Pusty las

Pusty las Monika Sznajderman

Mam coś wspólnego z Moniką Sznajderman.

 

“To przecież w gruncie rzeczy nieistotne, powie ktoś, gdzie mieszkał ponad czterysta lat temu jakiś młynarz z rodziną. Cóż to może dziś kogoś obchodzić, tyle ludzi, tyle pokoleń, tyle ważnych zdarzeń wstecz. Ale ja jestem ciekawa, w którym miejscu moje kroki przecinają się z krokami tych, którzy kilkaset lat temu chodzili zmielić zboże na mąkę na chleb.”

 

Któregoś pięknego, a może zupełnie zwyczajnego dnia Autorka zamieszkała w Beskidzie Niskim, gdzie stworzyła wydawnictwo. Wedle iście noblowskiej instrukcji: “Nie wie po co ta śrubka i zbuduje most…”* Dziś Czarne to jedna z najbardziej prestiżowych marek na rynku księgarskim. Nawet jeśli swą siedzibę ma także w Warszawie, Czarne wciąż jest stamtąd - z kręgu światła świecy, lub lampy naftowej, zza sękatego stołu, spod kapliczki na rozstajach dróg...

 

Wrosła w pejzaż, ale nigdy nie przestała go dostrzegać i uważnie mu się przyglądać. Teraz postanowiła o nim opowiedzieć.

 

Rafinerie, ropa i nafta, przyroda, ciężki los emigranta “za chlebem”, Żydzi, przede wszystkim jednak Łemkowie. Beskid Niski to ich tereny, skąd po II wojnie światowej zostali wypędzeni, finalnie w ramach Akcji “Wisła”. Dla Polski Ludowej byli “ukraińskimi bandytami”, oskarżanymi o udział w partyzantce, udzielanie pomocy oddziałom UPA.

 

Pakowany w popłochu dobytek, opuszczony dom, poniewierka, obóz pracy… żydowsko-łemkowska wspólnota dramatycznych losów. Analogie nasuwają się same.

 

Bujna, piękna, dorodna roślinność. Okłamuje, otumania, zwodzi, a czasami tylko zarasta. Domy, pola i miejsca kaźni. Bujna roślinność na grobach, gdzie cała ziemia nieomal jest grobem. Zieleńsza zieleń, soczystsza soczystość pomaga skrywać to, co straszne i niegodne.

 

Sznajderman pięknie pokazuje, jak tłoczno jest w tytułowym “pustym lesie”. Trzeba wiedzieć, gdzie przystawić ucho, do jakiego zajrzeć archiwum, które księgi parafialne przejrzeć, kogo zapytać. Najważniejsze są jednak wrażliwość i uważność - dwa odcienie atramentu, którym pisana jest ta książka.

 

Dzięki Sznajderman szansę na wieczność mają prości chłopi, biedni Żydzi. Wymienia ich wszystkich z nazwiska.

 

Syn szynkarza z Gładyszowa - Mojżesz Grubner urodził się, tak jak ja - 14 czerwca, tyle, że osiemdziesiąt dziewięć lat wcześniej. Teoretycznie mogliśmy się spotkać… Pogłaskałby mnie po głowie, w rękę wetknął kilka cukierków. Zapamiętałabym jego kipę i brodę. Mojżesz Grubner był Żydem. Nie przeżył wojny. Ja jednak wciąż o nim myślę; zastanawiam się, czy był optymistą, co lubił, o czym marzył...

 

Mam dużo wspólnego z Moniką Sznajderman.

 

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarne.


* Wisława Szymborska, fr. wiersza “Portret kobiecy”

 


Polecane