RODZINNA WAŚŃ

RODZINNA WAŚŃ "Krzywe zwierciadło". Opowiadanie szóste

Niepotrzebnie Pan wyszedł. Już po krzyku. Oni tak zawsze.
Jak tylko się spotkają to wrzask i do oczu sobie skaczą.
A to przecież rodzina. To samo nazwisko. Ale wszyscy ich Japkami nazywają.
Bo jak tylko jeden drugiego zoczy to zaraz japią na siebie.
Jeden to Jasiek z górki, bo ma zagrodę przy wzgórzu na końcu wsi.
A drugi to Józek wodny, bo koło jeziora leży.
Tak. To ten Józek wyzwał Jaśka od żydowskich sługusów.
A bo jak wnuczka starych Laufrów tu przyjechała, to ją gościli jak jakąś królową.
Laufry? Ja to znam tylko z opowieści. Mieszkali tutaj przed wojną.
Józek i Jasiek to się nazywają po swoich dziadkach, co braćmi byli.
To od dziadków ta rodzinna waśń się zaczęła.
A wszystko przez Żydów.
Jak ich ojciec umarł, to Józef wziął gospodarstwo, a Janowi to wydzielił tę chatę na górce z małym kawałkiem ziemi. Jan to się zgodził, bo on zawsze taki zgodliwy był. 
I taki jakiś rzewny. Podobno jak mu matka kazała pierwszy raz kuraka zarąbać, to się porzygał!
Nie to, co Józef! Ten to był chłop na schwał. I do wypitki i do wybitki. 
I głowę też miał! Do wszystkiego.
Jak Niemcy przyszli i zaczęło być krucho z Żydami, to właśnie Józef zrobił umowę ze starym Laufrem. Że on weźmie na przechowanie starego Laufra z żoną i córką, a Jan będzie przechowywał młodego Laufra z żoną i dzieckiem.
Ale jak się staremu Laufrowi pieniądze skończyły i policjant po cichu powiedział, że przyjadą żandarmi i będą sprawdzać, czy jakieś Żydy się w wiosce nie pochowały, to kazał się Laufrom wynosić. 
I Janowi powiedział, że się ma tych młodych Laufrów też pozbyć.
A potem się w karczmie chwalił: „To ja Laufrowi mówię. Te twoje błaganie na kolanach nic nie pomoże! Jako Żyd to ty musisz mnie rozumieć. Pieniędzy nie masz, a ja przecież do interesu nie będę dokładał. Policjant to za darmo oczu nie przymyka, a teraz to nawet z żandarmem mają chodzić. Dałem mu jeszcze cały bochenek chleba i szczęśliwej drogi!”
Trochę się zdenerwował na Jana, jak się dowiedział, że Jan złamanego grosza nie wziął od młodego Laufra, bo ten pieniędzy nie miał. „Trzeba było mi powiedzieć, to bym starego Laufra wcześniej wycyckał i tobie dał. A tak to twoja strata!”
A jak Ruskie przyszli, to się okazało, że ten Jan niedorajda młodego Laufra z rodziną nie wyrzucił, tylko przez resztę czasu schowanego trzymał!
Józef to się strasznie zbiesił: „Nie dosyć, że dureń trzymał Żydów i narażał siebie, rodzinę, a może i całą wieś, to jeszcze nic z tego nie miał! Niedorobiony jakiś!” 
„To ja temu policjantowi, jak przyszli sprawdzać, czy u mnie Żydów nie ma, zaśmiałem się w oczy i powiedziałem, że Żydów dawno wygoniliśmy, ale żeby ich łapać i na posterunek zawozić, to nie my! I że jak nie wierzą, to mogą jeszcze pójść do Jana i sprawdzić. I jak jakiś kawałek Żyda tam znajdą, to mogą i Jana i mnie spalić! I na szczęście nie poszli, bo Bóg jeden wie co by z nami było!”
Ten młody Laufer z rodziną to od razu wyjechał. 
A po kilku latach to z Ameryki zaczęły do Jana przychodzić paczki z ubraniem i takimi innymi rzeczami. Potem się okazało, że w ubraniach były też dolary! 10, 20 dolarów w każdej paczce. Józefa to trzęsło, ale nic nie mówił.
Ale jak do Jana przyszedł urzędowy list z pieczęciami i się okazało, że stary Laufer jakimś cudem też ocalał i w nagrodę te 5 hektarów ziemi pod lasem Janowi przepisał, to już było za dużo!
Józef zażądał połowy ziemi. Bo to on przecież to chowanie Laufrów załatwił. I sam cały rok starego Laufra ukrywał. Ale w papierach stało, że ziemia jest Janowa i może być przekazana tylko jego potomstwu! 
Tak jakby stary Laufer specjalnie to zrobił, żeby Józefowi nic się przypadkiem nie dostało. 
A Jan też nie był taki skory, żeby się dzielić. 
No to się wtedy zaczęło!
A jak jeszcze przed sama śmiercią Jana nazjeżdżało się tutaj pełno urzędowych i jakichś Żydów i jakieś reportery, bo on dostał taki order „Sprawiedliwych”, to Józef całą Janową rodzinę wyklął.
Od tego czasu i ojcowie i synowie i wnuki boczą się na siebie. 
Nie mówiąc już o babach, co jazgoczą i sobie do oczu skaczą.
Nie można powiedzieć. Ten niby głupi Jan na tym wygrał. 
Ale ja tego Józefa też rozumiem. W tamtych czasach to normalni ludzie robili jak on. 
To on się też narażał, dopóki było jako tako bezpiecznie dla niego i rodziny. 
To co, że nie chciał ich więcej trzymać?! W końcu bliższa koszula ciału. 
A własną krew ryzykować za cudzą? Tego to i Pan Bóg nie może wymagać! 
Nie wejdzie Pan z powrotem? Właśnie przyniósł te piwa, co Pan zamówił.
Nie? No to będę musiał sam. Do widzenia!


Alex Wieseltier
Marzec 2019

 

Wprowadzenie