"Jidisze mame"

"Jidisze mame" Z Magdą Brudzińską, solistką zespołu Quartet Klezmer Trio, rozmawiała Mike Urbaniak (7 września 2006)

Mike Urbaniak: Magdo, czy Ty jesteś klezmerką?

Magda Brudzińska: Klezmerką? Ja jestem muzykiem, tudzież muzyczką. Chyba nigdy nie pomyślałam o sobie, jako o klezmerce. Myślę o sobie raczej w kategoriach osoby zajmującej się muzyką klezmerską. Myślę, że już nie ma prawdziwych klezmerów. Samo słowo "klezmer" oznacza grającego duszą, grającego z miłości. Klezmerami byli zazwyczaj ludzie, którzy nie mieli żadnego muzycznego wykształcenia. Ja jestem gruntownie wykształconym muzykiem klasycznym i to pewnie już wyklucza mnie z bycia rasowym klezmerem.

Zapytałem o to dlatego, że o ludziach grających w Polsce muzykę klezmerską czy żydowską, mówi się per klezmerzy. A klezmerem trzeba się przecież urodzić, prawda?

Prawda. Jak się ogląda zdjęcia z przełomu wieków, na których widać klezmerów grających na ulicach, to widać autentyk. My natomiast przedstawiamy spuściznę, nazwijmy ją, klezmerską. Chcemy ją grać, chcemy przekazywać dalej. Kochamy to i uważamy, że jest to bardzo ważne. Myślę, że jak przestaniemy to robić, to ta cała cudowna spuścizna przepadnie. Tak jak nie ma obecnie w Polsce prawdziwej kultury żydowskiej, takiej, jaką była przed wojną, tak samo nie można mówić o prawdziwej muzyce klezmerskiej. Często ludzie mnie pytają, dlaczego to robię, skoro nie jestem Żydówką?

Często słyszysz takie pytania? Co odpowiadasz?

Często. Najczęściej niestety od Żydów. Pamiętam rozmowę z pewną francuską Żydówką, która podeszła do mnie po koncercie. Powiedziała, że jej się bardzo podobało. Zapytała oczywiście czy jestem Żydówką. Kiedy okazało się, że nie, owa pani była absolutnie zbulwersowana. Usłyszałam: - Jakim prawem pani się tym zajmuje i dlaczego oszukuje ludzi?! Powiedziałam: - Jak to oszukuję ludzi? Bo mam blond włosy i zielone oczy? Z jakiego to powodu nie mogę grać i śpiewać żydowskiej muzyki? Usłyszałam w odpowiedzi: - Nie, bo to powinni robić Żydzi.

Jak mogą to robić, skoro ich w Polsce prawie nie ma?

Dlatego tę rozmowę ucięłam dość szybko, bo wydawała mi się bezsensowna. Ale tego typu konwersacje zdarzają mi się często. Ludzie często pytają po koncercie, czy jestem Żydówką, a kiedy mówię, że nie, słyszę jakieś pretensje.

Jest to dowód na to, że nawet wśród Żydów zdarzają się półgłówki. Ale chyba miłych reakcji jest więcej?

Tak, oczywiście. Choć myślę, że te negatywne też są potrzebne, bo przypominają mi dlaczego warto robić to, co robię. A te miłe reakcje jeszcze bardziej utwierdzają mnie w mojej działalności. Pamiętam, kiedy podczas jednego z koncertów kilka lat temu, przy stoliku siedziały dwie panie, które cały czas były bardzo wzruszone, a na "Jidisze mame" zaczęły się niemal zanosić płaczem. Ja miałam tak ściśnięte gardło, że ledwo śpiewałam. To były kobiety, które cudem uciekły przed Zagładą i po raz pierwszy od tego czasu przyjechały do Polski. Powiedziały do mnie: - To było dla nas wspaniałe przeżycie. Pamiętamy te piosenki z dzieciństwa. Śpiewała nam je nasza mama. Były nieprawdopodobnie poruszone i bardzo nam po koncercie dziękowały za tę sentymentalną podróż.

Warto grać dla takich chwil?

Przede wszystkim dla takich.

Jak długo grasz? I jak długo zajmujesz się klezmerską muzyką?

Gram, od kiedy skończyłam siedem lat. Mam, jak mówiłam, gruntowne muzyczne wykształcenie. Skończyłam klasę altówki, choć na początku grałam na skrzypcach. Stwierdziłam jednak, że skrzypce za bardzo mi skrzypią. Muzyką klezmerską zajmuję się od pięciu lat.

Dlaczego akurat muzyką klezmerską?

Przez przypadek. Kiedy przeprowadziłam się do Krakowa, zamieszkałam na Kazimierzu. W związku z tym, że jestem szwędaczem z natury, zaczęłam się zaznajamiać z żydowską dzielnicą Krakowa. Najpierw zaczęłam zwiedzać Kazimierz z przewodnikiem, żeby się dokładnie wszystkiego dowiedzieć i strasznie się zakochałam w tym miejscu. W tych wąskich uliczkach, zaniedbanych kamieniczkach, klimatycznych kątach, w których różne dziwne rzeczy robią różni dziwni ludzie. Dla mnie, osoby z małego miasta, taka bohema artystyczna Kazimierza, artyści wskakujący na stół w Singerze i recytujący swoje wiersze do rana, były po prostu niewiarygodne. Kazimierz oczarował mnie zupełnie i ja się najzwyczajniej w świecie zakochałam w tej dzielnicy i ta miłość trwa do tej pory. Pamiętam, że wówczas na Kazimierzu grało Kroke. To był chyba pierwszy koncert muzyki żydowskiej, jaki usłyszałam i bardzo mi się spodobał. Ale to był dla mnie kolejny hermetyczny świat Krakowa...

A jednak w końcu zaczęłaś grać w tym światku.

Tak. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie moja koleżanka i poprosiła o zastępstwo. Wytłumaczyła mi, że gra w takim zespole, który gra muzykę żydowską i potrzebuje zastępstwa. I to, jak się okazało, było zastępstwo na stałe. Od dwóch już lat, po różnych perypetiach, gramy w stałym składzie jako Quartet Klezmer Trio.

Ale wróćmy jeszcze do tego zastępstwa. Przecież nie przyszłaś na koncert od tak z marszu i nie zaczęłaś grać klezmerskiej muzyki?

Dostałam trochę nut, z samymi tzw. prymkami, czyli główną melodią i okazało się, że to wszystko nie jest takie proste. To jest muzyka zupełnie inna, wymagająca innej stylistyki grania, zupełnie innego podejścia do niej. Musisz w niej używać całej masy glissand, tryli, flażoletów, obiegników. Ale przede wszystkim musisz inaczej myśleć. Edukacja klasyczna uczy interpretacji nut, które mamy, rozszyfrowywania zapisu i umieszczania tegoż w określonej praktyce wykonawczej.

A jaka jest praktyka wykonawcza muzyki klezmerskiej?

Należy zapomnieć o wszystkich klasycznych ograniczeniach. Jest zupełnie inna rytmika, zupełnie inne akcentowania. To są w każdym razie te wszystkie rzeczy, których nikt mnie nie nauczył, bo nie ma szkół klezmerskich. Musiałam się wszystkiego nauczyć sama i właściwie nadal się uczę. Poszukuję różnych technik. Staram się osiągnąć swoistą swobodę, która charakteryzuje tę muzykę. Swoistą biegłość, rodzaj zaśpiewu. Wymaga to generalnie otwarcia umysłu i zapomnienia wielu rzeczy, o których się przez całe życie uczyło, jako klasyk. A dotyczą one właśnie tej ogromnej swobody i grania z serca. Trzeba odnaleźć siebie w tej muzyce i odnaleźć tę muzykę w sobie.

Ale granie to jedno, a śpiewanie w jidisz to drugie? Jak to było z tym śpiewaniem?

To był moment przełomowy. Ja zawsze powtarzam, że granie na altówce to jest mój zawód, a śpiewanie to moje hobby. Ja śpiewam od dziecka, ale nie mam w tym kierunku wykształcenia.

Jak była pierwsza żydowska piosenka, którą zaśpiewałaś?

Tumbalalajka.

Czy miałaś takie poczucie, że znasz tę piosenkę od zawsze, bo Tumbalalajka jest bardzo dobrze znaną w Polsce kołysanką?

Tak, oczywiście. To nie tylko Tumbalalajka, ale także Jidisze mame, czy Dona. Myślę, że dlatego nie musiałam się wyuczać interpretacji tych piosenek, bo ona gdzieś tam płynęła z mojego serca. Jedyne, czego się uczę przy piosence, to tekst, nad którym siedzę najdłużej. Ja nie mówię w jidisz.

Prawie nikt nie mówi w jidisz.

Parę osób mówi, ale dla mnie był to język zupełnie obcy i włożyłam dużo pracy, by się zaznajomić z jidisz. Każdy nowy tekst to jest praca ze słownikami, później z panem Leopoldem, który mnie poprawia i czasami się ze mnie śmieje, co ja tam wyśpiewałam. Natomiast sama interpretacja wypływa już naturalnie ze mnie. Zdarzyło mi się kilkakrotnie, że podeszła do mnie jedna czy druga starsza osoba, mówiąc: - Boże dziecko, ty to tak śpiewasz, jakbyś była Żydówką.

Bo to prawda. Słyszałem Cię śpiewającą niejednokrotnie.

Ja myślę, że nie jest ważne, czy się jest czy nie jest Żydówką. Ważne jest, co się chce przekazać. To wystarcza. To są utwory, które same się bronią, bo są piękne i uniwersalne.

Czy oprócz wspomnianego Maestro Leopolda Kozłowskiego, masz jeszcze jakiś nauczycieli?

Nie, pan Leopold jest jedynym moim nauczycielem, jeśli chodzi o tekst. Przybliża mi te wspaniałe pieśni, choć z racji tego, że jest niezwykle zajętym człowiekiem udaje mi się wyrwać od niego kawałek czasu gdzieś pomiędzy drugim daniem, a herbatą w Klezmer Hois. Wtedy poświęca mi pół godziny, czy godzinę na sprawdzenie tekstów. Ja sama słuchałam mnóstwo żydowskiej muzyki. Świetną szkołą jest także Festiwal Kultury Żydowskiej.

Czy czujesz się wciągnięta w Jidiszkajt?

Oczywiście. Jeśli zaczynam się czymś zajmować na poważnie, to na poważnie zgłębiam temat. Zajmowanie się muzyką klezmerską, która jest elementem kultury żydowskiej, zobligowało mnie wręcz do większego zainteresowania kulturą żydowską. Jak człowiek nie zna całości, to mniej wszystko rozumie. Zajmowanie się tylko muzyką, bez zainteresowania szerszą kulturą, byłoby jak analiza zdania wyciągniętego z kontekstu. Mnóstwo książek podrzucał mi mój tato. Świetną okazją do pogłębienia wiedzy jest także wspomniany Festiwal Kultury Żydowskiej. Ja tak naprawdę zajmuję się malutkim galicyjskim wycinkiem, bo sama muzyka żydowska jest jak ocean. Bardzo bliska jest mi twórczość Mordechaja Gebirtiga, którego uwielbiam.

Gebirtig był prawdziwym ludowym bardem.

Moja ulubiona pieśń Gebirtiga "Hungerik dajn kezele" jest kołysanką, którą matka śpiewa swojemu głodnemu dziecku. Ta pieśń jest absolutnie piękna i przerażająco smutna. Przyznam się, że od kiedy jestem w ciąży, to nie mogę jej śpiewać, bo jak sobie wizualizuje tekst i wiem o autentyczności opisywanego w niej doświadczenia, to jest mi bardzo ciężko śpiewać. Zamknij oczy. Rano na pewno będzie lepiej. Zobacz na twojego małego kotka, on też jest głodny i nie płacze. Weź przykład z lalki, która leży, jest głodna i nie płacze. Rano na pewno znajdzie się kawałek chleba w domu, więc śpij już moja mała koroneczko...

Pieśni Gebirtiga już tak mają. Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy usłyszałem "Blajb gezunt mir Kroke", to nie mogłem przestać płakać.

Jego pieśni są takie, jakie są, bo odzwierciedlają jego życie. Ono nie było wesołe. Skończyło się podczas Holocaustu.

Powiedz skąd się wzięła nazwa Quartet Klezmer Trio?

Chłopcy wymyślili, że będzie to taka, a nie inna nazwa. Quartet z racji czterech instrumentów, a trio z racji trzech osób, grających w zespole. Więc jakby nie patrzeć, haruje za dwóch.

Chłopcy, czyli kto?

Michał Siudyszewski, który gra na kontrabasie oraz Oskar Gut, który gra na akordeonie. Trio uzupełniam oczywiście ja, grając na altówce i śpiewając.

Gdzie gracie?

Najczęściej gramy z Klezmer Hois, a także w innych restauracjach na Szerokiej, na przykład w Arielu. Ale dużo jeździmy po Polsce i coraz częściej po Europie, co nas bardzo cieszy.

Kto w Polsce i w Europie zaprasza zespół grający klezmerską muzykę?

W Polsce są to domy kultury, teatry, synagogi i osoby prywatne. Za granicą najczęściej gramy na festiwalach, ale zapraszają nas także osoby prywatne, gminy żydowskie. Ostatnio graliśmy na zaproszenie ambasady polskiej w Danii.

Czy zaczynając swoją przygodę z muzyką klezmerską przypuszczałaś, że będziesz śpiewała na Rosz Haszana stojąc na bimie Starej Synagogi w Krakowie?

Nie. Ale przyznam się, że to był mój pomysł. Chcieliśmy zagrać w końcu na Szerokiej koncert z prawdziwego zdarzenia. Akurat zbliżał się żydowski Nowy Rok i pomyślałam by zagrać z tej okazji w Starej Synagodze. Tak się złożyło, że graliśmy tam już wcześniej z okazji Nocy Muzeów oraz otwarcia wystawy "Czas chasydów", więc uznaliśmy, że to będzie świetne miejsce. Dyrektorowi pomysł się bardzo spodobał i to był jeden z najfajniejszych koncertów, jakie grałam. Atmosfera tego wydarzenia była naprawdę magiczna. Na koncercie było tyle ludzi, że musieliśmy w pewnym momencie przestać ich wpuszczać do środka.

Będziesz już niedługo mamą. Myślisz, że która będzie ulubioną żydowską piosenką Twojej córy?

"Jidisze mame", "Tumbalalajka", "Dona", "Ale brider", "Papirosn"... Ona je wszystkie zna bardzo dobrze, bo słucha ich od poczęcia. Czasami myślę, że jak już się urodzi, to powie do mnie w jidisz.