Wygnani do raju. Szwedzki azyl

Wygnani do raju. Szwedzki azyl Krystyna Naszkowska

“Szwecja się opiekuje, ale też oczekuje” - powiedziała jedna z rozmówczyń Naszkowskiej. Ba! Szwecja okazała się wybredna. Otwarta na emigrantów marcowych, ale nie wszystkich. Akceptowano zdrowych, młodych ludzi z dużych miast i tzw. dobrych domów, maturzystów, lub studentów. Nie rozdzielano rodzin, ale bezdzietne starsze osoby nie mogły liczyć na szwedzki azyl.

 

Na polskich Żydów czekały: kursy językowe, stypendia naukowe, mieszkania, praca, stały pobyt w Szwecji. Co zyskali? Wolność, możliwości rozwoju, perspektywy, poczucie sprawstwa, godne zarobki, spokój, proste życie, tolerancję, nowoczesność, czystość, piękną przyrodę, przychylność Szwedów.

 

Dlatego okładka i tytuł książki nie tylko nie są przypadkowe, ale świetnie punktują istotę emigracji marcowej. To było wygnanie, owszem - z dokumentem podróży w jedną stronę, stwierdzającym, że jego posiadacz nie jest obywatelem polskim; ale to było wygnanie do raju. W latach 60-tych Polskę i Szwecję dzieliła przepaść, przepaść pod każdym względem na korzyść Szwecji.

 

Staroświecko ubrany człowiek z okładki trochę nie pasuje do nowoczesnego państwa. Staroświecko, a zarazem elegancko, co wskazuje na jego pochodzenie. Gdy roztoczy się nad nim parasol ochronny - rozwinie skrzydła, bo… ma w sobie spory potencjał.

 

Tak właśnie stało się z bohaterami Naszkowskiej. Autorka “kontynuowała” szwedzką tradycję - do swoich wywiadów wybrała najlepszych - tych, którym nie tylko się powiodło, ale którzy mniej, lub bardziej zmienili świat. Architekt współczesnego Sztokholmu, specjalista od modemów, właścicielka wydawnictwa, ortopeda, reporter, kryminolog... Wszyscy wybitni w swoich dziedzinach, modelowi ludzie sukcesu.

 

W 1968 roku imigrantów było niewielu, byli to ludzie wykształceni, o świeckich poglądach, wywodzący się z tego samego kręgu kulturowego, wypędzani z powodów rasowych. Terroryzm jako zjawisko masowe nie istniał. Obecnie imigracja to złożony problem całej Europy, którego mądrze i szybko raczej nie uda się rozwiązać.

 

Stracili relatywnie niewiele (język, zaufanie do ludzi, dom dzieciństwa, przyjaciół). Większym piętnem odcisnęły się na nich trudne doświadczenia przed wyjazdem z Polski: brutalny antysemityzm, prześladowania w szkole, więzienie, utrata pracy rodziców, relegowanie ze studiów, brak środków do życia.

 

Niektórzy emigranci mają do Polski żal, inni martwią się jej losem, zwłaszcza odkąd do władzy doszedł PiS. Przed laty na własnej skórze odczuli, czym jest reżim i brak demokracji. Po raz drugi mogą odetchnąć z ulgą. Wygrali wtedy, wygrywają teraz, a Polak… cóż - jak to ktoś trafnie ujął - głupi tak przed szkodą, jak i po szkodzie.

 

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Agora.


Polecane