Feluni

Feluni Ewa Kuryluk

„(…) siostra starsza spełni obowiązek święty i ocali od zapomnienia brata młodszego…”

Ewa Kuryluk zrobiła znacznie więcej: ocaliła od zapomnienia całą najbliższą rodzinę. Zrobiła to aż w trzech odrębnych książkach. Naturalną koleją rzeczy pewne wątki powtarzają się w każdej z nich, jednak ogrom traumy, z którą musiała zmierzyć się rodzina Kuryluków tłumaczy wszystko.

„Goldi”, „Frascati”, „Feluni” są jak wieloletnia (auto)terapia Autorki. Tylko ona umknęła ciężkim chorobom, politycznym nagonkom, przedwczesnej śmierci. Czy czuje się z tego powodu winna? Składa hołd inteligentnym, zdolnym, wrażliwym bliskim, dla których los nie był łaskawy. Spłaca prywatny dług, ale także rozlicza się z psychiatrią w komunistycznej Polsce.

To nie było leczenie, raczej „ubijanie” pacjenta chemią, żeby personel miał upragniony święty spokój. Drakońskie dawki leków, w dodatku nie tak nowoczesnych jak obecne wywoływały liczne skutki uboczne. Nikt nie traktował chorych indywidualnie.

Spotkało to przede wszystkim brata Autorki – zarówno w Tworkach, jak i Branicach, skąd musiała zabrać Piotra fortelem. Pazernym na obcą walutę opiekunkom domowym nie można było ufać, publiczne ośrodki funkcjonowały jak przechowalnie. Pewnego razu Piotr został pobity, najprawdopodobniej także zgwałcony.

 

Dużo wcześniej zachorowała matka Ewy Kuryluk. Kilkulatka była świadkiem próby samobójczej matki, bezradności ojca, brutalności sanitariuszy. Innym razem radość z wyjścia matki na przepustkę zburzyło nagłe pogorszenie nastroju. Na tyle poważne, że jeszcze tego samego dnia pacjentka musiała wrócić do szpitala.

 

Oczekując drugiego dziecka, Miriam zapadła na psychozę ciążową. Elektrowstrząsy i wywołany nimi okropny ból z pewnością nie pozostały bez wpływu na płód. Po urodzeniu Piotra jej stan się sukcesywnie pogarszał.

 

Matka chciała poderżnąć gardło synowi; rozebrany do naga syn krzyczał na ruchliwym warszawskim skrzyżowaniu: “Jestem Chrystusem, ukrzyżujcie mnie!” Może chciał w ten sposób wyrazić, że jest Żydem? “Przyznać się”, jak twierdzą niektórzy.

 

Miriam nigdy nie wyszła z Holokaustu. Szpital psychiatryczny był miejscem Akcji T4 - eutanazji kalek i umysłowo chorych. Miała wiele tego typu skojarzeń. Co bardziej “dopadło” jej syna: żydostwo czy ciężka choroba? Czyżby w czasach komuny, atmosferze wszechobecnej antysemickiej nagonki schizofrenicy cenzurowali samych siebie?

 

Źli ludzie psują imiona: Adolf (Hitler), Feliks (Dzierżyński). Miriam nazwała syna Piotr, chciała Feliks - stąd nieformalne zdrobnienie Feluni. Może powinien być nie Piotr, nie Feluni, tylko Chaim - życie? Nie ocaliła syna.

 

„Goldi”, „Frascati”, „Feluni” - ojciec, matka, brat. Antysemityzm, Holokaust, schizofrenia - trzy dominanty w familii Kuryluków; czarne rozdziały rodzinnej historii; białe kalie na kolejnych grobach.

 

Napisany intymnym, właściwym tylko tej rodzinie językiem “Feluni” zamyka tryptyk. To smutna, a zarazem piękna i ważna książka.

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego.

 


Polecane