Negroland. Zapiski z życia afroamerykańskich elit

Negroland. Zapiski z życia afroamerykańskich elit Margo Jefferson

Lepiej być młodą, piękną i bogatą. Przede wszystkim jednak białą. To refleksja stale obecna we wspomnieniach Margo Jefferson - przedstawicielki czarnych elit, uprzywilejowanej córki znakomitego lekarza.

 

“Stanowiliśmy trzecią rasę” - napisze. Obok białych i plasujących się niżej w hierarchii społecznej czarnych. Podwójnie obcy - odrzucani zarówno przez “gorszych”, jak i “lepszych”; miotani poczuciem winy za odniesiony sukces; upokarzani pozorną akceptacją tych, którym tak bardzo pragnęli dorównać.

 

Tolerowani w ramach ściśle kontrolowanego eksperymentu - integracji pod zinstytucjonalizowanym nadzorem. Do wybranych dzielnic, osiedli, budynków mieli prawo wprowadzać się nieliczni, tzw. pożądani czarni. Bogaci, wykształceni, ustosunkowani. Niczym aktorzy bezbłędnie odgrywający role w stricte pod nich napisanej sztuce. Trudnej sztuce życia wśród białych.

 

Biali, biali i czarni, czarni i biali, czarni - takim przemianom uległy z czasem owe starannie wybrane dzielnice, osiedla, budynki. Przedstawiciele agencji nieruchomości agitowali: “(...) chętnie wykupimy wasze domy i sprzedamy je Murzynom znacznie drożej niż wy, biali, byście za nie płacili. Idąc do banku, przez całą drogę będziecie się śmiać.”

 

Nie do śmiechu było czarnym z getta, czarnej arystokracji, ani nawet czarnym udającym białych - jak na przykład wujowi Autorki. Ileż on się nasłuchał rasistowskich uwag! Nie pomogło ignorowanie, dyskusje, kłótnie. Na emeryturze wrócił do korzeni. I wtedy zaatakowała go własna rodzina. Nie dlatego, że udawał białego, ale że tak mało jako biały osiągnął.

 

Bycie najlepszym - mechanizm ratujący własne ego, a zarazem wycelowana w białych broń. Czarny, który jest im w stanie dorównać; czarny, który ich przewyższa - drażni podwójnie.

 

Z murzyństwa warto czerpać siłę, tyle, że jest to trudne, żyjąc równocześnie w dwóch światach, a tak naprawdę w żadnym z nich.

 

USA doby lat 50-tych, 60-tych to ciągle jeszcze rasistowski kraj, lecz gdy masz pieniądze, twoje życie nigdy nie jest pozbawione blasku. W “Negrolandzie” też.

 

Autorka udowadnia jak długą i wyboistą drogę musi często przebyć papierowa ustawa, by zakorzenić się w społecznej świadomości, wpłynąć na mentalność i światopogląd. Robi to z pozycji jednostki, której doświadczenie zawsze jest bezcenne, jedynie słuszne i prawdziwe. Statystyki - o ile nie kłamią, spłycają rzeczywistość.

 

Uważnie wsłuchuję się w opowieść Margo. Smutną i fascynującą zarazem. Opowieść, którą kończy słowami: “Idź dalej”. Czy kres owej wędrówki nastał wraz z wyborem Baracka Obamy na prezydenta USA?

 

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa W.A.B.

 


Polecane