Nowelizacja ustawy o IPN: pytania, wątpliwości

Nowelizacja ustawy o IPN: pytania, wątpliwości Wypowiedź uczestnika grupy FŻP na FB

Ostatnimi czasy daje się usłyszeć, to tu, to tam, że już było tak dobrze, że już udało się usunąć antysemityzm z języka polityki i że teraz pewnie stare demony i upiory znów ożyją w związku z kryzysem na linii Izrael-Polska.

Jest w tym niestety sporo prawdy. Pierwsza prawda jest taka, że faktycznie antysemityzm został wyrugowany z języka politycznego i tylko z niego. On nie został wyeliminowany z głów ludzi. Zniknął pod wpływem poprawności politycznej z języka, z publicznej debaty, czy z niesmacznych dowcipów. Natomiast w głowach ludzi siedzi dalej. Skąd to wiemy? Wiemy to stąd, że w sytuacjach anonimowych wypływa jak oliwa w na wierzch wody. Wystarczy poczytać komentarze anonimowych osób pod przeróżnymi tekstami w internecie, tekstami które kompletnie nie dotyczą relacji polsko-żydowskich, ale np. romansu pewnego polskiego dziennikarza z inną znaną polską celebrytką. Nawet w takim gniocie, polski sprawny czytelnik jest w stanie dopatrzeć się żydowskich konotacji.

Inny dowód to test tzw. listu. Otóż dawno temu w Ameryce ktoś zrobił test polegający na tym, że w losowo wybranych częściach miasta Nowy Jork rozrzucił kilkadziesiąt zaadresowanych listów tuż pod skrzynkami na listy. Tak żeby wyglądało, że ktoś po prostu nie trafił do skrzynki, nie zauważył i odszedł. A tuż obok ustawił kosze na śmieci. Kiedy listy te były zaadresowane do człowieka o nie-żydowsko brzmiącym nazwisku, prawie 100% dotarło do adresata. Kiedy zaś były zaadresowane do żydowsko brzmiącego nazwiska, niecałe 10% dotarło do adresata. Reszta trafiła do kosza.

Dlaczego antysemityzm istnieje? Na to pytanie nie ma pewnie jasnej odpowiedzi. Pewnie po części jest efektem osobistego kontaktu czy relacji, a po części z jakimś wyobrażeniem, mitem, czy czymś niewysłowionym, a co istnieje jedynie w warstwie zbiorowej imaginacji. Jeśli Polak wyrządzi krzywdę Polakowi, winny jest ten konkretny Polak, jeśli zrobi to Żyd, winny jest cały naród żydowski.

Drugie pytanie o antysemityzm jest już zawężające. Dlaczego antysemityzm zniknął z mowy codziennej, ale nie z głów i serc ludzi? Moja hipoteza brzmi skarżąco. Otóż dlatego, że zbyt dużo w samych Żydach jest pychy, bezczelności i impertynencji. Widać to było na przykładzie ostatniego kryzysu  polsko-izraelskiego. Buńczuczne zapowiedzi premiera Natanjahu, idiotyczne wypowiedzi innego polityka o "polskich obozach śmierci", czy w końcu nieprzemyślane i niesmaczne wystąpienie pani Azari podczas uroczystości w Warszawie. A po co tak? Można było rzeczowo i merytorycznie. Zamiast występować z pozycji siły i świętej racji, a w końcu urażonej dumy, warto było zareagować inaczej. Oto, jakie są fakty w tym zakresie:

1. Państwo Polskie i Izrael w 2016 r. wydały wspólne oświadczenie, w którym sprzeciwiają się wszelkim próbom wypaczania historii narodów żydowskiego lub polskiego przez stosowanie błędnych terminów takich jak „polskie obozy śmierci”. Taki jest fakt.

2. Czy prawdą jest, że Polacy pomagali Żydom i robili to mimo grożącej kary śmierci? Tak - to prawda. Czy prawdą jest, że najwięcej drzewek w Yad Vashem mają Polacy? Tak - to prawda. Czy prawdą jest że istniała Żegota? Tak - to prawda. Czy prawdą w końcu jest, że byli tacy Polacy którzy kolaborowali z Niemcami i wydawali Żydów? Tak, to niestety, też jest prawda. Jedno nie przeczy drugiemu, a drugie trzeciemu. Tu nie chodzi o bilansowanie krzywd, czy wypracowanie salda przewinień. Nie wiemy, czy więcej jest drzewek, czy więcej jest ludzi, którzy mordowali sąsiadów w amoku. To bez znaczenia w tym przypadku. Tu chodzi o to, że jedna strona uznała treść ustawy za zbyt szeroką, a druga strona że obawy tej pierwszej są wyssane z palca.

3. Jaka jest więc prawda? Kto przesadza, a kto ma realne wątpliwości? Spornym wydaje się być „Art. 55a. Brzmi on tak: 1. Kto publicznie i wbrew faktom przypisuje Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie określone w art. 6 Karty Międzynarodowego Trybunału Wojskowego załączonej do Porozumienia międzynarodowego w przedmiocie ścigania i karania głównych przestępców wojennych Osi Europejskiej, podpisanego w Londynie dnia 8 sierpnia 1945 r. (Dz. U. z 1947 r. poz. 367), lub za inne przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne lub w inny sposób rażąco pomniejsza odpowiedzialność rzeczywistych sprawców tych zbrodni, podlega grzywnie lub karze pozbawienia wolności do lat trzech. Wyrok jest podawany do publicznej wiadomości.”.

Cóż ten artykuł w istocie oznacza? Otóż to, że literalne użycie określenia „polskie obozy śmierci” nie będzie karalne, bowiem nie jest ono równoznaczne z przypisaniem Polakom odpowiedzialności za konkretną zbrodnię. Obozy budowali, jak wiemy, m.in. Polscy więźniowie, zatem na upartego można tego stwierdzenia (o zgrozo) użyć bezkarnie. Artykuł ten wymaga przypisania konkretnej odpowiedzialności czyli, że musi literalnie być wskazany fakt fałszywego sprawstwa danej zbrodni. Samo użycie frazy „polski obóz śmierci” nie spełnia tego wymogu, bo może odnosić się do jakiś określeń geograficznych. Jaki był więc cel takiego zapisu?

Dalej idąc, czytamy "...Kto publicznie i wbrew faktom przypisuje Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie...".

Teraz rodzą się dwa pytania:
a) co to znaczy publicznie?
b) co to znaczy wbrew faktom?

Czy publikacja na FB to już miejsce publiczne? Czy przemówienie w zamkniętym gronie to już miejsce publiczne?

I co to znaczy wbrew faktom? A kto te fakty weryfikuje? Wyobraźmy sobie, że rodzina ocalałego z pogromu w Radziłowie będzie domagała się przedstawienia faktów na ten temat, w ramach jakiejś monografii. Czyli będzie trzeba upublicznić taką wiedzą (pierwszy warunek spełniony). Co się stało w Radziłowie? Tam miał miejsce pogrom. Innymi słowy był to jeden z wielu przypadków, gdzie przy biernej postawie Niemców, ludność polska w dzikim szale dokonała spalenia Żydów w stodole, zaś ocalałych (w tym dzieci) dobijano uderzeniami w potylice. Robili to Polacy. Jeśli więc ktoś w IPN uzna, że Niemcy nie stali z boku, ale jeden np. zabił Żyda z Waltera P38, to będzie taka monografia twierdzeniem „wbrew faktom” albo „rażącym pomniejszeniem odpowiedzialności rzeczywistych sprawców tych zbrodni”, czy nie? Gołym okiem widać, że ludzie, którzy badają takie przypadki, będą musieli każdorazowo szacować, czy czasem nie pomniejszają odpowiedzialności nazistów?

Idźmy dalej. Co z działalnością naukową? W tym artykule wyraźnie czytamy, że przypisanie odpowiedzialności lub współodpowiedzialności Polsce lub narodowi polskiemu nie stanowi przestępstwa, jeśli takie stwierdzenie padło w ramach działalności naukowej lub artystycznej. Jest to klasyczny truizm. A co to jest działalność naukowa lub artystyczna? Czy wnuczka ocalałego z pogromu, która nie jest naukowcem, ale np. pracuje w sklepie papierniczym w Riszon le-Cijjon, zapragnie wydać/opublikować wspomnienie swojego dziadka, to będzie mogła czy nie? Jeśli pracownik IPN dopatrzy się, że książka ma charakter fikcji literackiej, a nie stanowi pracy naukowej, ani nie posiada wartości artystycznej, to ta ekspedientka podlega każe czy nie?

Jako Polacy, mamy tendencję do tworzenia przepisów i regulowana rzeczywistości na ich podstawie. Najchętniej każdą codzienną czynność byśmy obwarowali ustawą. Pytanie tylko po co? Czy nie byłoby skuteczniej żeby jakiś zespół polsko-izraelsko-amerykański lub po prostu polsko-izraelski zasiadł, uchwalił jakąś prostą ustawę, gdzie włączyłoby się stwierdzenie "Polskie Obozy Śmierci" jako część "Kłamstwa Oświęcimskiego" powszechnie karanego w wielu krajach i po prostu jakaś kancelaria prawna (lub kilka kancelarii prawnych) zarabiałby na tym przyzwoite prowizje. Jestem pewien, że taka edukacja byłaby boleśnie skuteczna.

4. Czego oczekuję od Polski? Tego, że będzie potrafiła dbać o swoje interesy i będzie dla innych krajów partnerem, a nie parobkiem. Polacy do dumny naród, o dobrej mentalności. Polacy są, na ogół, dobrymi ludźmi i co ważne mądrymi, a w polityce międzynarodowej nie ma przyjaciół, są interesy.

5. Jak to się skończy? Myślę, że jeszcze w lutym wywoła się jakąś burzę medialną, a pod jej przykrywką, uchwali się satysfakcjonujące poprawki do tej nieszczęsnej ustawy. Taki będzie finał.

 

Michał Tchórzewski

7 lutego 2018

Polecane