Między polityczną poprawnością a chamstwem i buractwem

Między polityczną poprawnością a chamstwem i buractwem Michał Tkaczyk

 

Paweł Jędrzejewski w swoim poście (mem powyżej) dość niezobowiązująco poruszył temat tzw. poprawności politycznej. W następstwie lektury kilku dyskusji pod tym postem chciałbym wyrazić swój pogląd na tę sprawę.

Jest jedna bardzo ważna rzecz: należy zawsze wyczuwać lub przynajmniej starać się dostrzegać tę cienką granicę między przełamywaniem bariery politycznej poprawności, a zwykłym chamstwem i buractwem.

Polityczna poprawność to postawa polegająca na zaniechaniu poruszania w dyskursie publicznym tematów, które mogą być istotne społecznie i nad którymi dyskusja mogłaby okazać się pożyteczna, lecz poruszenie ich uraziłoby pewne grupy społeczne i w związku z tym spowodowałoby ostracyzm w środowisku, w którym obraca się osoba rozważająca podjęcie danego wątku lub postawienie kontrowersyjnej hipotezy. Taka tyrania politycznej poprawności jest bardzo groźna, bo skutkuje długotrwałym zbiorowym ignorowaniem zjawisk, których konsekwencje mogą być bardzo poważne i znaczące dla społeczeństwa, w związku z czym powinny one stać się przedmiotem pilnej i rzetelnej analizy w celu ustalenia stosownej strategii działania, jeśli śmiała, otwarta debata wykazałaby potrzebę jakichś działań. Polityczna poprawność do takiej debaty nie dopuszcza, dusi ją w zarodku, a czas płynie i gra na niekorzyść społeczeństwa.

Niestety, w szaty mężnej walki z dyktatem politycznej poprawności zupełnie fałszywie przyodziewa się często walkę z kodeksem kulturalnej, szlachetnej dyskusji i szacunku dla drugiego człowieka. To, co wielu eufemistycznie nazywa „niepoprawnością polityczną”, coraz częściej jest po prostu pospolitym chamstwem, czyli wypowiedziami z merytorycznego punktu widzenia bezwartościowymi, ale „odważnie” obraźliwymi wobec grup społecznych będących „pod ochroną” w przyjętym systemie politycznej poprawności. Dlatego właśnie agresywne wypowiedzi zawierające słowa typu „pedał”, „parch”, „kozojebca”, „czarnuch”, „motłoch” lub „dzieciorób” często odbierane są jako przejaw bohaterskiego oporu wobec poprawności politycznej, podczas gdy wypowiedzi takie służą wyłącznie napiętnowaniu kogoś, wyrażeniu pogardy wobec pewnych grup społecznych i – co najgorsze – wzbudzeniu w społeczeństwie skrajnie negatywnych emocji wobec tych grup. Dzieje się to rzeczywiście na przekór dyktaturze politycznej poprawności, tyle że jest to ten rodzaj buntu, z którego nie wynika nic dobrego, a wręcz przeciwnie – przynosi on wiele szkód.

Spróbuję zobrazować ten problem kilkoma przykładami.

Osoba, która wbrew wymogom politycznej poprawności docieka prawdy, może pytać o odsetek osób narodowości żydowskiej w strukturach aparatu bezpieczeństwa PRL, zastanawiać się nad historyczno-społecznymi przyczynami ewentualnej nadreprezentacji Żydów w bezpiece oraz nad interpretacją i oceną tej sytuacji. Osoba, która chce jedynie wyrazić swą pogardę i nienawiść, napisze o „żydokomunie, która do dziś rządzi Polską”, o obrzezanym premierze, o „robieniu laski Izraelowi” i tak dalej. Pierwsza z opisanych osób analizuje pewne zagadnienie, nie zamykając się na żaden z możliwych wyników tej analizy i nie stawiając od razu jedynie słusznej tezy, do której ta analiza ma koniecznie prowadzić; druga zaś z tych osób wylewa jedynie swój gniew i nienawiść, nie wnosząc do debaty nic, co by ją merytorycznie ubogaciło.

Osoba, która docieka prawdy bez oglądania się na wymogi politycznej poprawności, może zastanawiać się, dlaczego homoseksualizm nie jest uznawany za chorobę lub przynajmniej za zaburzenie orientacji seksualnej, skoro mija się z podstawową biologiczną funkcją układu rozrodczego, jaką jest – jak sama nazwa wskazuje – rozrodczość. Osoba, które chce jedynie wyrazić swą pogardę i nienawiść, napisze o zboczeńcach, dewiantach i zakazie pedałowania. I znowu – zadowoli to jakąś grupę ludzi rozmiłowanych w agresywnym języku i radykalnych perorach głoszących to, co oni od dawna „wiedzą”, ale słowa takie nikomu nie dadzą do myślenia i w najmniejszym stopniu nie przyczynią się do rozwiązania jakiegokolwiek społecznego problemu. Ten, kto przemawia w taki sposób, może zyskać co najwyżej poklask swych popleczników, ale dobru społeczeństwa na pewno się nie przysłuży.

Osoba, która docieka prawdy wbrew wymogom politycznej poprawności, może zastanawiać się, czy mężczyznę przekonanego o tym, że jest kobietą, powinno się utwierdzać w jego przekonaniu, czy też należy mu się raczej pomoc psychologiczna lub psychiatryczna. Cham i prostak, który chce jedynie wyrazić swą pogardę i nienawiść, napisze, że „prawdziwy mężczyzna zwymiotowałby, gdyby go dotknęło Grodzkie” (cytat z Janusza Korwin-Mikkego). Może i czyni to na przekór poprawności politycznej, ale jest to zupełnie bezwartościowa forma tego oporu.

Tyle ode mnie.

 

25 listopada 2018

 

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Uwaga: artykuły zamieszczane w dziale "Opinie" nie reprezentują stanowiska Forum Żydów Polskich, a jedynie wyrażają poglądy ich autorów.

 

 ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Polecane