Karuzela obojętności na Bermudach, czyli "a co, jeśli Hitler się zgodzi i uwolni Żydów?"

Karuzela obojętności na Bermudach, czyli "a co, jeśli Hitler się zgodzi i uwolni Żydów?" Paweł Jędrzejewski

 

Pamiętacie słynny wiersz Miłosza "Campo di Fiori", w którym pojawia się karuzela obok murów płonącego getta warszawskiego w kwietniu 1943 roku? To było odczytywane jako symbol obojętności

Ale Miłosz nie wiedział, że o wiele bardziej przerażająca karuzela obojętności obraca się w tym czasie całkiem gdzie indziej. Na odległych, koralowych wyspach. Na Bermudach.

Reakcja czytelników na mój krótki artykuł o dwóch przemilczanych konferencjach w sprawie ratowania Żydów przed Zagładą (Evian 1938) i w trakcie Zagłady (Bermudy 1943), przekonała mnie, że są to tematy nawet mniej znane, niż przypuszczałem.

Dlatego postanowiłem napisać o nich trochę więcej. Sami zrozumiecie, dlaczego, gdy zapoznacie się z tymi nowymi informacjami. Wyjaśniają one wiele w historii Holokaustu. 

Dziś o konferencji w Hamilton na Bermudach.


700 tysięcy zamordowanych


25 czerwca 1942 roku w bardzo ważnym brytyjskim dzienniku "The Daily Telegraph" ukazał się artykuł ujawniający szokującą prawdę o zbrodniach niemieckich na Żydach. Już sam tytuł był wstrząsający "Niemcy mordują 700 tysięcy Żydów w Polsce". A w pierwszym zdaniu tekstu zbrodnia niemiecka nazywana zostaje "największą masakrą w dziejach świata".

 

Przypominam: jest to czerwiec 1942 roku. Raport Jana Karskiego o mordowaniu Żydów zostanie opublikowany w postaci broszury „Masowa eksterminacja Żydów w okupowanej przez Niemców Polsce” dopiero w grudniu tego roku. Karski zostanie wysłuchany (bardzo nieuważnie!) przez prezydenta F. D. Roosevelta dopiero 28 lipca 1943 roku, czyli ponad rok po publikacji w "The Daily Telegraph".

Materiały do publikacji w "The Daily Telegraph" dostarczył Szmul Mordechaj Zygielbojm, polityk Bundu, działacz związków zawodowych, dziennikarz, były radny Warszawy i Łodzi, który w tamtym okresie był w Londynie członkiem Rady Narodowej Rzeczypospolitej Polskiej (odpowiednik sejmu na emigracji). W 1939 roku brał udział w obronie Warszawy, później znalazł się w składzie Rady Żydowskiej (Judenratu), a w 1940 roku partia przerzuciła go na Zachód, gdzie reprezentował Bund na konferencji europejskich partii socjaldemokratycznych w Brukseli. Później znalazł się w Anglii, a tam w roku 1942 został członkiem Rady Narodowej RP z ramienia swojej partii. Od organizacji żydowskich i polskiego podziemia otrzymywał raporty, które przekazywał Światowemu Kongresowi Żydów i Amerykańskiemu Kongresowi Żydowskiemu, licząc na ich wpływy z nadzieją, że wywrą nacisk na rządy alianckie i spowodują udzielenie pomocy polskim Żydom.

Wszystko na próżno.

Jednak artykuł w "The Daily Telegraph" zmienił sytuację. Zareagowała BBC. Noel Newsome, szef BBC European Service, zarządził: “Ta upiorna informacja, opowiedziana przez Zygielbojma w "The Daily Telegraph" musi zostać jak najmocniej nagłośniona".

Zgodnie z instrukcją, BBC zaczęła informować o masowym mordowaniu Żydów. W początku 1943 roku arcybiskup Canterbury, William Temple wezwał do ratowania Żydów w dramatycznych słowach: "W tej chwili spoczywa na nas ogromna odpowiedzialność. Stoimy przed historią, ludzkością i Bogiem".


"Jeżeli Hitler zgodzi się uwolnić Żydów, będziemy w bardzo trudnej sytuacji"


Rząd Wielkiej Brytanii był bardzo niezadowolony. Narastała presja opinii publicznej. Należało koniecznie wykonać jakieś działania, które pozwoliłyby na stworzenie wrażenia, że rząd robi coś ważnego w tej sprawie. Chodziło o cyniczne oszukanie opinii publicznej.  

Brytyjczycy zaproponowali więc Amerykanom zwołanie konferencji, na której uzyskana miała być wspólnie odpowiedź na pytanie "Jak powstrzymać masowe mordowanie Żydów?". 

Konferencję na Bermudach poprzedziło spotkanie w Białym Domu. Poza prezydentem Rooseveltem uczestniczyli w nim: sekretarz stanu Cornell Hull, brytyjski minister spraw zagranicznych Anthony Eden oraz brytyjski ambasador w USA lord Halifax. Wszyscy dobrze wiedzieli, że ogromna liczba Żydów jest już zamordowana. I wiedzieli także doskonale, że są jeszcze setki tysięcy Żydów czekających na pewną śmierć.

Jak ujawniają protokoły ze spotkania, w pewnym momencie rozmowy, sekretarz stanu Hull zwrócił uwagę na los około 70 tysięcy Żydów bułgarskich i możliwości ocalenia ich przed wymordowaniem przez Niemców. Anthony Eden odpowiedział wówczas: "Cały ten problem Żydów w Europie jest bardzo trudny. Musimy postępować bardzo ostrożnie w sprawie jakichkolwiek propozycji zabrania wszystkich Żydow z państw jak na przykład Bułgaria. Jeżeli to zrobimy, wtedy Żydzi na całym świecie zaczną domagać się od nas podobnych działań w Polsce i Niemczech".

O ile na czele delegacji brytyjskiej na konferencję w Hamilton na Bermudach miał stanąć jeden z wiceministrów spraw zagranicznych, dość ważny polityk, syn byłego premiera - Richard Law, o tyle Amerykanom trudno nawet było znaleźć kogoś gotowego podjąć się tak fikcyjnej, z założenia oszukańczej roli. Kogoś, kto byłby efektownym figurantem.

Myron Taylor - przemysłowiec i dyplomata - odmówił. Wykręcił się z tej funkcji, bo - jak twierdzono - nie chciał "firmować swoim nazwiskiem" tak podejrzanej sprawy. Sędzia Sądu Najwyższego Owen J. Roberts błagał, aby Roosevelt go nie wyznaczał do tej misji. Podobno Roosevelt odpowiedział żartobliwie: “Całkowicie rozumiem, ale naprawdę mi przykro, że nie chce Pan odwiedzić Bermudów szczególnie teraz, gdy akurat będą tam kwitły wielkanocne lilie". Z kolej prezydent Uniwersytetu Yale - Seymour wyraził zgodę, ale sprzeciwiła się temu rozsądniejsza Rada Uniwersytetu.

Wreszcie znaleziono naiwnego: był to szanowany profesor - Harold Dodds, prezydent znakomitego Uniwersytetu Princeton, który zgodził się przewodniczyć delegacji amerykańskiej. Departament Stanu zobowiązał go stanowczo, aby w czasie konferencji absolutnie do niczego się nie zobowiązywał

Zresztą amerykańskie zaniepokojenie, że strona brytyjska będzie chciała coś konkretnego ustalić, o czymś zadecydować, było całkiem niepotrzebne. 

Już na początku konferencji bermudzkiej, przewodniczący delegacji brytyjskiej, Richard Law, zdradził swoje największe obawy: co się stanie, jeśli Hitler na propozycję uwolnienia Żydów odpowie "tak" i ZGODZI SIĘ UWOLNIĆ ŻYDÓW?! 

Oto słowa Richarda Law'a: "Gdyby Hitler przyjął propozycję uwolnienia być może milionów niechcianych osób, moglibyśmy znaleźć się w bardzo trudnej sytuacji ... mógłby powiedzieć "dobrze, weźcie milion lub dwa miliony". Następnie z powodu problemu z transportem wyglądalibyśmy wyjątkowo głupio".

Pomysł zwrocenia się do Niemców, aby uwolnili Żydów i zezwolili im na udanie się na przykład do krajów neutralnych, zostaje więc - rozsądnie - odrzucony. Nie podniesiono limitu przyjmowania uchodźców w USA; Wielka Brytania odrzuciła wszelkie pomysły wpuszczania Żydów do Palestyny; uznano za nierealną ideę, aby statki amerykańskie wracające z Europy puste, zabierały Żydów, którzy wciąż jeszcze ukrywali się w Europie przed Niemcami.

Przypominam: jest to już kwiecień 1943. Konferencja bermudzka zaczyna się 19 kwietnia. Uczestnicy konferencji mieszkają w hotelu z widokiem na seledynowe, karaibskie morze. Szumią palmy i pewnie kwitną te wielkanocne lilie, o których mówił Roosevelt. W Warszawie od kilku godzin (różnica czasu) trwa powstanie w getcie, które wybuchło właśnie 19 kwietnia. Ludzie z getta, którzy nie zostali zagazowani w Treblince i spaleni w krematoriach, akurat teraz płoną żywcem.

W kilkuosobowej delegacji amerykańskiej znajduje się także wieloletni członek kongresu USA Sol Bloom, z żydowskiej rodziny pochodzącej z Polski. Organizacje żydowskie oceniły jego obecność już wcześniej jako zły znak, bo był on znany z podatności na manipulację. Nie pomylili się. Po konferencji Sol Bloom ogłosił: "Jako Żyd, jestem całkowicie zadowolony z wyników konferencji bermudzkiej".

Po zgodnym odrzuceniu planów ratowania jakichkolwiek Żydów przed śmiercią, delegaci odetchnęli z ulgą i zajęli się sprawą o mniejszym znaczeniu: jak pomóc tym Żydom, którzy już uciekli z krajów okupowanych przez Rzeszę. Chodziło o około 5000 Żydów, którzy przedostali się do neutralnej Hiszpanii

Tu też poszło dość sprawnie: z tych pięciu tysięcy postanowiono 630 (!) przetransportować z Hiszpanii do Północnej Afryki.

I na tym konferencja bermudzka się zakończyła. 

 Delegaci USA i Wlk. Brytanii na Bermudach. W środku Richard Law. W jasnej marynarce - Harold Dodds.


Po wielu latach (1965), Richard Law, wówczas już w Izbie Lordów z tytułem Barona Coleraine, tak wspominał konferencję na Bermudach: "To był konflikt samousprawiedliwienia. Maskowanie bezczynności".


"Odpowiedzialność za zbrodnię obciąża także całą ludzkość, narody i rządy państw sojuszniczych"


Konferencja na Bermudach trwała do 29 kwietnia (aż 10 dni - tak długo, bo uczestnicy konferencji nie tylko rozmawiali o tym, jak nie udzielić pomocy mordowanym ludziom, ale także grali w golfa). Powstanie w getcie  trwało o ponad dwa tygodnie dłużej.

12 maja Szmul Zygielbojm, którego informacje o Zagładzie Żydów, zamieszczone w "The Daily Telegraph", przyczyniły się do pomysłu zwołania konferencji bermudzkiej, popełnił samobójstwo.


W liście skierowanym do prezydenta RP Władysława Raczkiewicza i premiera Władysława Sikorskiego, pisał:

"Wśród murów getta odbywa się obecnie ostatni akt tragedii, jakiej nie znała historia. Odpowiedzialność za zbrodnię wymordowania całej ludności żydowskiej w Polsce spada w pierwszym rzędzie na samych morderców, ale pośrednio obciąża ona także całą ludzkość, narody i rządy państw sojuszniczych, które do tej pory nie usiłowały przeprowadzić konkretnej akcji celem wstrzymania tej zbrodni. Przypatrując się biernie wymordowaniu milionów bezbronnych zamęczonych dzieci, kobiet i mężczyzn, stały się te kraje wspólnikami zbrodniarzy."

Tydzień po zakończeniu konferencji bermudzkiej, Amerykański Komitet Syjonistyczny wykupił ogłoszenie w "The New York Times", potępiające brak rezultatów i złamanie obietnic złożonych wcześniej. Konferencję nazwano "cruel mockery" (okrutną kpiną). Senator Harry Truman (przyszły prezydent Stanów), zrezygnował na znak protestu z udziału w Komitecie, uznając to ogłoszenie za obrazę senatu Stanów Zjednoczonych. 

 

W tym samym czasie w okupowanej Polsce działał już - najpierw, od 27 września 1942 roku - Tymczasowy Komitet Pomocy Żydom im. Konrada Żegoty założony przez Zofię Kossak-Szczucką i Wandę Krahelską-Filipowicz, a - od 4 grudnia 1942 - powołana na jego miejsce Rada Pomocy Żydom przy Delegaturze Rządu RP na Kraj.

To tyle.

Teraz proszę sobie samemu wyciągnąć wnioski i dokonać interpretacji przedstawionych faktów.


4 marca 2018

Polecane