Dzieci Kazimierza

Dzieci Kazimierza Michał P. Garapich

To dzieje rodziny, która przypomina meandrującą rzekę z licznymi - prawo i lewobrzeżnymi dopływami.

 

Tytułowy Kazimierz - urodzony w XIX-wieku ziemianin spłodził ponad dwadzieścioro dzieci, większość z tzw. nielegalnego łoża. Czasy to były takie, że panom wolno było wiele, także upatrzeć sobie i zniewolić niejedną ładną włościankę. Gdy dziewczyna zachodziła w ciążę - wypędzano ją bezpardonowo, czasami z kilkoma groszami w węzełku. 

 

Kazimierz miał bardziej pański gest - matkom swoich dzieci przydzielał morgi i budował domy; pewnie żeby nie stracić kochanek, a i ludziom choć trochę zamknąć usta. Pozwalał dworskim i włościańskim dzieciom wspólnie bawić się i polować, jednak myliłby się ten, kto by sądził, że dzieci, czy matki były sobie równe. 

 

I tak z pokolenia na pokolenie przechodziła obustronna krzywda: odrzuconych “lewaków”, upokorzonych “prawowitych”. 

 

Mityczne polskie Kresy, Cebrów, dwór i wieś… Dziś została już tylko ta ostatnia, po dziejowych burzach przynależna Ukrainie. Kilka niewiele wartych rodzinnych przedmiotów, pamiętniki stryja Pawła, opowieści cioci Elli.

 

Jest i Autor - Michał P. Garapich - potomek, który scala strzępki minionego świata i zaprasza (mniej, lub bardziej dosłownie) swoją wielką międzynarodową rodzinę na niedzielny obiad. Michał P. z “tych” Garapichów - co to i po mieczu, i po kądzieli. Pierwszy, który historię rodziny opowiada odważnie: bez przemilczeń, niedomówień, uprzedzeń, wypaczających prawdę emocji. Pierwszy, który nie uważa, że brudy trzeba prać we własnym domu. Pierwszy, który wyrzuca wszystkie trupy z szafy i oczyszcza atmosferę.

 

Gorzej, niż własne “lewe” dzieci ród Kazimierza traktował tylko Żydów.  

 

Antysemityzm; wyzysk i pogarda wobec tych, którym ślepy los przeznaczył niższe szczeble drabiny społecznej; przemoc seksualna i podłe traktowanie kobiet; życie ponad stan - to także cechy grupy, którą tak chętnie wycierają sobie gęby współcześni polscy “patrioci”; wszyscy ci zacietrzewieni narodowcy, którzy z hymnem na ustach, flagą w dłoniach i kominiarkami na twarzach maszerują, by wykluczać kolejnych innych. Zawsze się jakiś znajdzie, jak nie bastard i Żyd, to lesbijka, uchodźca, dziecko z in vitro.

 

“(...) ta historia nie ma końca…” Liczba samych prawnuków Kazimierza zbliża się do setki. Coraz bardziej rozrzedzona krew, coraz głębsza niepamięć… Teraz wszyscy mają (mamy) książkę, która sprawiedliwości nie przywróci, ale wiarę w sprawiedliwość tak.

 

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarne.

 


Polecane