Niesamowici bracia Goldberg

Niesamowici bracia Goldberg Wojtek Biedroń

Książkę Wojtka Biedronia zaczęłam czytać zaraz po „1945. Wojna i pokój” Magdaleny Grzebałkowskiej. I dlatego już od początku byłam rozczarowana. Nie treścią, ale raczej językiem – zupełnie nie reportażowym, bardziej zwyczajnym, suchym, nie budzącym emocji. Przeszkadzało mi również to, że książka – chociaż opowiada losy prawdziwych postaci, Józefa Różańskiego i Jerzego Borejszy – jest powieścią, a więc autor nie obiecuje, że opisane przez niego wydarzenia są prawdziwe.

To było moje pierwsze wrażenie. Później jednak trudno było mi się od lektury oderwać  koniecznie chciałam wiedzieć jak potoczą się spotkania młodego Wojciecha z porucznikiem Różańskim.

„Pisarz to ktoś, kto zarabia na ludzkiej niegodziwości. I nie jest to żadna ekstrawagancja czy uzurpacja, tylko prosta reakcja na rynkowe zapotrzebowanie. Ludzie, ogólnie rzecz biorąc, czytają niechętnie. Ale jeżeli mają już coś przeczytać, to najchętniej czytają o ludzkiej niegodziwości,” pisze autor.

Czy to dlatego zdecydował się na podjęcie tematu braci Goldberg? Różański i Borejsza, chociaż byli braćmi, po rozstaniu rodziców wychowywali się oddzielnie. Ich losy toczyły się podobnym torem a często splatały ze sobą. Książka Biedronia rozbudza zainteresowanie ich biografiami, ale chyba nikomu nie przyjdzie do głowy, by współczuć uroczemu starszemu panu, jakim stał się Różański. Komunistyczny kat sam w końcu trafił do więzienia. Kiedy z niego wszedł, jego życie wcale nie było gorsze niż przedtem. W okresie PRL wciąż funkcjonował całkiem nieźle, stać go było na rzeczy, o których inni mogli pomarzyć. Biedroń ani na chwilę nie pozwala czytelnikom zapomnieć jakim człowiekiem był młodszy z braci Goldberg i jakich niegodziwości w życiu dokonał.

Drugi z braci, Jerzy Borejsza, był twórcą wydawnictwa Czytelnik, peerelowskim magnatem prasowym. Kiedy pojechał do Stanów Zjednoczonych, by podpisać umowę z amerykańskim partnerem, zatrzymał się w hotelu Waldorf Astoria. Jeden z pracowników recepcji pomagał mu podczas całego pobytu, rozmawiał z dziennikarzami, wziął udział w konferencji prasowej, a nawet wspólnie z Borejszą zorganizował małe show dla mediów. Następnego dnia został wezwany do dyrektora hotelu, który mianował go rzecznikiem prasowym. „To dlatego że u nas talentów się nie marnuje” – pada w książce. Ta anegdota (niezależnie od tego, czy prawdziwa, czy nie) świetnie wypada na tle nie tylko peerelowskiej, ale i naszej dzisiejszej polskiej rzeczywistości. Tutaj bardziej niż talent ceni się odpowiednie znajomości i układy. I pewnie długo tak będzie, bo kolejne pokolenia idą dokładnie tą samą ścieżką, wydeptaną dziesiątki lat wcześniej.

„Niesamowici bracia Goldberg” to ciekawa podróż w przeszłość oraz opowieść o tym, że jeśli los ma dla nas jakiś plan to nie jesteśmy w stanie zrobić nic, by go odwrócić. Najlepszym dowodem na to jest znakomite zakończenie tej książki.

 

Wojtek Biedroń „Niesamowici bracia Goldberg”, wyd. WAB

 

Katarzyna Markusz,

sierpień 2015

Polecane