Dzieci Hitlera. Losy urodzonych w Lebensborn

Dzieci Hitlera. Losy urodzonych w Lebensborn Dorothee Schmitz-Köster, Tristan Vankann

Lebensborn (Źródło życia) - oczko w głowie Heinricha Himmlera, marzącego o odrodzeniu krwi niemieckiej i hodowli ludzi czystych rasowo. Ośrodki Lebensbornu postrzega się dzisiaj jako centra rozpłodowe, a nawet domy publiczne dla elity SS, korzystającej z usług kobiet aryjskich. Jak każdy wysoko “zaopiekowany” i dyskretny projekt obrósł on w mity, które obala książka Dorothee Schmitz-Köster i Tristana Vankanna.

 

Zarówno matki, jak i ojcowie dzieci, które miały przyjść na świat w jednej z willi Lebensbornu musieli przedstawić świadectwo aryjskiego pochodzenia, świadectwo zdrowia i zaświadczenie o braku obciążeń genetycznych. Mile widziana była służba ojca w szeregach SS, lub przynajmniej członkostwo NSDAP. Same ośrodki zaś pełniły rolę izb porodowych, domów matki i dziecka, lub przejściowych domów dziecka, jeśli matka biologiczna nie chciała, bądź nie mogła zająć się potomstwem. Z czasem trafiało ono do adopcji.


Z uczestnictwa w programie Lebensborn korzystały zatem przede wszystkim kobiety, które ukrywały przed rodziną i sąsiadami panieńskie ciąże, a co za tym idzie, mniej lub bardziej przygodne romanse z żonatymi mężczyznami. III Rzesza zachęcała, a nawet obligowała wartościowe rasowo kobiety do rodzenia dzieci, aborcja spotykała się z potępieniem.


Bez względu na to, czy mówimy o “pomocy” samotnym niemieckim matkom, czy wywożeniu i germanizowaniu jasnowłosych i niebieskookich dzieci z okupowanych krajów słowiańskich (drugie oblicze instytucji Lebensborn), projekt ten - idealnie wpisujący się w nazistowską doktrynę segregacji rasowej - zasługuje na potępienie.


Dzieci Lebensbornu oskarżają - oto najkrótsze podsumowanie książki Dorothee Schmitz-Köster i Tristana Vankanna. Dwudziestu rozmówców, dwadzieścia historii życia z Lebensbornem w roli głównej. Trauma, brzemię, osad i cień. Nie dla wszystkich, ale z pewnością dla większości, dziś już dożywających swych dni staruszków. Obok Upragnionej, Akceptowanego, Chcianego, czy Oczekiwanej - Odepchnięta, Zapomniany, Wyeliminowana, Zniemczona, Wymazana i Poddany Selekcji. Te przydomki, a zarazem tytuły kolejnych opowieści nie są przypadkowe. Wskazują jak bardzo przedmiotowo naziści traktowali dzieci, nawet tzw. dzieci Hitlera - te, które miały wyrosnąć na nadludzi.


Każde z nich obciąża gorzka świadomość uwikłania biologicznych rodziców w System, udzielania mu fanatycznego poparcia, w najlepszym razie biernej akceptacji. Jedno pytanie pociąga drugie… Kim jestem ja, któremu (której) wyprawiono uroczysty nazistowski chrzest? Nadano imię, trzymając sztylet SS nad moją głową, a matkę i tzw. ojca chrzestnego zobowiązano do  wychowania mnie w duchu narodowosocjalistycznym?


Naziści przeceniali genetykę, a ta kpiła sobie z obłąkańczych zasad i rodziły się jasnym, zdrowym, nieobciążonym rodzicom ciemne, chore, obciążone dzieci.


Lektura poruszających wspomnień tych, którzy “powstali w Lebensbornie i przez Lebensborn” rodzi szersze refleksje. Jak bardzo my - współcześni możemy ingerować w tajemnicę życia? Na tyle, na ile pozwala nam wiedza i technika, które nie służą idei człowieka, ale samemu człowiekowi.


Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Prószyński i S-ka.

 

Polecane