Opowieści falenickie

Opowieści falenickie Barbara Wizimirska

“To nie jest na trzy tysiące znaków, to jest na książkę.” - napisała w swoim felietonie o żydowskiej Falenicy Małgorzata Halber. Czy taką właśnie książkę mamy przed sobą?

 

“Opowieści falenickie” to pojemny, obiecujący tytuł. Czytelnik otrzymuje monografię jednego domu - willi “Złota Marysieńka”, a ponieważ od 1988 roku jest ona własnością jezuitów, Autorka sporo miejsca poświęca także działalności samego zakonu.

 

Historię pięknego i pięknie ocalonego domu Wizimirska osadza na tle dziejów miasteczka-letniska, dziś części stolicy. Ech, można zatęsknić za przedwojniem, kiedy to na dwa, trzy miesiące do Falenicy ściągała “cała” Warszawa!

 

Falenica to nie Nica!*, ale i ceny inne, swojskie, lokalne… Liczył się zdrowy klimat, nieduża odległość od domu i dogodny dojazd koleją. Pensjonaty wyrastały jak grzyby po deszczu. I tak powstała “Złota Marysieńka” - własność Bronisławy i Stanisława Szaniawskich. Oczywiście w stylu “świdermajer”!, który drewno zamienia w koronki.

 

Po wojnie strach było patrzeć, jak willa niszczeje. Została zasiedlona przez przypadkowych, najczęściej tymczasowych mieszkańców z tzw. kwaterunku, którzy nie tylko nie dbali o mieszkania, ale wręcz je niszczyli i okradali. Ustalony przez państwo czynsz był śmiesznie niski, zaś podatek od nieruchomości wysoki. W końcu Maria Szaniawska-Wojciechowska (jej imieniem rodzice nazwali willę) postanowiła przekazać posiadłość jezuitom. Wybór instytucji był łatwy - do tego zakonu wstąpił jedyny wnuk Marii.

 

Po wojnie w Falenicy zmieniło się wszystko: skład ludzki i dominująca religia.

 

Szukam tego, co przetrwało; co wyłania się z przeszłości niczym widma… Pierwszy drewniany dworzec kolejowy i ten nowszy - już murowany, budynek stacji kolejki wąskotorowej, synagoga, mykwa, dawny żydowski dom starców, cmentarz z kilkoma macewami. Przebudowane, zaniedbane, wyparte… Nie tyle z krajobrazu, co pamięci.

 

Patrzę na przedwojenne zdjęcie gwarnej ulicy Handlowej, gdzie niemal wszystkie sklepy należały do Żydów. Przyglądam się drewnianym, pięknie dekorowanym domom, licznym szyldom. W oczy rzuca się niebanalny, wielki i okrągły zegar - wizytówka zakładu Izaaka Ringa.

 

O tym, że nie ma już żydowskiej Falenicy poetycko pisał Antoni Słonimski. Tego samego dowodzi prozą Barbara Wizimirska.

 

Tymczasem pamięć można łatwo przywrócić, udobruchać widma… Gdyby w tego typu działania włączyli się lokalni jezuici, byłby to piękny wers w chrześcijańsko-żydowskim dialogu.

 

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Akademickiego SEDNO.


* Nicea

 


Polecane