Dom z dwiema wieżami

Dom z dwiema wieżami Maciej Zaremba-Bielawski

Tytułowy dom z dwiema wieżami to potężny budynek istniejącego do dzisiaj szpitala psychiatrycznego w Kościanie. Wychowywać się w domu wariatów, samemu będąc normalnym… Czy to nie trafna metafora kraju i ustroju, w którym przyszło żyć Autorowi?

 

Komunistyczna antysemicka Polska… O niej mowa.

 

To historia na pozór banalna… Związku Żydówki z o wiele starszym od niej gojem o szlacheckim rodowodzie; lekarzem psychiatrą; mężczyzną, który miał ukoić wojenne traumy, być oparciem i tarczą ochronną. Przez wiele lat tylko on wiedział, kim jest i przez co przeszła Lila.

 

W 1968 roku dowiadują się także ich synowie (najstarszy to Maciej). Z dnia na dzień zyskują nową tożsamość wraz z dokumentem podróży w jedną stronę. Wspólnie z matką opuszczają Polskę. Ojciec zostaje - ze względu na podeszły wiek i zawodowe dokonania.

 

Siedemnastoletni chłopak rozpoczyna samotną walkę emigranta…

 

W “Domu z dwiema wieżami” w tle rodzinnej historii wybrzmiewa chichot Losu, prowokując do refleksji ogólniejszej natury. Oba wątki przenikają się i zderzają ze sobą, wzajemnie tłumaczą i uzupełniają. Są jednak pytania, na które nawet psychiatria nie zna odpowiedzi.

 

Czego nowego dowiedziałam się z lektury “Domu…”? Całkiem sporo o polskim antysemityzmie. Ogólnokrajowym (“paragraf aryjski” w statucie Związku Lekarzy Państwa Polskiego z 1937 roku) i lokalnym (sylwetki dwóch krzeszowickich kolaborantów i żydożercy Juliusza Harbuta - prześladowcy dziadka Autora). “Niemcy nie są dobrzy w rozpoznawaniu Żydów.” Kto jest dobry?

 

Odkryłam, czym w czasie wojny były oficerskie obozy jenieckie. W jednym z nich w warunkach sanatoryjnych doczekał wyzwolenia ojciec Autora.

 

Poznałam lekarza, o którym wcześniej nie słyszałam - dr Oskara Bielawskiego - prekursora nowoczesnej psychiatrii w Polsce. Człowieka, którego dwie największe zawodowe porażki dowodzą, jak świetnym był specjalistą. Tak, właśnie tak, nie inaczej. Dziś szpital, z którego kiedyś zwolnili go komuniści nosi jego imię. Piękny i zasłużony gest współczesnych, historycznie… spóźniona sprawiedliwość.

 

Książka Zaremby-Bielawskiego jest właśnie o tym, że w życiu można się spóźnić. To przede wszystkim opowieść o ojcu i dla ojca. Pisze, żeby coś jednak z tego było, skoro nie może być już nic.

 

Elegancka narracja… głębia przekazu… przyjemność czytania...

 

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Karakter.

 


Polecane