"Preludium do wielkiej fugi"

"Preludium do wielkiej fugi" z Jarosławem Besterem, liderem Bester Quartet, rozmawiała Anna Stasierska (3 czerwca 2007)

"Krakowska formacja jest w światowej czołówce zespołów wykonujących nowoczesną, etniczno-akustyczną muzykę improwizowaną. Frapująca paleta barw, ekspresyjny nerw, improwizatorskie zacięcie... Ta muzyka opowiada emocjonujące żydowskie historie bez słów - kto ma uszy ten usłyszy..."[Tymon Tymański]

Czym różni się Bester Quartet od The Cracow Klezmer Band (oprócz różnicy w nazwie zespołu oczywiście)?

Bester Quartet to nowa formacja, która powstała w wyniku potrzeby odróżnienia się nie tylko nazwą, ale sposobem wykonawstwa i tworzenia muzyki wywodzącej się z tradycji klezmerskiej. Dla przypomnienia należy podkreślić, że The Cracow Klezmer Band wykonywał tradycyjną muzykę klezmerską tylko w początkowym etapie swej działalności, a wszystko, co było później, było naturalną konsekwencją, czyli rozwojem nieuniknionym z powodów oczywistych dla nas, muzyków profesjonalnych.

Dzięki nowej nazwie nie będziemy szufladkowani i kojarzeni tylko z jedną stylistyką muzyczną. Każdy, kto zna naszą twórczość, wie doskonale, że muzyka przez nas prezentowana znacznie odbiega od tradycyjnie rozumianego brzmienia "klezmer".

Zatem można się teraz spodziewać z naszej strony jeszcze odważniejszych kroków w stronę ambitnej muzyki, gdzie poprzez dobranie odpowiednich środków wyrazu oraz zastosowanie nowatorskich zabiegów osiągniemy jeszcze bogatszą i ciekawszą tkankę muzyczną, w której zostaną zawarte treści, z którymi utożsamiamy się od początku naszej działalności. Chodzi tutaj o mistykę, koloryt, estetykę, duchowość i wiele innych ważnych elementów.

Na początku 2007 roku powiedziałeś: "bieżący rok będzie preludium do wielkiej fugi". Co miałeś na myśli?

Miałem na myśli to, że 10 lat naszej wspólnej wędrówki zespołowej jest zaledwie wstępem, a poniekąd przygotowaniem do sprecyzowanego i spójnego w swym działaniu, promowaniu, tworzeniu i wykonawstwie muzyki, która dopiero teraz wkracza w fazę dojrzałości i czytelnej wizji przyszłości. Myślę, że nasze dokonania z ostatnich 10 lat stworzyły pewnego rodzaju fundament do wybudowania nowej, lepszej jakości muzycznej.

W styczniu zagraliście koncert ze znakomitym jazzmanem - Panem Tomaszem Stańko. W jaki sposób doszło do wspólnego koncertu?

Koncert z Panem Tomaszem Stańko był w zasadzie czystym przypadkiem. Co prawda ponoć w tym świecie przypadków nie ma i pewnie tak miało się stać, byśmy mogli w końcu spotkać się z najważniejszą postacią polskiego jazzu. Było to bardzo przyjemne doświadczenie i sądzę, że uda nam się jeszcze spotkać razem na scenie po to, aby za pomocą dwóch innych stylistyk muzycznych stworzyć niepowtarzalną, czystą jak woda bijąca ze źródła górskiego, sztukę na najwyższym poziomie.

Wśród Waszych słuchaczy jest wielu młodych ludzi. Czy jest jakiś "złoty środek", aby artyści grający muzykę niekomercyjną przyciągnęli publiczność w przedziale wiekowym od lat naście do 40-stki?

Nie ma złotych środków na sukces. Sukcesem jest wiara w to, co się robi, a później praca nad tym, by muzyka chciała być uniwersalna. Wtedy, gdy jest szczera, sama zaczyna przyciągać młodych ludzi, gdyż młodość lubi szczerość, a szczerość lubi świeżość. Ot tyle, co można o tym powiedzieć.

Jesteście zapraszani na wiele festiwali kultury żydowskiej. Gdyby zapytano Was o radę, jaką muzykę lub wykonawców zaprosić, jaka byłaby Wasza odpowiedź?

Jedyna myśl, jaka nasuwa mi się w tej chwili to: należy zapraszać dobrych muzyków albo dobre zespoły, które faktycznie są przygotowane do koncertów, a nie - jak czasami się zdarza - zaczynają próby dwa dni przed festiwalem. Wtedy unikniemy zbędnych koncertów, a jednocześnie doprowadzimy do tego, że muzycy będą zmuszeni przygotowywać nowe, lepsze projekty.