Dziwniejsza historia

Dziwniejsza historia Remigiusz Ryziński

Zacznę od końca. Czy głównym bohaterom “Dziwniejszej historii” udało się stworzyć trwałe związki? Najkrótszy trwał trzydzieści sześć lat.

 

Na pierwszy rzut oka to rzecz o gejach w przedwojennej, wojennej i komunistycznej Polsce. Patrząc szerzej - o wykluczonych. Czasami - jak w przypadku prof. Michała Głowińskiego - wykluczonych podwójnie, z uwagi na orientację seksualną i żydowskie pochodzenie.

 

Potoczysta, soczysta opowieść Huberta; powściągliwa i skromna Michała. Król życia contra naukowiec. Ten, który wydzierał (pazurami, acz nie bez wdzięku) swoją wolność dzień po dniu, kawałek po kawałku i ten, który znacząco ją cenzurował. Nic dziwnego, że to Hubert zdominował narrację.

 

Autor nie tylko słuchał, także zaglądał do SB-ckich teczek, ale nic nie zastąpi relacji z pierwszej ręki. Suchy raport zawsze przegra ze spowiedzią życia.

 

Środowisko gejowskie znało się doskonale. Miało swoje miejsca spotkań: modne kawiarnie na elegancki podryw i publiczne toalety na jednorazowy numerek. Namiętnie organizowano domówki, przyciągające zarówno przyjaciół, jak i przypadkowo poznane osoby, np. pięknych mundurowych pełniących wartę przy Grobie Nieznanego Żołnierza.

 

W czasie wojny nie stroniono od intymnych kontaktów z Niemcami. Co więcej, eleganccy i pachnący oficerowie byli w cenie.

 

Szerzyły się choroby weneryczne, w przeciwieństwie do przekleństwa niewiernych - AIDS. Rzadko sięgano po prezerwatywy.

 

Chuć. To słowo wisi w powietrzu, elektryzuje, najlepiej oddaje gejowski klimat tamtych lat. Manifestacja popędu, ale i niezgoda na zepchnięcie w niebyt.

 

Reportaż Ryzińskiego to historia z happy endem - zarówno w wymiarze osobistym, jak i społecznym. Już nie trzeba bać się i milczeć, chwiejnym krokiem “wychodzić z szafy”. Można być (sobą), mówić (otwarcie), oddychać (swobodnie), żyć (pełnią życia).

 

Oczywiście zawsze znajdzie się jakaś prowincja i jakaś krytyczna instytucja. Jestem realistką; wiem, w jakim kraju żyję. Jednak zmiana w podejściu do osób LGBT jest ogromna.

 

Okładka książki musiała mieć kolor różowy… Dziś interpretowany w jedyny słuszny sposób - optymistycznie.

 

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarne.

 


Polecane