Pieśń koguta

Pieśń koguta Viktor Fischl

Powiada się, że kogut Pedro to alter ego starego doktora - radość życia przeciwstawiona zgorzknieniu. Ja jednak uważam inaczej. Nie odrzucając oficjalnej interpretacji, dostrzegam drugą, bliższą memu sercu.

 

Z powieści Fischla wychwytuję egzystencje równoległe: ekstra i introwertywną. Kogucie szczęście jest rozbuchane, bezkrytyczne, nieskomplikowane; szczęście doktora dojrzałe i mądre. Afirmacja siebie i otoczenia, często za wszelką cenę, przeplata się z pochwałą spokojnego, dobrego życia. Bez fajerwerków, wyzwań i bogactw; ale i bez biedy, nudy, braku satysfakcji. Doktor smakuje życie na swój osobliwy sposób.

 

Nie brakuje w nim także rutyny. Codzienny obchód chorych z kogutem na ramieniu i laską z czereśniowego drewna w ręce. Cotygodniowe spotkania z księdzem. Partyjka szachów, wino, zakąska. Co złego tkwi w rutynie? Częściej porządkuje niż nuży, poza tym: “spokojne życie na wsi może odmienić rzeczy, na które nie ma lekarstwa w pośpiesznym rytmie miasta.”

 

Tu wielkim wydarzeniem może być choroba, występ wędrownej trupy komediantów, rozmowa z sąsiadem, lub pacjentem.

 

Kogut ugania się za każdą kurą, doktor rozpamiętuje śmierć ukochanej żony. Nie myśli o ponownym związku, a porywy serca skutecznie zagłusza. Dokonuje bilansu życia: pomógł wielu ludziom, leczył ciała i dusze, pogodził zwaśnionych sąsiadów, znalazł swojego następcę i przyjął wyjątkowy poród, dzięki któremu stał się lekarzem czterech pokoleń mieszkańców wioski.

 

Gdy nachodzą go smutne refleksje, słyszy: Nie mędrkować, doktorze! - oto jedna z rad Pedra. Cieszyć się każdym dniem - oto druga. Tym bardziej, że “dziś” jest piękniejsze niż “wczoraj”. Choćby tylko dlatego, że… “dziś” trwa, a “wczoraj” zdążyło odejść. Warto zamknąć cały świat w ramionach - ot i trzecia rada.

 

Pedro też ma swoje problemy. Nie wzniesie się tak wysoko, jak inne ptaki i nie poszybuje po błękitnym niebie, ale nie narzeka.

 

Kogut i doktor są jak argument i kontrargument, jak za i przeciw. Przeciwieństwa się przyciągają, nic więc dziwnego, że nie mogą bez siebie żyć. Kłócą się, rozmawiają, milczą...

 

Przy percepcji książki nie bez znaczenia pozostaje biografia autora, który ciałem był w Izraelu, ale duchem w swoim rodzinnym kraju. Mówił po hebrajsku, ale pisał po czesku. Dlatego “Pieśń koguta” to słowiańskie zen. Ojcem twórczości Fischla-Dagana jest talent, matką tęsknota. Z takich genów rodzą się kunsztowne dzieła.

 

Ogromnie cieszę się, że z inicjatywy Wydawnictwa mogłam poznać starego doktora i jego przyjaciela, a teraz niektórzy z Was dowiedzą się o nich dzięki mnie. To piękna opowieść i… czysta przyjemność podążania za każdym jej słowem.

 

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czytelnik.

 


Polecane