Dzieci Hitlera

Dzieci Hitlera Gerald Posner

Mianem „dzieci Hitlera” określano już niemieckich żołnierzy, członków Hitlerjugend, wychowanków Lebensborn. Tym razem chodzi o potomków prominentnych nazistów – głównych architektów zbrodni, ludzi z najbliższego otoczenia Führera.

Wyzwalaczem pomysłu napisania książki był Rolf Mengele, z którym Autor spotykał się i rozmawiał przy okazji weryfikacji autentyczności pamiętników i listów „Anioła Śmierci”.

Warto postawić kilka istotnych pytań. Czy dzieci są winne zbrodni rodziców? Oczywiście nie. Każdy z nas odpowiada jedynie za własne słowa i czyny. Czy powinno na nie spadać odium złej rodzicielskiej sławy? Nie. Czy powinny się zrehabilitować za ojców? Wystarczy, że będą przyzwoitymi ludźmi. Czy mają prawo kochać rodzica-mordercę? Jeśli był dobry dla nich i rodziny, trudno oczekiwać, by nie kochały. Na ile jednak można oddzielić ojca od zbrodniarza? I na ile morderca może być cudownym ojcem?

Najtrudniejsze wreszcie pytanie… Czy dziecko nazisty powinno złożyć donos na rodzica? Tylko jeden z bohaterów książki stanął przed takim dylematem. Rolf Mengele nie ujawnił kryjówki ojca. Czyż jednak sąd nie daje bliskim prawa do odmowy składania zeznań?

Jak rozmówcy Posnera poradzili sobie, lub jak sobie nie poradzili z ekstremalnie trudnym dziedzictwem?

 

Niklas Frank odczuwa nienawiść do obojga rodziców, do ojca większą. Napisał dwie rozliczeniowe książki, spotyka się z czytelnikami, wystąpił w kilku filmach dokumentalnych. Nie unika trudnych pytań. Jego brat Norman był rozdarty między miłością do ojca i niechęcią do nazisty. Ingeborg Mochar została psychoterapeutką i wyszła za mąż za Żyda. Wolf Hess oskarżał aliantów, a dopóki ojciec żył – bronił go i próbował wydostać z więzienia. Rolf Mengele publicznie przeprosił za zbrodnie ojca i przyznał, że wstydzi się być jego synem, lecz czuje do niego obojętność, nie nienawiść. Edda Göring do końca swoich dni pozostała zakochaną w tatusiu nazistowską księżniczką.

 

Nazwisko mrożące krew w żyłach to korzyść, czy obciążenie? Odpowiedź wcale nie jest oczywista. Życiorysy “dzieci Hitlera” dowodzą, jak silny w niemieckim narodzie jeszcze długo po wojnie był narodowosocjalistyczny duch, który kazał współczuć dzieciom Franka i potępiać dzieci Stauffenberga - niedoszłego zabójcy Führera.  

 

Czy nazwiska zbrodniarzy w ogóle powinny wybrzmiewać, tym bardziej multiplikowane w postaci ich dzieci i wnuków? Tak. To także część historii, a tej wszak nie wolno (i nie warto) zakłamywać. Z empatią dla Ofiar można badać wszystko, przyglądać się każdej patologii, czytać każdą biografię mordercy. Kręgosłup moralny i właściwa optyka wystarczą.

 

Z traumą trzeba się mierzyć. Nie zawsze potrafimy to zrobić sami, częściej z pomocą psychoterapeuty. Przepracowana trauma stanowi wartość dodaną i można z niej uczynić atut: zło przekuć w dobro.

 

W nielicznych życiorysach “dzieci Posnera” pobrzmiewa taki właśnie sukces.

 

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak Horyzont.

 


Polecane