Decyzja Trumpa: koniec z fikcją

Decyzja Trumpa: koniec z fikcją Paweł Jędrzejewski

 

 

Siedzibami ambasad są zawsze stolice państw.

Już prezydent Clinton obiecywał przeniesienie ambasady USA z Tel Awiwu do stolicy Izraela - Jerozolimy. Podtrzymał tę obietnicę George Bush.

Jednak wstrzymywała ich obawa przed reakcją świata arabskiego. Ambasada USA w  Jerozolimie - to mogło wywołać oburzenie Palestyńczyków i ich sprzymierzeńców.

Dopiero Donald Trump zrozumiał bardzo ważną rzecz: że Palestyńczyków i ich sprzymierzeńców oburza stale, przez ostatnie siedemdziesiąt lat coś innego - sam FAKT ISTNIENIA Izraela.

Dlatego przez siedemdziesiąt lat odrzucają oni kolejne propozycje utworzenia państwa palestyńskiego.

I, najwyraźniej, Donald Trump zrozumiał także, że w tej sytuacji nie ma dalszej potrzeby utrzymywania ambasady Stanów Zjednoczonych nie tam, gdzie powinna się znaleźć - w stolicy Izraela, ale w Tel Awiwie. Uznał, że ta fikcja musi się zakończyć.
 
A również, że zakończyć muszą się fałszywe nadzieje, że Palestyńczycy w sprawie Jerozolimy porozumieją się z Izraelem w procesie ustanawiania wzajemnego pokoju, bo  pragną tego pokoju i własnego państwa bardziej, niż chcą unicestwienia Izraela.

Niestety, siedemdziesiąt lat konfliktu przekonuje, że tak nie jest.

Jerozolima była stolicą Izraela od tysięcy lat i jest nią teraz.

 Decyzja Trumpa jest po prostu uznaniem dziś przez największe mocarstwo świata tego oczywistego faktu, a zarazem uznaniem rzeczywistej sytuacji w tym rejonie świata.

Ta rzeczywista sytuacja charakteryzuje się tym, że jedna strona (Izrael) od siedemdziesięciu lat siedzi przy stole negocjacyjnym - otwarta na pokój, a druga strona (arabska) nie chce przy tym stole usiąść.

 

7 grudnia 2017

Polecane