Dziecko w śniegu

Dziecko w śniegu Włodek Goldkorn

Włodek Goldkorn reprezentuje “drugie pokolenie” ocalałych, co zapewnia mu szczególne miejsce w przeżywaniu i analizie Zagłady. Jakby jedną stopą stał w gorącej, drugą w zimnej wodzie. W tym przypadku nawet statystyk nie powie, że odczuwalna temperatura ciała jest umiarkowana.

 

Sielskie dzieciństwo spędzane w pięknym poniemieckim mieszkaniu w Katowicach splatało się z budzącymi niepokój faktami: wszechobecną (na meblach, talerzach, sztućcach) swastyką; bliskością Auschwitz, do którego się nie jeździło, ale o którym się opowiadało; zabawami w esesmanów i więźniów; milczeniem, lub gadulstwem krewnych.

 

W 1968 roku musiał opuścić Polskę. Żegnał się z nią kwiatami złożonymi pod Pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie. Jego pożegnał celnik życzeniem, żeby zawsze śnił o “polskich kwiatach”. Luksusowa emigracja - sypialnym, nie bydlęcym wagonem.

 

Nie był w stanie żyć w Izraelu. Konflikt, wojny, okupacja wojskowa wygnały go do Niemiec. Tu z kolei przeraził fakt, iż nawet przypadkowa znajomość z dziewczyną może skończyć się konfrontacją z nazistowską przeszłością jej rodziny. Wybrał Włochy. Skoro i tak bez domu, to przynajmniej w najpiękniejszym kraju na świecie.

 

W 1987 roku po raz pierwszy otrzymał wizę do Polski. Powitał ją tak, jak pożegnał - wiązanką kwiatów pod Pomnikiem Bohaterów Getta. Był przyjacielem jednego z nich - Marka Edelmana. Od niego nauczył się dosadnego wyrażania myśli, czy też była to ich cecha wspólna?

 

Analizę literatury i filmografii holokaustowej podsumowuje słowami: “Munk, Borowski i Levi nie wystarczą: trzeba zmierzyć się z otchłanią.” Więc się mierzy. Auschwitz, Bełżec, Sobibór, Treblinka… Notuje myśli nieoszlifowane poprawnością polityczną.

 

Jak bardzo wszechstronnie by Autor nie zgłębiał tematu Szoa, pozostanie on niepojętym - niczym porzucone przez matkę, tytułowe dziecko w śniegu.

 

Nie musimy rozumieć. Mamy pamiętać.

 

“Mówi się, że kiedyś w kopalniach trzymano kanarki, znane z wrażliwości na gaz. Kanarki ostrzegały górników, kiedy nadchodziła katastrofa. Dla mnie pamięć to taki kanarek w kopalni, ona każe mi krzyczeć na alarm, gdy czuję fetor rasizmu.”

 

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarne.

 

Polecane