Stracony list

Stracony list Jillian Cantor

„Lubię, kiedy coś się zaczyna. Całkiem od nowa.”

 

Stojąca u progu rozwodu kobieta, której ojciec ma poważne problemy z pamięcią, wciąga się w filatelistyczną przygodę, podążając za pewnym znaczkiem.

 

Wielu z nas pragnie niezwykłego życia, przejścia do historii, sławy, bogactwa. Kolekcjoner pragnie skarbu, klejnotu, okazu nad okazy. Czy taki znaczek znajduje się w zbiorach ojca Katie? 

 

Czasami żeby coś mogło się zacząć, coś innego musi się skończyć. Dopiero po pewnym czasie potrafimy owo „coś” docenić, wliczając w to tragedie. Wszystko wydarza się w jakimś celu i finalnie wychodzi nam na dobre, o ile potrafimy właściwie przyjąć każdą życiową lekcję.

 

Precesja – termin, który towarzyszył lekturze „Straconego listu”. Wciąż miałam go w tyle głowy. Wystarczy zacząć – pierwszy krok pociąga za sobą kolejne, wyzwala bieg zdarzeń, które prowadzą nas w nowe miejsca, do nowych ludzi. Nie zawsze tam, gdzie pierwotnie planujemy; o ile w ogóle planujemy. Sprawy przybierają nieoczekiwany obrót, zdarzają się rzeczy niezwykłe, uruchamia łańcuch tzw. zbiegów okoliczności. Kluczem jest jednak nasze działanie.

 

Rozpad związku i poważna choroba ojca okazały się wystarczającymi wyzwalaczami zmian w życiu Katie, ale nie miotały nią bezwolnie. Podjęła wyzwanie, nawet jeśli na początku nie miała na to sił i ochoty.

 

W „Straconym liście” czytelnik mierzy się z naprzemiennym czasem i miejscem akcji: latami 1938 – 1939 w Austrii oraz rokiem 1989 w USA. Autorka snuje dwie równoległe opowieści, stopniując napięcie. Czytelnik wie, że w końcu się połączą, a finał będzie niezwykły.

 

W Europie zostaje zburzony słynny berliński mur, dochodzi do zjednoczenia Niemiec. Słowo „wolność” jest na ustach wszystkich. W odniesieniu do fabuły „Straconego listu” to kolejny ważny „przypadek” i jeszcze ważniejszy symbol. Burzenie – szerzej rozumiane jako zmiana bywa dobre.

 

Na znaczku, który śmiało można zaliczyć do bohaterów książki, widnieje szarotka – mały, skromny kwiatek, zrywany z narażeniem życia gdzieś na szczytach gór. Symbol odwagi, miłości, zmagania się z przeciwnościami losu.

 

Znaczek ów okazał się klejnotem - jak przez całe życie marzył ojciec Katie. Nie takim do spieniężenia, lecz o wiele, wiele ważniejszym. Przyniósł bogactwo emocji: od empatii po miłość – niejedną piękną miłosną historię.

 

Zanurzmy się w nich na kilka letnich wieczorów. Ku pokrzepieniu serc. 


Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Marginesy.

 


Polecane