DLACZEGO ANTYSEMITYZM NIE CHCE ZDECHNĄĊ?!

DLACZEGO ANTYSEMITYZM NIE CHCE ZDECHNĄĊ?! Dwugłos: Alex Wieseltier i Jakub Ciring.

 

Głos pierwszy:

WIKI: Antysemityzm – postawa wyrażająca dyskryminację, uprzedzenie, niechęć i wrogość w stosunku do Żydów oraz osób pochodzenia żydowskiego, postrzeganych jako grupa religijna, etniczna lub rasowa, argumentowana powodami religijnymi, gospodarczymi lub politycznymi.

Przytoczona definicja nie obejmuje dość ważnego powodu antysemityzmu – zawiści.

Nie jakaś bezmyślna, atawistyczna zawiść, ale zawiść spowodowana poczuciem niesprawiedliwości i poczuciem poniżenia lub wywyższania. Zawiść podbudowana przesądami religijnymi i chęcią odwetu za prawdziwe i urojone krzywdy oraz porażki na polu społecznym, gospodarczym czy kulturalnym.

Pomijając wszelkie morały na temat etyki, co odczuwamy w stosunku do człowieka, który zabrał nam sprzed nosa taksówkę?, który poderwał naszą dziewczynę?, który dostał się na studia, na które nas nie przyjęto?, który dostał „nasze” stanowisko?, który wygrał na loterii „nasz” wymarzony samochód?, któremu się powiodło i mieszka w „naszym” wymarzonym domu? I jaki jest nasz stosunek do niego, kiedy słyszymy, jak się chwali/chełpi swymi wyczynami?

I dlaczego tak się stało? Czy jesteśmy brzydcy?, głupsi?, mniej rozgarnięci?. Na pewno nie! Coś musi być w tym nie tak. Może facet jest po prostu cwany? Może mu łatwiej, bo rodzice dziani i mu pomogli, płacąc za korepetytora? Może on po cichu zaprosił szefa na popijawę? Może ma chody i kolesiów, którzy za nim stoją?

Nie. Nie jesteśmy od niego gorsi. Wszystko, co mamy, to z naszej własnej pracy i trudu, a nie z jakichś tam konszachtów i machlojek. Ten facet to, gwarantowane, jakiś ciemny typ. Tylko czekać, kiedy prawda wyjdzie na jaw. A jak na razie, to trzymamy się od niego z daleka. Stosunki tylko konieczne, a najlepiej tylko od drzwi kuchennych, bo takiego przyjąć od drzwi wejściowych to jakby zaakceptować jego równość i resztę tego, co on sobą reprezentuje. A jak natrafi się okazja, to się odpłacić pięknym za nadobne. I najlepiej tak, żeby idiota na tym się nie poznał.

Co to wszystko ma do antysemityzmu?

Ano zacznijmy od samych Żydów. Do czasu Diaspory Żydzi byli takim samym narodem jak wszystkie inne. Mieli swoją religią, ale o tym, że są „narodem wybranym”, wiedzieli tylko oni.

Ze zburzeniem świątyni i nastaniem Diaspory, kwestia ocalenia „wybranego narodu” stała się przedmiotem zaostrzonych nakazów i zakazów, wprowadzonych przez ówczesnych rabinów dla utrzymania wspólnoty narodowej i religijnej ludzi bez ziemi, która by mogli nazwać swoją ojczyzną.

Przyjmowani w krajach, gdzie ich odmienność religijna i klanowość współziomków stawiała ich poza rodzimą społecznością kraju, traktowani byli jako element obcy i czasami niebezpieczny. Obojętnie, czy to było spowodowane obcością religijną, czy konkurencją gospodarczą, czy też polityczną. Tak było w całej Europie. I można powiedzieć, że w Żydach znalazła Europa, zaraz po chrześcijaństwie, nowy wspólny mianownik. Że to był wspólny mianownik niechęci czy nienawiści, to już inna sprawa.

Sprawy nie poprawiała tendencja rozkwitu żydowskiego społeczeństwa poprzez wewnętrzną edukację młodzieży, która była w tym sensie lepiej przystosowana do życia i przeżycia, przejmowanie niedostępnych dotychczas dziedzin gospodarczych i zawodowych oraz dostosowywanie się do zmiennych warunków politycznych.

Budząca się świadomość społeczna „ciemnych mas” w krajach Europy była niebezpieczna dla klas rządzących i konieczne było znalezienie sposobu na „uciszenie” tendencji niebezpiecznych dla ustalonego porządku świata.

Jedną z takich możliwości było znalezienie „wspólnego wroga”. Weźmy przykład Polski, gdzie skupisko społeczności żydowskiej było największym w Europie.

Jaki można mieć stosunek do ludzi, którzy zamordowali Chrystusa?

Jaki można mieć stosunek do ludzi, których przedstawiciele trzymają w rekach większość handlu?

Jaki można mieć stosunek do ludzi, których przedstawiciele są właścicielami dużej liczby fabryk?

Jaki można mieć stosunek do ludzi, którzy pakują się w dużej, aż za dużej, liczbie w wolne zawody?

Jaki można mieć stosunek do ludzi, których przedstawiciele zaczynają monopolizować przynajmniej część prasy i życia kulturalnego?

Jaki można mieć stosunek do ludzi, których przedstawiciele zaczynają się gremialnie pchać do polityki i to po obydwu stronach politycznego spektrum?

Jaki można mieć stosunek do ludzi, których synowie i córki zajmują miejsca na wyższych uczelniach, które przez to nie są dostępne dla dzieci ludności „rodzimej”?

Co można z tym fantem zrobić?

Ano trzeba naświetlić negatywy postępowania tej grupy, bo ma sie poczucie, że bez jakichś drastycznych kroków, ta grupa opanuje nie tylko kraj, ale i cały świat. Znamienne jest, że tytuł czołowego paszkwilu to „Protokoły mędrców...”, a nie „Protokoły głupców...”.

Zaczyna się również uświadamianie rodzimej społeczności poprzez prasę i książki oraz fizyczne przeciwdziałanie w postaci pikietowania sklepów i podobne.

Takowe tendencje są również nagminne wśród kleru, szczególnie na niższych szczeblach, gdzie poziom katechetów odbiega czasami od „kochaj bliźniego swego jak siebie samego”, zapominając zupełnie o „nie rób drugiemu co tobie niemiłe”.

Względnie sensowne „numerus clausus” probuje się zastąpić „numerus nullus” i „ławkowym gettem”

No i te próby „przemieszczenia” obcego elementu poza granice kraju.

W tym stanie rzeczy trudno się było spodziewać w czasie okupacji jakiegoś specjalnie przychylnego stosunku Polaków do Żydów, szczególnie kiedy się weźmie pod uwagę karę śmierci grożącą za pomoc Żydom. Można by powiedzieć, że w tym kontekście bohaterska postawa Polaków pomagających i ratujących Żydów przed zagłada jest ewenementem na skalę światową.

No i dochodzimy do czasów współczesnych.

Żydów w Polsce jest jak na lekarstwo. Ale dziedzictwo antysemickie żyje w dalszym ciągu. I mimo braku „prawdziwych” Żydów ma ciągle pożywki.

A to żydokomuna mordująca polskich patriotów. A to potomkowie żydowskich komuchów. A to mniej lub więcej ukryci Żydzi mącący na arenie społecznej, w gospodarce czy polityce.

To wszystko dzielnie wspomagane przez samych Żydów. Umyślnie i nieumyślnie.

Umyślnie przez celowe podkreślanie negatywnej roli Polaków w czasie Holokaustu.

Umyślnie poprzez mało poważne roszczenia majątkowe niektórych organizacji żydowskich.

Umyślnie poprzez nieprzemyślana (lub celowa) krytykę polskich władz i instytucji w sprawach kontrowersyjnych lub celowo traktowanych jako kontrowersyjne.

Nieumyślnie przez chwalenie się liczbą noblistów niewspółmierną do żydowskiej populacji na świecie.

Nieumyślnie przez chwalenie się zdobyczami w dziedzinach nauki i gospodarki.

Nieumyślnie przez zbrojną obronę Izraela przed terroryzmem palestyńskim.

I tak doszliśmy do następnego punktu, gdzie bez mówienia o Żydach można się zabrać za krytykę Izraela i „syjonistów”. Tutaj antysemici mogą dostać również poparcie ze strony Żydów, którzy radośnie biorą udział w akcjach BDSu, solidaryzując się z „walczącymi” o wolność Palestyńczykami.

Biorąc to wszystko pod uwagę, nie ma niebezpieczeństwa, żeby antysemityzm zdechł w najbliższym przedziale czasu.

 

Alex Wieseltier, listopad 2018

 

Głos drugi:

 

Mały Moniuś źle się uczył. Cherlawy, nerwowy, prawdopodobnie autystyczny. Do tego miał gazy. Rodzice posłali go do korepetytora. Po jakimś czasie korepetytor przysłał rodzicom notkę: „Państwa Moniuś strasznie smrodzi. Nie można wytrzymać. Proszę coś zrobić”. W odpowiedzi dostał następujący tekst: „Moniuś nie fiołek. Jego nie trzeba wąchać. Jego trzeba uczyć”.

A więc próba odpowiedzi na tytułowe pytanie: nie może zdechnąć, bo być może pojęcie antysemityzmu jest definiowane, interpretowane i używane w sposób zapewniający mu nieśmiertelność.

Uzasadnienie.

W swoim czasie przeglądałem serię pytań mającą na celu przetestować ankietowanego na antysemityzm. Co mnie uderzyło, a i zniesmaczyło, to nacisk na pozytywne odczucia wobec Żydów. Na kilka pytań sam odpowiedziałem w sposób uznany za „antysemicki”.

Podobnie jest z większością dostępnych definicji antysemityzmu, za wyjątkiem 3D Szarańskiego. Czy wśród Żydów nie zdarzają się osoby niezbyt dające się lubić? Czy doprawdy można lubić ludzi, których wypada lubić – pod groźbą zarzutu antysemityzmu i związanego z tym ostracyzmu – i tylko lubić? Czyż nie jest to nakręcanie zjawiska, zamiast jego niwelowania?

Oczywiście, gdy ktoś tworzy stereotyp wszystkich Żydów na podstawie wyłącznie negatywnych przykładów, jest to niedopuszczalne, bo fałszywe, a więc i głupie. Ale problem zaczyna się w momencie, gdy na tejże podstawie ten ktoś zaczyna się domagać ograniczania lub negowania Żydom ich praw ogólnoludzkich.

Żydzi, jak każdy inny naród, mają prawo mieć swoich głupców, złodziei, łajdaków, a Izrael jest m.in. po to, by za korzystanie z tego prawa nie groziło wymierzanie kary śmierci wszystkim Żydom (lub za Żydów uznanych).

Walka z antysemityzmem jest walką o równouprawnienie Żydów jako jednostek i jako narodu.

Żydom, jak wszystkim innym ludziom, należy się to nie z sympatii, ale dlatego, że tak uniwersalnie być powinno. Żydzi mają niezbywalne prawo być traktowani jak inni ludzie, oceniani indywidualnie bez narzucania każdemu odpowiedzialności zbiorowej za patologie kogoś, komu też zdarzyło się być Żydem. Takie traktowanie przysługuje wszystkim ludziom świata. Żydzi mają prawo tak samo bronić swego prawa istnienia, jak każda inna grupa, bez ulg, ale i bez narzucania Żydom ekstra obowiązków, których żadna inna grupa jak dotąd nie spełniła.

Z kochaniem Żydów też różnie bywa. W późnych latach 60. ubiegłego wieku usłyszałem następujący kawał, który nie do końca wówczas zrozumiałem, choć mnie rozśmieszył:

„Kto to jest filosemita? A to taki antysemita, który bardzo lubi Żydów.”

Tak, to są ci, którzy tak bardzo lubią Żydów i tak bardzo ubolewają nad każdą ofiarą Zagłady, że dlatego bardzo się też martwią, czy ci „syjoniści” nie za bardzo skutecznie się bronią, że nie za mało ich zginęło w porównaniu z ilością zabitych „Palestyńczyków”, no i czy Żydzi tych „Palestyńczyków” nie za bardzo gnębią, i czy Żydzi w ten sposób nie tracą swej cnoty bycia wyjątkowo etycznymi ludźmi, których tak bardzo by się chciało kochać…

Mamy też i „obiektywnych moralistów”, uzasadniających swą niby-neutralność twierdząc, że owszem, islamizm jest wspólnym wrogiem, ale sposób, w jaki Izraelczycy potraktowali pokonanych „Palestyńczyków”, w pełni usprawiedliwia kłopoty, jakie Izraelczycy do dziś z nimi mają. Taki moralista częstokroć zapomina, jak jego kraj w tak niedalekiej przeszłości potraktował swoich pokonanych wrogów - w przypadku Polaka dotyczy to Niemców – a jego logika sugeruje, że i jego rachunek krzywd może być wciąż niewyrównany.

Czy wiecie Państwo, ilu francuskich cywilów zginęło głównie w wyniku dywanowych bombardowań podczas alianckiej inwazji Normandii w 1944? Według Wikipedii — do 50 000. Przykra sprawa, ale za tę cenę oszczędzono wielu żołnierzy armii inwazyjnej. Taka była konieczność przy stanie ówczesnej techniki wojennej. Francuzi, chcąc nie chcąc, to rozumieją, więc do dziś, w każdą rocznicę tych wydarzeń, urządzają oni uroczystości dla wyrażenia wdzięczności wyzwolicielom.

Zbliża się być może czas wyzwalania Gazy spod morderczych rządów Hamasu. Nie dlatego, że Izrael bardzo się do tego pali, tylko dlatego, że żadne państwo na świecie nie może tolerować ciągłego bycia podpalanym. Od tego mamy państwa, by do tego nie dopuszczać – szczególnie – to jedyne, żydowskie.

Czy będą ofiary cywilne wśród mieszkańców Gazy? Na pewno będą, bo jak dotąd były one najskuteczniejszym narzędziem propagandy wojennej Hamasu, z wieloma chętnymi w świecie do jej histerycznego powielania. Byłoby tych ofiar mniej, gdyby nie były aż tak Hamasowi i jego światowym pełnomocnikom potrzebne.

Czy Izrael ma obowiązek ryzykować życiem swoich żołnierzy po to, by chronić cywilów wroga? A który kraj na świecie uważa, że ma ten obowiązek i go kiedykolwiek spełniał?

Zresztą, jeżeli powiedziałem A, to trzeba i powiedzieć B, a w tym wypadku, Hezbollah, Iran...

Czy możliwość, a może i konieczność tych wojen jest największą wadą syjonizmu? Jest, ale być może nie taką znów wadą, gdy porówna się ją z alternatywami.

W czasach, gdy syjonizm był definiowany jako zrozumienie konieczności tego, by wszyscy Żydzi przenieśli się z Diaspory do Izraela, byłem antysyjonistą. Mój ulubiony żart z tych czasów: „Syjonista to taki jeden Żyd, który za pieniądze drugiego Żyda wysyła trzeciego do Izraela”. Łatwo mi było tak mówić z moim mieszanym pochodzeniem i zdolnościami adaptacyjnymi. Ot, wystarczy znaleźć sobie kraj o niskim poziomie antysemityzmu i się zasymilować. Kto mógł przewidzieć, że w ciągu czterech dziesięcioleci, które upłynęły od tego czasu, wiele z takich krajów – wbrew wszelkiej logice i korzyści - nagle postanowi na potęgę importować zaciekłych antysemitów? Jako obywatel PRL, uważający się za Polaka, mogłem łatwo wykręcić się z zarzutu syjonizmu, bo nikt specjalnie nie wymagał, bym coś udowadniał aktywnie działając na rzecz unicestwienia Izraela. Spójrzmy dziś z tej perspektywy na postawy niektórych Żydów amerykańskich... Niestety, znam tę gorliwość z obserwacji nielicznych, na szczęście, partyjnych Żydów polskich, którzy w 1968 czuli się w obowiązku udowadniać. Moi Polscy Przyjaciele czytali ich żałosne wypociny w „Kurierze Szczecińskim” z najwyższą pogardą. Mój Tata mówił: „Torquemada...”

Dziś syjonizm jest definiowany jako zrozumienie konieczności istnienia Izraela. I, o dziwo, takim syjonistą to ja zawsze byłem – nawet w PRL. Może to nie była moja konieczność, ale nie miałem wątpliwości, że dla wielu jest to nieunikniona konieczność, choć wolałbym, by tak nie było.

Dotychczasowy cywilizacyjny i militarny sukces syjonizmu – reprezentowany istnieniem Izraela - graniczy z cudem, który jednak lekkomyślnie byłoby interpretować jako znak, że Pan B. w tym względzie wreszcie się ustatkował. Wszelkie usiłowania zniszczenia tego cudu wymierzone są we wszystkich obywateli Izraela, nie wyłączając mniejszości narodowych i religijnych, dla których Izrael też jest jedyną Ojczyzną. Obrona Izraela zaś jest wymierzona głównie w tych, którzy chcą Izrael zniszczyć, oraz – niestety – w tych, którzy takich nieprzejednanych bandytów w swym kręgu tolerują.

Dla naszej cywilizacji wynik nadchodzącej wojny może być nie mniej ważny od Bitwy Wiedeńskiej. Mam nadzieję, że się mylę, że da się tego uniknąć, ale to nie zmienia faktu, że kogo w tych zmaganiach popierać uważam za łatwy wybór, nie tylko dla Żydów, ale wszystkich osób z naszego kręgu cywilizacyjnego.

Cytując z pamięci Marka Steyna: „Jak dotąd w historii, społeczeństwa, które przeinwestowały w antysemityzm, niespecjalnie mogą się pochwalić innymi, długoterminowymi sukcesami”.

Jak błyskawicznie rozpoznać antysemitę? 

Wystarczy tylko zapytać, jakie miasto jest stolicą Izraela. (W razie konieczności, dopuszczalnym jest odpowiedzieć szeptem, na ucho, ale wyraźnie). Reszta pytań jest zbędnych.

Żydów nie trzeba kochać. Wystarczy traktować sprawiedliwie. Pani Zofia Kossak-Szczucka to wiedziała. Dla mnie “nigdy więcej” oznacza czas, w którym nikt już nie będzie czuł się zmuszonym udowadniać tej wiedzy czynem tak, jak Ona to udowodniła.

 

Jakub Ciring, listopad 2018.

Polecane