Skarb pana Isakowitza

Skarb pana Isakowitza Danny Wattin

“Żaden człowiek nie jest samotną wyspą, oderwaną od historii czy otoczenia.” Dlatego autorowi tak bardzo zależało, by poznać i opisać dzieje swojej rodziny o niemiecko-żydowskich korzeniach i mniej lub bardziej tragicznych losach.

A jednak to nie wzniosłe motto, tylko legenda o rodzinnym skarbie pomogła w dokończeniu książki. Skarbie, który przed deportacją zakopał w ogrodzie domu w Marienwerder (obecnie Kwidzyn) protoplasta rodu - Hermann Isakowitz i który to skarb zapragnął odszukać jego praprawnuczek Leo, namawiając ojca i dziadka na pełną przygód wyprawę do Polski.

Trzech Szwedów wsiadło do samochodu i…

Dwutorowa (historia rodziny, opis podróży), naprzemienna narracja Wattina to trafny literacki zabieg, pozwalający zbilansować to, co przeszłe i obecne, trudne i proste, smutne i wesołe.

Barwna, rozkrzyczana, nastawiona na kontakty z innymi ludźmi - iście żydowska familia autora zawsze mówiła wprost, co myśli. Jeśli milczała, to w sprawie wojny, Zagłady, ocalenia.

Może dlatego Wattin jest taki szczery? Przed niczym nie ucieka, o niczym nie zapomina, niczego nie pomija. Mamy więc antysemicką Polskę; współpracującą z nazistami Szwecję; obojętną na los emigrantów gminę żydowską; znormalizowanych i sformalizowanych Szwedów, których nie sposób rozgryźć; stosującego przemoc wobec swoich dzieci dziadka Erwina; trudne relacje na linii ojciec - syn w drugim pokoleniu; a wreszcie wykradającego (na wzór prababci Sonji) hotelowe smakołyki i pierdzącego w obecności bliskich Leo.

Cały Wattin!, który rozliczeniu poddaje nawet potop szwedzki. A wszystko to nie raniąc niczyich uczuć.

Czasami trzeba daleko pojechać, żeby dostrzec, że skarb jest w zasięgu ręki; a czasami wystarczy pobyć ze sobą blisko, by zrozumieć, co jest naprawdę cenne; jak również to, że “nic nigdy nie jest tak jednoznaczne, jak się wydaje.”

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa WAB.

 

 

 


Polecane