Mój dziadek fałszerz

Mój dziadek fałszerz Charlotte Krüger

Po zakończeniu wojny ukrywał się, ale alianci deptali mu po piętach. Grozili jego żonie aresztem, jeśli nie wyda miejsca pobytu męża, więc któregoś dnia sam zgłosił się do siedziby brytyjskiej żandarmerii wojskowej. Żołnierze żartobliwie pytali, czy nie ma przy sobie paru funtów.

 

Bernhard Krüger - bo o nim mowa - kierował największą w historii akcją fałszowania pieniędzy. Zamknięci w wydzielonym sektorze obozu Sachsenhausen Żydzi podrabiali brytyjskie funty, amerykańskie dolary i - niejako przy okazji - paszporty i inne potrzebne Niemcom dokumenty.

 

Wnuczka Krügera podjęła ów sensacyjny wątek przede wszystkim po to, by poznać swojego dziadka - takiego, jaki był naprawdę. W ten sposób dołączyła do grona potomków nazistów, którzy publicznie rozprawiają się z niechlubną rodzinną historią; osób takich jak Martin Pollack, Niklas Frank, Monika Hertwig, czy Jennifer Teege. Kolejna “uwikłana” weszła na wyboistą ścieżkę.

 

Przy rodzinnym stole wszyscy mogą poruszyć temat III Rzeszy, ale tylko “uwikłani” dyskutują wtedy nie o historii, a o sobie samych. Dlatego książka Charlotte Krüger to świetne auto-studium trzeciego pokolenia sprawców; ich emocji, rozterek, trudności, z jakimi się borykają, jeśli są przyzwoitymi ludźmi.

 

Był nazistą, ale nie zbrodniarzem - tak o Bernhardzie lubili mówić jego bliscy: siostra i syn. Nawet wnuczka przyznaje, że myśli o nim podwójnie, rozdzielnie - jak o dwóch osobach: kochanym dziadku i strasznym esesmanie. Sama oskarża i obrzuca błotem, ale innym na to nie pozwala, przyjmując rolę obrońcy.

 

W zbieraniu materiałów do książki jest uczciwa. Przetrząsa archiwa, rozmawia zarówno z obiektywnymi historykami, jak i subiektywnymi świadkami opisywanych zdarzeń, w tym z byłym fałszerzem - Jackiem Plaplerem. Ostrożnie korzysta z pozostawionego przez dziadka pamiętnika.

 

Bernhard Krüger miał dużo szczęścia. W procesie denazyfikacyjnym otrzymał kategorię “współpodążający”. Wyszedł na wolność, pracował. Wymigał się także z późniejszych oskarżeń o morderstwo więźniów chorych na gruźlicę. Śledztwo umorzono z braku dowodów. Otrzymywał miłe listy od byłych “pracowników”, którzy dobrze o nim mówili, bronili go. To dezorientuje i każe myśleć o Krügerze jak o człowieku-zagadce.

 

Sam uważał się za dobrego, posłusznego żołnierza i był pewny swojej niewinności. Czy dlatego nie uciekł z kraju? On, który fałszował paszporty dla kolegów z SS! Po wojnie kpił, że “poza nim i Hitlerem nie było w Niemczech żadnych nazistów.”

 

“Uwikłani” to o wiele większa, niż nam się wydaje grupa ludzi i o wiele głębszy temat do analiz.


Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Prószyński i S-ka.

 


Polecane