Icek

Icek "Krzywe zwierciadło". Opowiadanie trzecie

 

Nie wpuścili Pana? I gadać nie chcieli?
Ja to się proszę Pana im nie dziwię. Taka historia!
Nie! To nieprawda. Żadnego wyroku za to, że z Niemcami, nie było!
Skąd wiem? Ojciec i matka mi mówili.
Ojciec to ze słyszenia, bo był nietutejszy.
On przed wojna był zawodowym wachmistrzem i jak się po wojnie zaczęli dobierać do przedwojennych oficerów, to on się na wszelki wypadek do milicji zapisał.
Niedługo tam pobył. Jak go wysłali tutaj na posterunek, to moją matkę poznał.
Dziadek to nie bardzo chciał, ale jak się pobrali to ojciec za rolnika został u niego.
Matka jedynaczka była to jak dziadek umarł, to gospodarstwo przejęli, a ja teraz po nich.
Dlatego zdziwiliśmy się, jak jakieś zbowidowcy kiedyś przyszli i ojcu powiedzieli, że z dawnych spisów funkcjonariuszy MO to mu się renta kombatancka należy.
Ale jak dają, to się bierze. Nie?
Matka to o tym więcej wiedziała, bo to prawie na jej oczach się odbywało.
U nas w wiosce to Żydów było mało.
A jak Niemcy przyszli to ich wszystkich zabrali.
Ten Icek to wrócił jakoś po dwóch latach. Sam.
O rodzinie nigdy nie mówił, to i nikt nie wie, co się z nimi stało.
Pewnie ich Niemcy wykończyli.
Icek to był szewcem i dobrze im się powodziło. 
Klientelę to miał dużą.
On miał parobka, a w lecie to nawet dwóch.
On tym Kraskom zagrodę z inwentarzem na przechowanie dał.
To im się poprawiło, bo dużo ich było, a pola mieli niewiele.
Jak Icek wrócił, to musieli mu chałupę oddać.
Ale z inwentarzem, to się dobra chryja zrobiła.
Te dwa konie to oni sprzedali. Ten byczek i jeden wół podobno zimy nie przetrzymały.  
A krowy to dwie oddali, a resztę to powiedzieli, że za pilnowanie.
Czy Icek się nie bał? Panie! My tu sami swoi byli. 
On nam nie wadził. Wszyscy wiedzieli. 
Nawet miejscowy policjant, co mu zawsze się coś dało, to oko przymknął.
Niemcy na szczęście tu nie zaglądali, bo to w głuszy.
A partyzanci byli w lesie obok.
Do Icka chodzili, to on im buty zelował. 
A komendantowi, co był oficer kawalerii, to buty na zamówienie robił!
Jak Kraski krów nie chcieli oddać, to Icek najpierw się z tym pogodził.
Ale jak partyzanci zrobili z niego partyzanckiego szewca, to się hardy zrobił.
Aż kiedyś powiedział, że partyzantów na nich napuści.
Matka mówiła, że sama tę kłótnię słyszała, bo strasznie się wyzywali.
A potem był tylko huk i wrzask i wszystko ucichło.
Icka potem nie widziano. 
Myślano, że do partyzantki uciekł, bo mu starszy syn Krasków groził, że go zarąbie.
Ale jak partyzanci przyszli z butami, to już w wiosce wiedzieli, co się stało.
Partyzanci też się zwiedzieli. 
A jak komendant dowiedział się, że te sztylpy i sztyblety, co mu Icek miał zrobić, leżały w chałupie niedokończone, to wydal rozkaz i starszego syna Krasków, dla nauczki, zastrzelili.
To była u nich żałoba, chociaż wzięli to Ickowe z powrotem.
A tak! Jak komuna się skończyła, to jakiś jego krewny tutaj przyjechał.
Ale Kraski mu miejsca, gdzie Icek był zakopany, nie chcieli pokazać.
Takie byli zawzięte. Młodszy brat to zawsze mówił, że ma do partyzantów żal. 
Że za głupiego Żyda zabili człowieka.
A oni Panie nie za Żyda. Za szewca! 
Bo kto potem miał te buty naprawiać?!


Alex Wieseltier

Marzec 2019

 

Wprowadzenie