazistowskiego mordu w Jedwabnem. I że ta liczba odbiega za bardzo od liczby podanej przez IPN po zakończeniu śledztwa w tej sprawie. I że tak, jak z jego sławnym stwierdzeniem, że Polacy zamordowali w czasie wojny więcej Żydów niż Niemców, wszystko jest wynikiem jego interpretacji faktów. Które oczywiście mają na celu zdyskredytowanie Polaków, bo jego polscy adwersarze, poprzez mniej lub bardziej rzeczowe publikacje i prawie personalną nagonkę, gdzie nie pozostawiono na nim suchej nitki, postanowili go totalnie zdyskredytować.
Takie zdanie miałem do niedawna. Bo nagle zapytałem się siebie, na jakiej podstawie wyrobiłem sobie pogląd na „Sąsiadów”? Przecież ja nigdy nie miałem tej książki w ręku!
Owszem. Przeczytałem od deski do deski protokół IPN-u (203 strony). Przeczytałem masę artykułów, przeważnie krytycznych, razem z wyciągiem najważniejszych kontrargumentów z publikacji „100 kłamstw Grossa”. Ale książki, na którą tak jechano, nie czytałem. Zresztą, kto czytał? Milionowe rzesze w Polsce nie miały na to szansy, bo polski nakład tej książki na pewno Grossa milionerem nie zrobił. Więc zrobiły to, co ja. Czytały łatwo dostępne publikacje renomowanych osób i to większości wystarczyło.

Postanowiłem naprawić błąd i przeczytać książkę. Ale dostać polskie wydanie tej książki jest trochę trudne. Nakład wyczerpany? Żaden problem. Na Amazon edycja angielska bez problemu.
Przeczytałem. Trochę problemów. Angielski to mój czwarty język, a w trakcie czytania tej 114-stronicowej historii trzeba jeszcze zaglądać do przypisów, które zajmują dalsze 45 stron. No i jak tu oceniać reakcję polskiego czytelnika, który angielskiego wydania nie widział? Więc znowu szukanie polskiego egzemplarza. Kopia internetowa. Nie to samo co książka w ręku, trochę oczopląsu w przechodzeniu ze strony na stronę i w szukaniu odnośników, ale jakoś zmęczyłem.
Jeden raz. Potem drugi i trzeci. Dlaczego?
Chciałem się dogrzebać do „prawdy”, czyli co właściwie Gross napisał i dlaczego akurat Jedwabne, a nie opisane również w książce, spalenie Żydów w Radziłowie, też przez sąsiadów Polaków w podobnej liczbie i w podobnej stodole, wzbudziło takie kontrowersje.
Więc w skrócie. Gross opisuje przebieg zamordowania jedwabieńskich Żydów przez ich polskich sąsiadów w lipcu 1941 roku. W swojej relacji cytuje Gross zeznanie Szmula Wasersztajna, który został przechowany, wraz z sześcioma innymi osobami narodowości żydowskiej, przez Antoninę Wyrzykowską. W zeznaniu tym występuje ta osławiona liczba 1600 Żydów jedwabieńskich, której potwierdzenia nie można znaleźć w pozostałym materiale książkowym. Sam opis wydarzeń, przyjazd gestapowców, uzgodnienie akcji eksterminacji, spędzenie Żydów na plac, pojedyncze mordy, zabójstwo Żydów niosących posąg Lenina, zagonienie reszty Żydów do stodoły, jej podpalenie i późniejsze grzebanie spalonych ciał, które w głównych zarysach są potwierdzone w protokole IPN-u, jest bazowany na pierwotnych zeznaniach oskarżonych i świadków z procesów w 1949 i 1953 roku, które Gross uznał za bardziej wiarygodne niż późniejsze odwoływanie i zmiana zeznań, które miały najprawdopodobniej na celu pomniejszenie roli oskarżonych w opisywanych zajściach i przelanie winy na innych. Kuriozalnym tego przykładem może być kucharka posterunku niemieckiej żandarmerii, która w pierwszym zeznaniu widziała tylko fotografujących Niemców i wymieniła 15 nazwisk osób biorących udział w zapędzaniu Żydów do stodoły, a 4 miesiące później przypomniała sobie o 60 gestapowcach, dla których gotowała obiad na kuchence na posterunku. Trzeba również dodać, że 60 lat po tych zajściach, liczba Niemców w jej zeznaniu dla IPN-u wzrosła do ponad 240. Nigdzie w książce nie można znaleźć ani liczby spalonych w stodole, ani ogólnej liczby zamordowanych czy też ocalałych w tym dniu jedwabieńskich Żydów. Jednak Gross wspomina liczbę 1600 pomordowanych jedwabieńskich Żydów, komentując dwa pomniki pamięci istniejące w Jedwabnem w trakcie pisania książki.

Chociaż Gross opisuje z detalami jak jedwabieńscy Polacy, po uzgodnieniu i otrzymaniu pozwolenia od Niemców, zamordowali swoich żydowskich sąsiadów, to jednak główną winę składa na kark niemiecki:
„Panami sytuacji w Jedwabnem byli oczywiście Niemcy. I tylko oni mogli podjąć decyzję o wymordowaniu Żydów. Mogli też w każdej chwili tej zbrodni zapobiec, a nawet zatrzymać bieg już rozwijających się wydarzeń. I nie uczynili tego.... należy pamiętać, że gdyby Jedwabne nie zostało zajęte przez Niemców, innymi słowy, gdyby nie było inwazji Hitlera na Polskę, to Żydzi jedwabieńscy nie zostaliby wymordowani przez swoich sąsiadów. I nie jest to wiedza banalna, bo przecież tragedia jedwabieńskich Żydów jest tylko epizodem w wojnie na śmierć i życie, którą Hitler wydał światowemu żydostwu. Tak więc w wyższym historyczno-metafizycznym sensie jemu należy przypisać odpowiedzialność za tę zbrodnię". (str. 58).

Gross nie byłby jednak Grossem, gdyby nie wtrącił do tematu sprawy kolaboracji (i w czasie wojny z sowieckim i niemieckim najeźdźcą i po wojnie z reżimem komunistycznym) oraz wątku antysemityzmu. Ciekawskich odsyłam do mojego blogu, gdzie można znaleźć więcej cytatów, ale bardziej polecam przeczytanie całej książki.

Więc jak to w końcu jest z tym Grossem? Czy Gross skłamał, pisząc „Sąsiadów”?
Nie. Gross zrobił coś gorszego. Pisząc tę książkę, otworzył Gross puszkę Pandory, z czarną kartą historii, którą w PRL-u trzymano pod kluczem. Której odkrycie zakłóca obraz narodu, który wycierpiał tak dużo i w czasie wojny od obydwu okupantów, i przez długi okres powojennego reżimu komunistycznego. Gdzie nagle się okazało, że obok ofiar obozów koncentracyjnych, wywózek, pacyfikacji i egzekucji, obok ludzi, którzy czasami bez względu na swoje poglądy narażali i tracili swoje życie, pomagając swoim żydowskim pobratymcom, znaleźli się również tacy, którzy nie tylko dopomagali okupantom, ale sami, z własnej inicjatywy byli sprawcami morderstw na swoich bliźnich. Odgrzebanie tej sprawy po 60 latach i bardzo silna reakcja środków masowego przekazu w kraju i za granicą, spowodowała wrażenie utrwalania na siatkówce oka tylko obrazu ludzi, zabijających w morderczym szale swoich żydowskich sąsiadów, zasłaniając zupełnie wszystkie inne realia i okropności wojny, które dotknęły Polskę i Polaków w tym czasie. Dla ludzi urodzonych po wojnie i ich potomków niewiedzących za dużo o tych czasach, którzy po latach reżimowej niewoli odnaleźli swoją dumę narodową, było to jak plunięcie w twarz. Bo książka Grossa była jedną z pierwszych o tym temacie. A im więcej tego materiału się publikuje, tym trudniej jest zachować proporcje w reakcjach, które ze zrozumiałych powodów są bardziej uczuciowe niż rozumowe.

PS. Tym, którzy mają zamiar komentować powyższe, polecam bardzo uprzednie przeczytanie książki i uważne przestudiowanie protokołu IPN w tej sprawie.

Luty 2019

Polecane