Żeby umarło przede mną

Żeby umarło przede mną Jacek Hołub

Wszyscy wiemy, jak zakończył się tegoroczny protest rodziców niepełnosprawnych dzieci w Sejmie. Czy kogoś to jeszcze dziwi?

 

Kadra rządząca rozdaje pieniądze, na które Polski nie stać (tak, chodzi o sławne-niesławne 500+), inwestując w “przyszłość narodu”, a po prawdzie zapewniając sobie elektorat wyborczy.

 

“Chleba i igrzysk!” - krzyczy lud; prezes rzuca w tłum monety. Trafia celnie, oczywiście biorąc pod uwagę przyjęte (patrz wyżej) priorytety.

 

W niepełnosprawne dzieci inwestują rodzice, częściej jeden rodzic - matka. Czas (24 godziny na dobę), pieniądze (także te, których nie mają, lub o które proszą kogokolwiek, gdziekolwiek się da), siły (ponad własne siły), zdrowie (fizyczne i psychiczne).

 

Jest ciężko, lub… cholernie ciężko.

 

Jedna z matek w rodzinnym gronie wyraziła tytułowe życzenie: “Żeby umarło przede mną” i… została potraktowana jak zbrodniarka. Czy owi “bliscy”, a pewnie i niejeden czytelnik książki, naprawdę nie widzą, co się dzieje? W ich własnym domu, także tym zwanym Polską?

 

To właśnie owe obiektywnie mocne słowa są wyrazem największej matczynej miłości. Nie chodzi wszak o pozbycie się “problemu”, ale zapewnienie niepełnosprawnym dzieciom godnego życia. Tylko one - matki (rzadziej oboje rodzice) chcą i mogą to robić. Państwowa służba zdrowia, urzędnicy, opieka społeczna - te instytucje zawodzą raz po raz. Także my - zwykli przechodnie, pasażerowie komunikacji miejskiej, sąsiedzi. Miłości nie zastąpi żadna ustawa, żaden regulamin.

 

Pięciogłos Hołuba realizuje dwa ważne cele: uczy nas empatii wobec opiekunów (i to jest nowość) osób niepełnosprawnych; uczy nas radości życia.

 

Choć tkany z trudu, bólu i (bez)nadziei jest, między wierszami, przede wszystkim o tym, że trzeba cieszyć się każdą dobrą, spokojną chwilą, brakiem “newsów” w odpowiedzi na “co słychać?”, o kieliszku szampana z widokiem na Alpy nie wspominając.

 

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarne.

 


Polecane