Tropiciel złych historii

Tropiciel złych historii Katarzyna Bielas

Jest drugim - obok Niklasa Franka - najbardziej znanym synem nazisty, który nie zamiata pod dywan trudnej rodzinnej historii. Martin Pollack robi to jednak inaczej i… patrzy szerzej.

 

Spokój, elegancja, dystans emocjonalny - tym emanują zarówno Autor, jak i każdy wychodzący spod jego pióra tekst. Trudnym tematom nadaje stonowaną formę, dzięki której łatwiej się z nimi mierzyć.

 

Można nie wiedzieć, kim jest Martin Pollack; można wiedzieć i nie interesować się jego osobą. I tak warto przeczytać wywiad-rzekę Katarzyny Bielas. Jest po prostu arcyciekawy.

 

Nie sposób nie nazwać go rozmową. Prawdziwą rozmową dwojga ludzi. W domu na wsi, w separacji od świata powierzchownych multimedialnych kontaktów, miałkich informacji.

 

Co najbardziej zapada w pamięć? Urywki osobistej opowieści - poglądy, zdarzenia, słowa… Każdy wyłowi coś innego, swojego.

 

Na złość babci - zdeklarowanej nazistce - poszedł na slawistykę, a jako specjalizację wybrał język polski. Na stypendium przyjechał do Warszawy, nie “niemieckiego” Krakowa.

 

Od dawna przygląda się zjawisku handlu w Internecie fotografiami sprawców i ofiar, głównie z czasów II wojny światowej. Oryginały zdjęć egzekucji, zwłok, Żydów, czy obnażających piersi Cyganek potrafią osiągać zawrotne ceny. “To coś niebezpiecznego, te zdjęcia są atrakcyjne, bo pachną dymem z komory gazowej, Auschwitz.”

 

Poszukiwany jako zbrodniarz wojenny Viktor Nageler bywał w domu Pollacków w Linzu. Miał status przyjaciela rodziny. Jego przeszłość była tajemnicą poliszynela, ale nikt, także Martin - nie złożył na niego doniesienia. Katarzyna Bielas mówi wprost: “kryłeś zbrodniarza”, “brałeś udział w zmowie milczenia”. Martin przyznaje jej rację, z drugiej strony próbuje się tłumaczyć: “Z domu wyniosłem naukę, że się nie donosi (...) nie mogłem zdradzić matki, nie chciałem. Tego się po prostu nie robi.”

 

Martin Pollack walczy z poważną chorobą, ale boi się tylko stanu uniemożliwiającego normalne funkcjonowanie. Mówi o samobójstwie, a chwilę później o sokole, którego usuwał z domu sąsiadki: “Spokojnie nakryłem go ręcznikiem, wziąłem do rąk i wypuściłem. Nic mu się nie stało, bardzo elegancko odlatywał.”

 

Przejmująca metafora.

 

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarne.

 


Polecane