Kto potrzebuje "antysemickiej Polski"

Kto potrzebuje "antysemickiej Polski" Paweł Jędrzejewski

 

Nowelizacja ustawy o IPN nie była mądra i otworzyła "puszkę Pandory". Pozorny spokój ostatnich dwóch dni jest mylący.

Z kolei gwałtowna, ostentacyjna, zaskakująca reakcja Izraela z dnia na dzień zburzyła polepszające się postrzeganie Żydów i Izraela w Polsce i stała się tu przyczyną zawodu i rozczarowania.

Ta sytuacja, niby peryferyjna i marginesowa, może mieć jednak - zaskakująco - konsekwencje w teatrze wielkiej polityki światowej.

Dla Rosji oczywistym problemem jest współpraca byłych krajów europejskich tzw. "bloku wschodniego". Zarówno Trójmorza (kraje niegdyś podbite przez Rosję lub satelickie, plus Austria) jak i Grupy Wyszehradzkiej. Jakby tego było mało, trzeba pamiętać, że te obydwa zrzeszenia państw stanowią kłopot pod względem politycznym i gospodarczym nie tylko dla Rosji, ale także dla "starej Unii". Utrudniają także dogadywanie się Niemiec z Rosją.

W obydwu zrzeszeniach ważną rolę odgrywa Polska i ta rola może się zwiększać.

Do tego obrazu sytuacji dodajmy fakt, że za prezydentury Trumpa i rządów jego administracji, Stany Zjednoczone, po raz pierwszy w historii, umieściły w Polsce, przy granicy z Rosją, żołnierzy armii amerykańskiej. To bardzo ważny element sytuacji. Nie należy go lekceważyć.

Zmiany w relacjach Polska-Izrael, które zaszły w ostatnich dniach - niezależnie, czy były wywołane świadomie, czy przypadkowe - sygnalizują prawdopodobny kierunek kolejnych wydarzeń i działań.

Zarówno Rosji, jak i niektórym ośrodkom politycznym UE, a także opozycji w Polsce wobec partii sprawującej obecnie władzę, musi zależeć na wzroście w Polsce nastrojów nacjonalistycznych, szowinistycznych, ksenofobicznych, a - przede wszystkim - antysemickich. Te nastroje grają na ich korzyść, bo stanowią one poważne obciążenie wizerunkowe Polski i rządzącej partii. Polska staje się - w rzeczywistości lub w medialnym przekazie - ucieleśnieniem wstecznego, nacjonalistycznego, autorytarnego i antysemickiego kraju. Takiego kraju, który nie może być dla nikogo ani wzorem, ani autorytetem.

Bo te wszystkie zjawiska w Polsce, a szczególnie antysemityzm, to są bardzo poważne zarzuty. Pojawienie się przejawów antysemityzmu mogłoby skompromitować Polskę w oczach nie tylko opinii publicznej w Europie i utrącić jej rolę w Grupie Wyszehradzkiej i w Trójmorzu (co znacznie osłabiłoby te zrzeszenia), ale także w oczach opinii publicznej w USA - i postawić Trumpa i jego administrację w sytuacji, w której zacieśnianie dalszej współpracy (militarnej i energetycznej) z Polską byłoby politycznie nieopłacalne, a nawet ryzykowne. Szczególnie, że fałszywa "karta antysemicka" była już rozgrywana przeciwko Trumpowi przez jego politycznych przeciwników, więc musi on zachować w tej materii szczególną ostrożność, bo ten grunt oskarżeń przeciwko niemu jest już urobiony. Dlatego Trump nie byłby skłonny stawać po stronie "antysemickiej Polski".

Czyli wniosek jest prosty: Rosja i inni potrzebują "antysemickiej Polski". A okoliczności pojawiły się takie, że taką Polskę może da się "zrobić". Politycznie i medialnie wykreować, a co najmniej "podrasować". A wtedy da się zmienić układ sił w szerszej skali.

Polska musi więc liczyć się zarówno z obecnością autentycznych nastrojów antyżydowskich, jak i z propagandowym wykorzystywaniem oskarżeń o antysemityzm (a także nacjonalizm, faszyzm, islamofobię itd) bez rzeczywistego uzasadnienia. Jednak przede wszystkim musi się liczyć ze zjawiskiem medialnych manipulacji: wyolbrzymiania, rozdmuchiwania, pompowania incydentów marginesowych ponad ich rzeczywiste rozmiary. Tak działają media. W jakimś sensie ten proces już trwa: wystarczy poczytać nagłówki, w których zaczyna pojawiać się narastająca narracja, głosząca, że po 50 latach "Marzec 68 wrócił".

 

Dlatego władze państwowe w Polsce, szczególnie wymiar sprawiedliwości muszą zduszać w zarodku - w zgodzie z prawem - każde rzeczywiste przejawy antysemityzmu, nacjonalizmu, rasizmu. I głośno o tym mówić. Nie wyłącznie dlatego, że stanowią one oczywiste zło, co jest powodem uniwersalnym i całkiem wystarczającym, aby przeciw nim występować. Muszą to robić także z przyczyn dodatkowych, o których pisałem powyżej. Te zjawiska zostaną bowiem wkrótce bezwzględnie wykorzystane przez te siły polityczne, dla których rola Polski w Europie (szczególnie w Europie Wschodniej) i jej współpraca z USA stanowią kłopot.

Na horyzoncie jest jeszcze, co ważne w tym kontekście, problem restytucji mienia należącego do ofiar Zagłady. Ustawa w tej sprawie przeszła przez amerykański senat. Rzecz jest zarówno prawnie jak i etycznie skomplikowana. To temat na osobne rozważania. Należy obawiać się, że postawa amerykańsko-żydowskich organizacji, domagających się restytucji, nie zostanie przyjęta w Polsce bez złych emocji.

A rozsądek wskazuje jednoznacznie na to, że właśnie te emocje powinny być bezwzględnie powstrzymane. I w sprawie tej powinny pojawiać się wyłącznie prawne argumenty merytoryczne.

 

7 lutego 2018

Polecane