Jurata. Cały ten szpas

Jurata. Cały ten szpas Anna Tomiak

Weź piękny pusty teren nad morzem, który zdobią szerokie piaszczyste plaże, sosnowe lasy i zbuduj kurort. Uszanuj istniejący drzewostan, zachowaj spore odległości między budynkami, nadaj im jednolite wykończenie. Zaprojektuj wszystko od początku do końca – z głową i sercem. Od dworca kolejowego począwszy, na luksusowych hotelach kończąc.

Takie właśnie szczęście, możliwość przemyślanego działania i rozmachu mieli twórcy Juraty, która imię wzięła od litewskiej bogini Bałtyku, a fundusze od żydowskiego inwestora. Mojżesz Lewin „uwielbiał wielkie towarzystwo, żarty, zabawy i popijawę.”

Tytułowy „szpas” świetnie ilustruje emanujące radością, beztroską i wdziękiem zdjęcie na okładce książki. Choć czarno-białe – iskrzy słońcem, opalizuje brązem skóry. Przed wojną nikt się nie bał słońca!

 

Już nie Sopot, nie Gdańsk – Jurata! Nowy bodziec, potrzeba, podnieta. „Raik dla ludzi zamożnych” – jak mawiała Magdalena Samozwaniec, spędzająca w rodzinnej willi, a czasami hotelu Lido niezapomniane wakacje. Bungalow familii Kossak do dziś zdobi osadę. Przekształcony w skromną kawiarnię, podtrzymuje pamięć o malarzu Wojciechu, poetce Marii, satyryczce Madzi.

Jurata w czasie II wojny światowej nie została zniszczona, a jedynie zgermanizowana i zmilitaryzowana. Powstały liczne schrony, bunkry, okopy; wiele lat po zakończeniu działań odnajdywano wszelkie możliwe rodzaje broni. Zamienionym na szpitale hotelom i pensjonatom przywrócono dawne funkcje, oczywiście w nowej politycznej odsłonie.

Komuna próbowała ukształtować Juratę na swój obraz i podobieństwo. Także tutaj skrzeczała siermiężność, lecz jej odgłos tłumił kojący szum morza. Zastępy ciekawych znajomych, złota plaża i zieleń lasu ubarwiały szarą codzienność.   

 

Dziś słynie głównie z prezydenckiego ośrodka „Mewa”, o którego terytorialną przynależność kłóci się z Helem. Wyremontowany i przebudowany za rządów Kwaśniewskiego zasługuje na miano polskiego Camp David.

Książka Anny Tomiak dowodzi, że biografie miejsc mogą być równie fascynujące, co biografie ludzi.

 

Nowoczesna, zabawna, szalona, zatoce i morzu poślubiona… Od 1928 roku do dziś. Tylko czy aby wykwintnego szpasu nie zastąpił pospolity szpan? Z tym pytaniem nieustająco mierzą się jej stali bywalcy.

Wsiądźcie w pociąg, samochód, samolot i pędźcie do Juraty. Jeszcze zdążycie przed kolejnym sezonem. Przeczytajcie książkę Anny Tomiak, wykopcie grajdoł na plaży, pogadajcie przy filiżance kawy. Zamiast słuchać dudniącej muzy, wylegiwać się na four-poster-bed za „jedyne” sto pięćdziesiąt złotych, gapić w ekran najnowszego smartfona.

 

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarne.

 


Polecane