Służące do wszystkiego

Służące do wszystkiego Joanna Kuciel-Frydryszak

Któż by tym warstwom społecznym się dziwił, że socjalizm, a potem komunizm hołubić będą… Dla nich 1945 był rokiem podwójnego wyzwolenia.

 

Mowa o tytułowych służących - służących do wszystkiego. Przeciążonych rozlicznymi obowiązkami; pracami zleconymi, lub choćby tylko oczekiwanymi społecznym zwyczajem. Pozbawionych praw do wypoczynku, urlopu, wychodnego, własnego imienia, godności, dostatku, pokoju z oknem i szafą, spokoju od pana i panicza. Bitych, wtrącanych do więzienia, stygmatyzowanych stosownym wpisem do Książki Służbowej.

 

Niektóre miały więcej szczęścia, nieliczne zasłużyły nawet na ciepłe wspomnienia domowników. Nie pozostały anonimowe. Tak było w przypadku Marii Luty, Anieli Brzozowskiej, czy Kucharci - strażniczek domowego ładu Sienkiewicza, Gombrowicza, Kossaków.

 

Nędza, niewolnictwo, aborcje, mordowanie noworodków, przemoc seksualna pod dachem “możnych państwa”, brak zabezpieczenia finansowego na starość… Nie ma takiego nieszczęścia, które ominęłoby służącą.

 

Dziewczyna taka, zwłaszcza wyrzucona na bruk - łatwo się stacza. W najlepszym razie pozostaje samotna: ani żona, ani matka.

 

Coś tam nawołują higieniści, sufrażystki, socjaliści... Zaślepiony obsesją cnoty kler produkuje nieprzydatne poradniki, grzmi z ambon połajanką. Szczególnie groźnie wobec chrześcijanek na służbie u Żydów.

 

W 1902 roku Jankiel Stern ustanowił w swoim testamencie coroczny fundusz dla katolickich służących: sto rubli po sześciu latach i pięćdziesiąt po czterech nieprzerwanej służby u jednej żydowskiej rodziny. Przerażająca fala krytyki, która przetoczyła się w ówczesnej prasie pokazała, że Żyd nie może być filantropem; że nawet dobry Żyd, to Żyd zły.

 

A potem przyszła wojna i jeszcze bardziej wypaczyła aryjską optykę. Niejedna służąca poczuła się bezkarna, niejedna posunęła się do niecnych czynów, jak donos i grabież mienia. Niejedna także z narażeniem własnego życia ratowała żydowskich pracodawców, choćby panicza, czy panienkę. Niejedna prosta kobieta została po latach odznaczona medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

 

“Stopień kultury w Polsce jest niski. Stosunek człowieka do człowieka jest zły i dlatego nasz stosunek do służby nie stoi na poziomie tego, do czego obowiązani jesteśmy jako społeczeństwo, które chce uchodzić za kulturalne.” - uświadamiała jedna z przedwojennych posłanek.

 

Służba to dziś przeszłość, lecz czy słowo “pracownik” brzmi dumnie? Formalnie obowiązuje Kodeks Pracy, lecz czy zawsze jest on respektowany? “Stosunek człowieka do człowieka” - oto sedno sprawy. Ponad epokami, poglądami, podziałami… Tylko i aż tyle.

 

“Służące do wszystkiego” to arcyciekawa i - patrząc szerzej - arcypouczająca lektura.

 

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Marginesy.

 


Polecane