Żałując macierzyństwa

Żałując macierzyństwa Orna Donath

- Żałuję, że jestem matką. Socjolog Orna Donath od 2008 roku uważnie słucha kobiet, które mają odwagę wypowiedzieć te stygmatyzujące słowa i skrupulatnie je zapisuje.

 

Od razu podkreślmy, że nie chodzi o trudną sytuację życiową, biedę, przemęczenie pracą, brak partnera, lub pomocy z jego strony; nie chodzi o depresję poporodową, zaburzenia adaptacyjne, czy dylemat rodzina - kariera. Jedyną przyczyną pragnienia “bycia niczyją mamą” jest postrzeganie macierzyństwa jako “kompletnie obcego bytu”. Badane kobiety po prostu nie chcą być matkami.

 

Nie chcą, ale są. Dlaczego? Uległy bezpośredniej (mąż, bliscy) i pośredniej (inne matki, media, religia) presji otoczenia; biernie poddały się kolejnym etapom życia (nauka, praca, małżeństwo, macierzyństwo) w myśl zasady taki moment, taki wiek; zbyt późno uświadomiły sobie problem.

 

Z tego też powodu niektóre respondentki mają więcej niż jedno dziecko. Zbyt daleko zapędziły się w udawaniu szczęśliwych, lub przynajmniej zaangażowanych matek. Niektóre skryły się za fasadą tzw. pełnej rodziny. Inne łudziły się, że może przy kolejnym dziecku wreszcie poczują radość.

 

Badane kobiety przeżywają trudność w ujawnianiu żalu - zarówno przed otoczeniem (boją się potępienia), jak i przed swoimi pociechami (boją się sprawić im przykrość, ból). Kochają je, uważają za wspaniałe istoty, cieszą się, że są na świecie, ale… nie znoszą macierzyństwa. Po prostu.

 

“(...) jest ważne i konieczne, by zarżnąć wszystkie święte krowy, wszystkie “wartości”, ideologie i samousprawiedliwienia, na których się wychowaliśmy, by sprawdzić, gdzie wpadamy w sieci stereotypów i konformizmu; gdzie okłamujemy samych siebie i ukrywamy prawdę przed naszymi dziećmi i wnukami. By sprawdzić z chirurgiczną precyzją eufemizmy, które stały się dla nas tak “normalne” i “naturalne”, jak przekazy “dzieci są radością, dzieci są błogosławieństwem”, “krew nie woda” lub “rodzina jest najważniejsza”. Jeśli nie będziemy ostrożni i świadomi destrukcyjnej siły tych eufemizmów, staną się one częścią naszego społecznego, kulturowego DNA i będziemy przekonani, że tak powinno być po wsze czasy.”

 

Drogie Kobiety, nie słuchajcie tych, którzy mówią, że powinnyście mieć dzieci; ani tych, którzy mówią, że nie warto ich mieć. Słuchajcie tylko samych siebie.

 

“Żałując macierzyństwa” Orny Donath w dzisiejszej - trącającej średniowieczem Polsce to szczególnie ważny głos. Pozostaje żywić nadzieję, że nie wrócą czasy stosów. Choćby “tylko” takich, na których płoną książki.

 

Stawiam na półce obok “Piekła kobiet” Tadeusza Boya-Żeleńskiego.

 

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Kobiecego.

 


Polecane