Zimne popioły

Zimne popioły Valentin Musso

Czasami ktoś mnie pyta, czy nie obawiam się, że wkrótce nie będę miała czego recenzować? Osoby, które przeżyły Zagładę albo już podzieliły się swoimi wspomnieniami, albo tego nigdy (z różnych powodów) nie zrobią, poza tym… tak szybko odchodzą z tego świata.

 

Oczywiście to tylko część “literatury żydowskiej”. Wraz z prężnie rozwijającymi się kierunkami studiów judaistycznych na wielu polskich i światowych uczelniach rośnie liczba pozycji naukowych; proza izraelska tłumaczona jest na wiele języków, w tym także polski; na całym świecie żyją, piszą, publikują osoby żydowskiego pochodzenia; po pióro sięga drugie, a nawet trzecie pokolenie ocalonych.

 

Z ciekawością śledzę modny ostatnio nurt w beletrystyce: mariaż fikcji literackiej i wątków żydowskich, w tym faktów historycznych, jak np. pogrom kielecki, mord w Jedwabnem, paryski Vélodrome d'Hiver.

 

W ten nurt idealnie wpisują się “Zimne popioły” Valentina Musso - młodszego brata najpopularniejszego pisarza Francji. Czy zapewnią autorowi sukces? Oceńcie sami.

 

Aurélien Cochet - rozwodnik i weekendowy tata; odrobinę zblazowany, rozczarowany życiem nauczyciel w wolnym czasie trwoni rodzinną fortunę, czy też raczej to, co jeszcze z owej fortuny zostało. Po śmierci dziadka, porządkując jego archiwum, natrafia na intrygujący film z czasów II wojny światowej. Henri Cochet w towarzystwie esesmana i grupy ciężarnych kobiet pozuje na tle okazałej rezydencji. To początek odkrywania rodzinnych sekretów z francuską siedzibą Lebensborn w roli głównej.

 

Jest i wątek kryminalny. Zbrodnia, wina, kara. Sprawca, który zaskakuje (także samego siebie) i plasuje się poza listą podejrzanych.

 

Sekrety niszczą, ich odkrywanie wyzwala. Czy zawsze i wszystkich? U Musso nic nie jest czarno-białe, jednowymiarowe, jednoznaczne. Bohater ma sporo szczęścia poznając całą prawdę o swoim dziadku. Bo ta połowiczna jest miażdżąca. Stąd właśnie płynie ostrzeżenie: “Kiedy zaczynasz kopać w przeszłości, musisz w tym wytrwać do samego końca…” Potrzebny jest dystans - rozdzielenie na linii ja - bliscy. Dzieci i wnuki nie ponoszą odpowiedzialności za czyny rodziców, czy dziadków. Gen zła nie istnieje.

 

Po przeczytaniu wielu autentycznych historii żadna fikcja nie wydaje mi się nieprawdopodobna. Z drugiej strony fikcję można tworzyć w nieskończoność. Dlatego przewracając ostatnią stronę “Zimnych popiołów” tym pewniej odpowiadam: nie, nie obawiam się, że wkrótce nie będę miała czego recenzować. Nie tylko recenzować, także polecać.

   

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Albatros.

 


Polecane