To nie deszcz, to ludzie

To nie deszcz, to ludzie Monika Tutak-Goll

Zanim sięgnęłam po wywiad-rzekę z Haliną Birenbaum, zastanawiałam się, co może znaczyć intrygujący tytuł książki. Doszłam do wniosku, że to mrożąca krew w żyłach metafora wirujących w powietrzu Auschwitz popiołów.

 

Mniej więcej w połowie książki dowiedziałam się, że nie chodziło o śmierć, lecz życie - uratowane (wprawdzie nie na długo) bratowej Heli. Nie przeszła selekcji doktora Mengelego i wtedy w Halinę wstąpił demon. Krzykiem, płaczem, prośbami wybłagała u innego esesmana zmianę wyroku. Z całych sił uwierzyła, że: “To nie deszcz, którego nie da się zatrzymać, to ludzie, a ludzie zawsze mogą zmienić zdanie”. Tytuł książki nie tchnie zatem grozą, lecz optymizmem.

 

Przez Majdanek przeszła w balowej sukni i butach na wysokim obcasie. Jeden był złamany, mogła zatem bezkarnie kuleć, co zresztą bardzo jej pomogło. Wyszła żywa z komory gazowej, bo… mordercom zabrakło gazu.

 

Halina Birenbaum słynie z mocnych opowieści. Niczego nie ukrywa, nie przemilcza, nie wygładza. Nie dobiera słów i nie oszczędza słuchaczy. Mówi, jak było, a było strasznie - niewyobrażalnie strasznie. Razem z Nią schodzimy w obozową otchłań, na samo dno otchłani. Nie znam innych aż tak intensywnych i plastycznych wspomnień, które uwagę czytelnika napinają do granic wytrzymałości.

 

Wszystkich nas bierze na świadków…

 

Przez wiele lat ocalałych z Holokaustu nie traktowano w Izraelu dobrze. Spotykali się z pogardą, niechęcią, w najlepszym razie obojętnością. Nikt nie chciał słuchać wspomnień tych, którzy „szli jak barany na rzeź” i „pozwalali się przerabiać na mydło”. Galutowi (w domyśle „gorsi”) Żydzi ciągle słyszeli pytanie-zarzut: „Co zrobiłaś / zrobiłeś żeby przeżyć?”

 

Halina Birenbaum uporczywie trzymała się myśli, że przeczeka, przetrzyma, odzyska wolność. Szukała emocjonalnego oparcia w bliskich, choćby przypadkowo napotkanych osobach. Walczyła – każdego dnia o każdą kolejną minutę. Gdy trzeba było kradła (buty innej więźniarce; tylko dlatego, że jej własne ciągle ginęły sprzed łaźni), lub oszukiwała (sprzedała jako całość pół porcji maści na świerzb; wiedziała jednak, że tyle wystarczy, by pozbyć się problemu). Wierzyła w ludzi, czasami także w ludzkie odruchy oprawców. Równie ważne były – jak w przypadku każdego, kto przeżył – miliony szczęśliwych zbiegów okoliczności.

 

Jej powojenne losy to nie bajka, choć możemy mówić o happy endzie, w każdym razie bilansie in plus. Szczęśliwe drugie małżeństwo, udani synowie, spełniona misja świadka Zagłady, kilka opublikowanych książek i tomików poezji, spotkania z czytelnikami na całym świecie.

 

Wiara (w innych ludzi), nadzieja (na rychły koniec wojny), miłość (do bratowej, obozowej mamy, mężczyzny)… Taka triada to potężna siła, która pozwala przebrnąć przez błoto Auschwitz, rozproszyć dymy nad Birkenau. Lecz to błoto, te dymy wracają… w post-holokaustowej traumie, która dotyka także kolejne pokolenia.

 

O tym wszystkim jest rozmowa z Haliną.  

 

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Agora.

 


Polecane