Radość życia

Radość życia Roma Ligocka

Jak zwykle na kanapie, jak zwykle z laptopem na kolanach. Co robię? Usiłuję pisać recenzję, mniej lub bardziej zgrabnie żonglując szklaneczką pitnego miodu. Gdy już muszę na chwilę ją odstawić - pomaga mi w tym książka. Szklaneczka miodu na “Radości życia”...

I to właśnie jest radość życia!

Jedna z wielu, przyznajmy. W ich wyszukiwaniu i dzieleniu się nimi z czytelnikami już od dawna specjalizuje się Roma Ligocka. Jakie ma po temu kwalifikacje? Tzw. bagaż życiowych doświadczeń - to oczywiste, jednak o wiele istotniejsze okazują się bystre oko, otwarty umysł, wrażliwość i refleksyjność.

Przekornie zacznę od… “pocałunku anioła”, czyli dobrego kremu - jednej, drugiej, a czemuż by i nie trzeciej aplikacji. Raj dla ciała! Co z duszą? Zregenerować ją powinien ten sam krem, traktowany jako drobna, niekoniecznie codzienna przyjemność.

Drobiazg - słowo klucz w naszej opowieści. By się nim cieszyć, najpierw warto oczyścić przestrzeń, modnym ostatnio japońskim zwyczajem. Niepotrzebnie obrastamy przedmiotami, a tymczasem powinniśmy raczej kolekcjonować wrażenia, smaki, zapachy. Życzliwe uśmiechy, spojrzenia, spotkania…

To, co dla mnie osobiście było odkryciem, to głupie stwierdzenia, miałkie rady, tylko pozornie wpisujące się w nurt pozytywnego myślenia. Rady, którymi tak hojnie obdzielają nas inni. Cierpienie uszlachetnia; co cię nie zabije, to cię wzmocni; nadzieja nie wymaga wysiłku; prawda zawsze się obroni; bądź sobą.

To nie nachalny optymizm, rodem z amerykańskich poradników. Raczej spokojny, dojrzały i mądry. Strawny. Bo przecież życie jest ciężkie. Takie również - zdaje się mówić Ligocka, a wie o tym, jak mało kto. Wspomina zamordowaną w Holokauście ciotkę, emigrantów marcowych w Wiedniu, punktuje mroczną stronę show biznesu i gorzką cenę sławy.

Ligocka jest wiarygodna, bo… do dzisiaj pozostała dziewczynką w czerwonym płaszczyku - dzieckiem uwikłanym w wielką i straszną Historię. Z drugiej strony zdaje sobie sprawę z tego, że lekiem na całe zło jest tylko i wyłącznie nasza percepcja zdarzeń. Pomyśl inaczej, mniej destrukcyjnie - to nam radzi, czasem wprost, częściej między wierszami.

Gdy Ligocka wspomina o gotowaniu paelli - chce się jeść; gdy o piciu wina, lub szampana - chce się celebrować.

jesienny spacer
talizmany na zimę
liść, kamień, piórko

Pisząc (już jakiś czas temu) to haiku nie miałam pojęcia, że będzie o felietonach Ligockiej.

Recenzja gotowa, miód wypity, ale… to przecież nie koniec drobnych życiowych radości. Nauczmy się je dostrzegać.

Aleksandra Buchaniec-Bartczak
Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego.

 

Polecane