Yona

Yona (reż. Nir Bergman)

 

Hebrajska poezja cieszy się ogromną popularnością w Izraelu, mając od wielu lat swój wierny elektorat. Elektorat, który kolejno wydane nakłady swoich rodzimych artystów wykupuje w oka mgnieniu i czytając z zapartym tchem sączy red espresso w modnych kawiarnianych ogródkach na Florentine czy nieopodal bulwaru Rothschilda. Obecnie miłość i żywe zainteresowanie rodzimą poetyką nie słabnie, czego dowodem może być ogromna popularność nakręconego niedawno obrazu „Yona”, traktującego o życiu legendarnej pisarki Yony Wallach, reżyserii Nira Bergmana.


Yona (2014)


Tytułowa bohaterka w wieku 18 lat rzuca szkołę, aby stać się częścią telawiwskiej bohemy artystycznej lat 60. XX wieku. Zafascynowana kręgiem literackim takich poetów jak Asher Reich, Arieh Sivan, Moshe Dor, a zwłaszcza mającego na nią największy wpływ Meira Wieseltiera, musi skonfrontować swoją twórczość i wyobrażenia o życiu z zastaną brutalną rzeczywistością, która niejako przekłada się na jej późniejsze, częste wizyty w szpitalu psychiatrycznym. Niejako, bo jak możemy wyczytać w opublikowanej 30 lat po jej śmierci biografii - autorstwa dziennikarskiego weterana Yigala Sarna - Yona od lat dziecięcych zmagała się z poważnymi zaburzeniami psychoemocjonalnymi, które wzmogły się w okresie dojrzewania, a które później uwidaczniają się w jej twórczości. Wallach w swojej poezji negowała racjonalność ludzkich wyborów, propagując iście freudowską koncepcję życia, iż największy wpływ na ludzkie wybory i zachowania mają czynniki irracjonalne i emocjonalne, co jest nad wyraz aktualne w obecnie trwającej quasidyskusji nt. uchodźców i arabskich imigrantów.

Nir Bergman, autor rewelacyjnego „Knafayim Shvurot”(„Broken Wings”) z 2002 roku, a także „Ha'Dikduk Ha'Penimi”(„Gramatyka intymności”) z roku 2010, dostaje niemal gotowy scenariusz do filmu  - zbuntowana, kontrowersyjna i zdolna poetka na tle magicznego wówczas miejsca, jakim jest Tel Awiw lat 60. A jednak w takich przypadkach łatwo o spłycenie głównego tematu, jakim jest poezja oraz sam proces twórczy i pójście w kierunku zbanalizowanej, pośmiertnej laurki dla autora. Tu rzecz ma się zgoła inaczej, gdyż Bergman w sposób perfekcyjny ukazuje jej wewnętrzne rozterki, targające nią emocje,  poszukiwanie słów i nowych inspiracji. Jesteśmy świadkami niewinnej zabawy ze swoimi namiętnościami, pragnieniami, by po chwili obserwować z boku wojnę na wycieńczenie z lękami i chorobliwymi obsesjami. Od początku mamy poczucie ogromnego dramatyzmu tej historii - młoda dziewczyna w poszukiwaniu matczynej miłości i zrozumienia,  młoda artystka z wielkimi ambicjami w środowisku, zdominowanym przez mężczyzn, aż wreszcie dojrzewająca kobieta w poszukiwaniu własnej seksualności - przeczuwając tragiczny finał tej opowieści.

Grzechem byłoby nie wspomnieć o wspaniałej kreacji Naomi Levov, która wcieliła się rolę jednej z najwybitniejszych, współczesnych pisarek Yony Wallach, a także pięknej muzyki, skomponowanej przez Aviego Belleli - autora filmowej ścieżki dźwiękowej do „Konserwatora”. Film nominowany w 7 kategoriach do izraelskich nagród filmowych Ofirów m.in za najlepszy film, scenariusz, muzykę, rolę główną, ostatecznie zgarnął tylko dwie statuetki- za scenografię i kostiumy - gdyż o mały włos przegrał z równie wybitnym „Viviane chce się rozwieść” małżeństwa Elkabetzów.

I tak jak izraelska poezja przeżywa renesans, tak żydowska kinematografia ma się równie dobrze, a nawet lepiej, a teza ta znajduje swe potwierdzenie w powyżej opisanym obrazie.


Kacper Ponichtera


Wrzesień 2015.