Księga listów

Księga listów Bruno Schulz

 

 Schulz nie napisał autobiografii. Schulz całe życie pisał listy. To głównie dzięki nim (nie licząc wspomnień, np. jego dawnych uczniów) wiemy dziś to, co wiemy o człowieku dwojga talentów, na równi wielkich.
 
Listy stanowiły nić łączącą Brunona ze światem zewnętrzym: światem dużych miast i znanych ludzi - pisarzy, artystów, z którymi czuł duchowe, intelektualne powinowactwo i których potrzebował do wymiany myśli. Sam od urodzenia był związany z Drohobyczem - miasteczkiem tyleż urokliwym, co prowincjonalnym.
 
Pióro i papier listowy zapewniały Schulzowi kontakt z innymi ludźmi - intensywny, a zarazem bezpieczny. Ten depresyjny introwertyk najlepiej czuł się w zaciszu czterech ścian własnego pokoju.
 
Wreszcie najbardziej prozaiczny powód pisania listów... Znaczek kosztował o wiele mniej niż bilet. Bilet, hotel, spotkania towarzyskie, kobiety... Ten utrzymujący z niewielkiej pensji siebie i najbliższą rodzinę nauczyciel gimnazjalny przez całe życie borykał się z problemami finansowymi.

Poza wszystkim lubił pisanie listów - ów kontrolowany rejestr myśli i uczuć, ową małą literaturę. Pisał na brudno, cyzelował, poprawiał - to dlatego jego listy są takie... ładne. Równe rzędy małych, schludnych literek. Tzw. maczkiem - skromnie i cicho skarży się na pracę w szkole, nawracające stany depresyjne, problemy z wyjazdem do Paryża, czy zerwanie zaręczyn. Proza życia wyraźnie szkodzi temu niezaradnemu człowiekowi. Proza życia osłabia jego siły i chęci twórcze. Dlatego tak wytrwale prosi stosowne władze o dłuższy urlop dla poratowania zdrowia, czy kontynuowania pracy literackiej.

Niemoc twórcza to częsty temat korespondencji Schulza. Wierzy w swój talent, to znowu go podważa, szuka akceptacji osób, którym ufa. Sam recenzuje i prosi o recenzje. Nie potrafi krytykować twórczości innych, czy robi to dla własnych korzyści? Ma doskonały gust literacki - szczerze chwali Tuwima, Gombrowicza, a nieszczerze, acz wylewnie grafomańskie wiersze Szumana, bo... ten może dopomóc debiutowi Schulza.

Są i listy czysto praktyczne: prośby o pomoc w załatwieniu jakiejś trudnej, a nie cierpiącej zwłoki sprawy (np. paszportu, dewiz, fikcyjnego meldunku na Śląsku), prośby o interwencję w sprawie więzionego na Węgrzech byłego ucznia, polecanie tzw. “życzliwej uwadze” tego i owego twórcy.

Gdy sam długo nie odpisuje - gorąco przeprasza, gdy ktoś inny zwleka z listem - niepokoi się i winy szuka w sobie.

Spośród wielu - zbyt wielu niezachowanych listów Schulza (zarówno jako nadawcy, jak i odbiorcy) najbardziej żal tych do Józefiny Szelińskiej, oraz Debory Vogel. Gdyby dane im było ocaleć, czytelnik “Księgi...” byłby świadkiem narodzin Wielkiej Miłości, oraz Wielkiej Prozy. Obie kobiety fascynowały Brunona. Jedna została jego narzeczoną, druga powierniczką niezwykłych historii - zalążka późniejszych “Sklepów cynamonowych”.

W chwili rzadkiego optymizmu Schulz zanotował swoim schludnym, czytelnym charakterem pisma: “Życie mogłoby być ładne.”* Nie było. Co najwyżej chwilami znośne. I nic tak dobrze tego nie dokumentuje, jak “Księga listów”. Także Wielka, największa na jaką pozwolił kapryśny los i okrutna historia.

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

*fr. listu do Zenona Waśniewskiego

Książka recenzowana dzięki uprzejmości Wydawnictwa słowo/obraz terytoria.


Polecane