Burza

Burza Steve Sem-Sandberg

Brat. Siostra. Tajemnica. Rodzice, którzy znikają jednego dnia. Dziwak Johannes w roli rodziny zastępczej.

 

Andreas przybywa na wyspę zaniepokojony brakiem wieści od przybranego ojca. Nie zastaje go już przy życiu. Inwentaryzacja tego, co pozostawił zmarły przechodzi w pasmo wspomnień. Rodzinna zagadka nie daje Andreasowi spokoju. Pobyt na wyspie zamienia się w śledztwo. Pytanie: co wydarzyło się przed laty? - wisi w powietrzu. Naelektryzowanym jak przed burzą.

 

Po właścicielu wyspy - oskarżonym o kolaborację z nazistami - zostały pamiętniki, książki, dokumenty. Na strychu domu Johannesa Andreas stwarza zaciszną czytelnię. Sam musi wyrobić sobie zdanie na temat Kaufmanna.

 

Wyspa “gdzieś” na północy Norwegii to świetne miejsce akcji “Burzy”. Na wyspie łatwo się zamknąć; z wyspy trudno się wydostać. Dosłownie i w przenośni.

 

“(...) Kłamie, oczywiście. Jak wszyscy na wyspie, od dawien dawna. Kłamstwo wgryzło się tu głęboko niczym zgnilizna.”

 

Krąg ludzi i spraw, do których “obcy” nie powinni się mieszać, zaciska się niczym obręcz; osacza głównego bohatera. Eskalacja agresji jest nieunikniona.

 

To nie thriller, ani kryminał, ale tak właśnie czyta się “Burzę”. Siła spokoju - śledztwa i narracji tylko potęgują napięcie. Podobnie “dekoracje”: surowy norweski krajobraz, pustka wyspy.

 

Nic do końca się nie wyjaśnia; nic do końca nie jest oczywiste.

 

Może w tym tkwi siła opowieści, której - pomimo odniesień do norweskiej historii, wątków nazizmu i eugeniki - nie można nazwać rozliczeniową.

 

Wina, kara, prawda, tożsamość… Dwa słowa na określenie “Burzy”? Dobra literatura.

 

Aleksandra Buchaniec-Bartczak

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego.

 

 

Polecane