Dom, którego nie było

Dom, którego nie było Łukasz Krzyżanowski

Wracali, by potem szybko opuścić Polskę. Z obozów koncentracyjnych i Związku Radzieckiego, gdzie Żydów ocalało najwięcej. Nieświadomi skali Zagłady, przeżywali szok, zastając puste domy, dzielnice, miasteczka. Nie potrafili mieszkać na cmentarzu.

 

Tylko tak chcemy o nich myśleć, by nie myśleć o… swoim udziale w wypędzeniu Żydów z powojennej Polski.

 

Pamiętacie “Strach” Jana Tomasza Grossa i stawiane tej książce zarzuty? Jednowymiarowość, radykalizm, ostry język… Każdy pretekst dobry, by odrzucić niewygodną prawdę, ale… rozumiem… Chcecie pozycji naukowej, nie eseju? Proszę bardzo! “Dom, którego nie było” spełnia te oczekiwania i… zamyka krytykantom usta, bowiem obiektywny, wyważony Krzyżanowski dochodzi do tych samych, co Gross wniosków.

 

Niech powtórzę… napady, rabunki, mordy, zastraszenia, obojętność Milicji i UB, wrogość Kościoła katolickiego, opieszałość urzędów, stronniczość sądów. To wszystko spotkało tych, którzy podejmowali niełatwe próby odbudowania dawnego świata. Komitety Żydowskie nie były w stanie wystarczająco chronić swoich podopiecznych.

 

Bardziej niż odwieczna niechęć, zazdrość i zabobon zadziałała czarna magia słowa, które już w czasie wojny zrobiło zawrotną karierę - “pożydowskie”. Pierzyna, świecznik, kamienica… Mienie. Skoro po-żydowskie, to co oni tutaj robią?! Jakim cudem przeżyli, jakim prawem wracają?!

 

Pierzyna, świecznik, kamienica… Mienie. Trzeba będzie oddać? Nie oddamy!

 

W Epilogu autor dzieli się z czytelnikami refleksją na temat zdjęcia, które znalazł na internetowym forum. Niemiecki żołnierz obok tablicy wyznaczającej granicę radomskiego getta. Za jego plecami rodzina: matka, ojciec, kilkuletnie dziecko, które odwraca się w stronę fotografa. Na ramieniu kobiety opaska. Autor rozpoznał miejsce: “Gdyby siedemdziesiąt parę lat temu w ów słoneczny dzień ktoś wyjrzał przez okno pokoju, w którym mieszkałem jako dziecko, zobaczyłby niemieckiego lotnika stojącego pod tablicą zakazującą wstępu nie-Żydom na teren radomskiego getta. Gdyby wychylił się jeszcze, dostrzegłby także oddalającą się żydowską rodzinę. Co się stało z tymi ludźmi?” - pyta.

 

Ja także pytam: co się stało z nami? Chlubiącym się odwagą narodem, który teraz chowa głowę w piasek, odrzucając prawdę, że nie jest tak cudowny, jak mu się wydaje; prawdę, którą na swoje (nie)szczęście słyszy coraz częściej.

 

Jakaś rada, recepta? Pozostając w kręgu metafory i porównując prawdę do okna powiem krótko: wystarczy przez nie wyjrzeć, ale najpierw trzeba je szeroko otworzyć.

 

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarne.

 


Polecane