ODPOWIEDŹ NA LIST DYREKTORA DARIUSZA STOLI Z 18 CZERWCA 2018

ODPOWIEDŹ NA LIST DYREKTORA DARIUSZA STOLI Z 18 CZERWCA 2018 Bronisław Świderski

 

Szanowny Panie Dyrektorze,

dziękuję za Pański mejl, zawierający zaproszenie do dyskusji nad moim listem otwartym, który opublikowało pismo „Kronos” (nr 2/2017) i który został następnie przedrukowany przez wiele mediów, m.in. przez Forum Żydów Polskich, gdzie poleca go 190 czytelników. W liście pisałem, że nazwa wystawy Muzeum Polin Obcy w domu źle oddaje nastrój i dynamikę Marca ’68, bowiem nasza aktywność  s c a l a ł a  wiele grup polskiego społeczeństwa w proteście przeciwko komunistom. Pan zaś powtarza w mejlu, że ten tak  d z i e l ą c y  polskie społeczeństwo tytuł wystawy „nadal wydaje mi się uzasadniony – w świetle wydarzeń tegorocznych może nawet bardziej niż w okresie, gdy ten tytuł zaakceptowałem. Teraz, gdy fala ataków na muzeum i wystawę zelżała, chciałbym wrócić do tej kwestii i spytać, czy podtrzymuje Pan swoje zarzuty? Chętnie odpowiem na wszelkie Pana wątpliwości”.

Przyznaję, że jestem nieco zawiedziony tym pytaniem. Spodziewałem się, że na argumenty uczestnika marcowych wydarzeń odpowie Pan równie konkretnie, wskazując na fakty i wydarzenia. Pan jednak oczekuje ode mnie, jak sądzę, czegoś innego – tego, że bliżej niesprecyzowane „wydarzenia tegoroczne” spowodują, iż wyrzeknę się mojego listu. Po Pańskiej wypowiedzi przeczytałem go raz jeszcze i pragnę Pana zapewnić, że podtrzymuję każde słowo. W przeciwieństwie do Pana pragnę teraz podać moje argumenty jako rozjaśniający dodatek do Listu.

1. Nasza polemika jest bardzo niesymetryczna, Panie Dyrektorze. Pan jest włodarzem ogromnej instytucji, ja zaś nie reprezentuję żadnych interesów i partii, nie piszę ani dla pieniędzy, ani dla stopni i tytułów. Mówię to, co wydaje mi się zgodne z moim osobistym doświadczeniem i wiedzą. Rozumiem, że Pan, odpowiedzialny za reputację swojej instytucji, chciałby słyszeć jedynie głosy pochwalne. Zresztą otrzymuje je Pan – wszak na waszej stronie internetowej widnieje informacja: „Odwiedź Muzeum Polin, którym zachwycił się świat”. Ja jednak sądzę, że głosy wyłącznie pochwalne należą do epoki, którą pozostawiliśmy za sobą – do okresu komunizmu. Bowiem demokracja stwarza okazję do ujawnienia wielu punktów widzenia, które należy wziąć pod uwagę, aby uniknąć błędów. Czy mylę się, Panie Dyrektorze?

Rozważmy raz jeszcze tytuł wystawy, przejęty z gomułkowskiej retoryki. Słowa „obcy w Polsce” oznaczały: „jesteście Żydami, a nie Polakami, wynoście się  do Izraela”. A przecież nie wszyscy wyjechali. CZEMU NIE O NICH JEST WYSTAWA? Dlaczego nie poznamy ich motywacji? W dodatku większość marcowych uchodźców wcale nie zdążała do Izraela, ale osiedliła się w innych krajach. Dla wielu wyjazd nie był poświadczeniem „obcości”, ale rozwiązaniem osobistych problemów. Dzieci oswobodziły się nagle spod władzy rodziców, małżonkowie musieli zdecydować, czy nadal chcą być razem, ciekawi świata uzyskali możliwość podróżowania... Nasze wybory nie były ideologiczne, lecz egzystencjalne.

Znowu powracam do tytułu wystawy, stanowczo i grubą kreską oddzielającego Polaków od Żydów. Czy historia rzeczywiście bywa tak jednoznaczna? Oto duński przykład, ilustrujący moje wątpliwości. Duńczycy są słusznie chwaleni za niezwykłą pomoc, jakiej udzielili Żydom w 1943 roku. Większość z nich uratowali przed Holokaustem, przewożąc do neutralnej Szwecji. A przecież w 2004 roku ukazała się w Danii książka uznanej badaczki Sofii Lene Bak, zatytułowana Duński antysemityzm 1930–45 (Dansk antisemitisme 1930-1945, Aschehoug Forlag). Na 580 stronicach dokumentuje ona, że pomoc Żydom i zaciekły antysemityzm istniały w Danii obok siebie i w tym samym czasie.

W latach 1990. pracowałem na kopenhaskiej slawistyce. Tuż po upadku komunizmu zaproponowałem kierownictwu instytutu seminarium o przemianach w Europie Wschodniej. Niewiele o nich wtedy wiedzieliśmy, zarówno ja, jak i moi studenci. Rozważaliśmy także położenie polskich Żydów. Tłumaczyłem ich sytuację, przywołując tak popularną wówczas frazę: „antysemityzm bez Żydów”. Było to logiczne, skoro polscy Żydzi zostali okrutnie wybici podczas II wojny, następnie ich resztki wyjechały z kraju tuż po wojnie, ponownie w latach stalinowskiej odwilży, no i po Marcu ’68. Nie było w kraju uznanych rabinów i społeczności religijnych. Ci, którzy zostali, nazywali siebie Polakami. Historycy stwierdzili, że życie żydowskie zamarło. A przecież wystarczyło poczekać dekadę, aby być świadkiem zadziwiającego renesansu żydowskich instytucji – myślę tutaj także o powstaniu Pańskiego muzeum. Importowano rabinów z odległych krajów, otrzymywano stamtąd finansowe wsparcie. Żydostwo polskie odżyło. Jako socjologa interesuje mnie, jak to się stało, że w kraju „bez Żydów”, nie mającym kontaktu z tradycjami i językami tego narodu, przeżywamy żydowski renesans, a owi „obcy w domu” nagle poczuli się swojakami? Niespodziewanie powstały synagogi, nauczają rabini, istnieją festiwale kultury, pisma i muzea oraz młodzież ożywiająca obumarłe tradycje. Jak „przechowywano” kulturę żydowską w czasie niesprzyjającym? Czy miałem rację, powtarzając duńskim studentom słowa o „antysemityzmie bez Żydów”? Fakt, że żaden socjolog i historyk idei nie opisał mechanizmu nieoczekiwanego renesansu polskiego żydostwa, jest mocnym dowodem na słabość polskiej humanistyki.

2. Czy tylko Żydzi stali się „obcy” po Marcu ’68? Niedawno wraz z kolegami zaproponowałem, aby uczcić naszą dawną polonistkę, panią Ewę Lipko‐Lipczyńską. Nie piszę tego, aby się pochwalić, raczej aby ujawnić zawstydzenie, że dopiero w wieku 72 lat zrozumiałem wielkość tej kobiety. Otrzymała ona tytuł, który jest trwalszy od miana prezydentów, premierów i ministrów, profesorów, dyrektorów i tak dalej. Jest to tak cudowna fraza, że polszczyzna musi przedtem głęboko wciągnąć powietrze, aby wypowiedzieć słowa: „Sprawiedliwa wśród narodów świata”. Nasza polonistka ocaliła od śmierci m.in. dwie koleżanki. Nie dlatego, że były Żydówkami, ale dlatego, że potrzebowały pomocy. Podobnie zachowała się w Marcu ’68. Została zatem wyrzucona z pracy. Jedna z najdzielniejszych Polek stała się w Polsce całkowicie „obca”. Dzięki fikcyjnemu małżeństwu z Żydem udało jej się wyjechać do Szwecji. Czy tytuł Pańskiej wystawy obejmuje także moją dawną nauczycielkę, Panie Dyrektorze?

3. Po napisaniu Listu napotkałem opinie mieszkających w Polsce Żydów, którzy są urażeni określeniem „obcy w domu”. Są to ludzie, którzy całe życie pracowali w kraju, współtworzyli polskie instytucje, byli pożytecznymi obywatelami. Jeden z nich jest profesorem, ma własny instytut, wychował wielu uczniów i dobrze służył krajowi. Boli go nazwa „obcego”. Czy nie należało także o nim pomyśleć, Panie Dyrektorze?

Posyłam tę odpowiedź na podany przez Pana adres mejlowy, na który zresztą osiem miesięcy wcześniej wysłałem List otwarty do Dyrektora Muzeum Polin. Jest Pan pierwszym odbiorcą obecnej wypowiedzi. Jednocześnie, przekonany, że nasza polemika powinna zostać przedstawiona szerszej publiczności, posyłam tę wypowiedź do kwartalnika „Kronos”, który jest rzetelnie zainteresowany dyskutowaniem nowych myśli i idei.


Łączę wyrazy szacunku,

w oczekiwaniu na Pańską odpowiedź

       Bronisław Świderski

 

Źródło: kwartalnik filozoficzno-kulturalny "Kronos", nr 2/2018 

Polecane