FANTAZJE O MIĘDZYNARODOWEJ JEROZOLIMIE

FANTAZJE O MIĘDZYNARODOWEJ JEROZOLIMIE Martin Kramer

 

Od ogłoszenia przez Prezydenta Trumpa, że USA uznają Jerozolimę za stolicę Izraela, jak refren przewija się twierdzenie, że za sprawą międzynarodowego konsensusu, status miasta zostanie przesadzony dopiero w przyszłości. W rezolucji przyjętej przez Zgromadzenie Ogólne ONZ – przy sprzeciwie USA – zapisano: "Sprawa ostatecznego statusu Jerozolimy będzie rozwiązana poprzez negocjacje, zgodnie z odpowiednimi rezolucjami Narodów Zjednoczonych".

Najbardziej "odpowiednią" z tych wcześniejszych uchwał jest ta z listopada 1947 r. proponująca podział Palestyny i przewidująca, jako dodatek do dwóch niezależnych państw, arabskiego i żydowskiego, Jerozolimę z oddzielnym statusem, jako miasto nie należące do żadnego z państw, a administrowane przez “specjalny zarząd międzynarodowy”.

Można by przypuszczać, że pełne odrzucenie przez Arabów całości planu podziału, ze wszystkimi niuansami, położyło też kres idei umiędzynarodowienia Jerozolimy. Jak się jednak okazuje, ta fantazja jest zbyt wygodna, żeby ją uśpić na zawsze.

Dlatego warto przypomnieć, że prawie trzy dekady przed planem ONZ z 1947 r., idea międzynarodowej Jerozolimy została skutecznie wyeliminowana. Kto ją wykończył? Ani nie Arabowie, ani nie Żydzi.

Dwa i pół tygodnia temu Jerozolima obchodziła 100-lecie poddania miasta brytyjskiemu generałowi Edmundowi Allenby. Dnia 11 grudnia 1917 r. Allenby uwieńczył swój militarny sukces odbicia miasta z rąk Turków i ich sojusznika – Niemców, poprzez ceremonię, której znaczenie rezonuje do dzisiaj.

W pokazie pokory, Allenby wszedł do miasta przez Bramę Jaffy pieszo, bez flag i fanfar. Wszedłszy na podium przy Cytadeli (Wieży Dawida), przeczytał prostą proklamację: miasto znajdować się będzie pod prawem wojskowym, a status quo miejsc świętych pozostanie bez zmian. Po uściśnięciu rąk z najważniejszymi obywatelami Jerozolimy, odjechał, spędziwszy cały kwadrans w murach miasta.

Gazeta Illustrated London News opublikowała fotografię, która później stała się sławna: Allenby idący pieszo: zwycięzca i jego „proste i pełne szacunku wejście do Jerozolimy”. W rzeczywistości koncepcja zdjęcia była jak najbardziej przemyślana i miała służyć antyniemieckiej propagandzie: kontraście z wizytą cesarza Wilhelma II w 1898 r., który wjechał na białym rumaku przy powiewających flagach. Tak więc, trzy tygodnie przed przyjazdem, Allenby otrzymał rozkaz od swojego zwierzchnika – generała Williama Robertsona, szefa sztabu generalnego: "W razie zajęcia Jerozolimy, duże znaczenie polityczne będzie miało to, żeby przy oficjalnym wejściu do miasta, zejść z konia przy bramie głównej i wejść pieszo. Cesarz niemiecki wjechał na koniu i mówiono o tym negatywnie. Zachowanie kontrastu będzie dla nas w oczywisty sposób korzystne”.

To wszystko zostało dobrze udokumentowane przez brytyjską propagandę za pomocą fotografii i filmów. Dlatego nawet teraz defilada zwycięzców i deklaracja Allenbiego są kojarzone z pamięcią o grudniu 1917 r.

Tego samego dnia w 1917 r., z daleka od kamer miało miejsce jeszcze jedno ważne wydarzenie, które pozwala zrozumieć, dlaczego umiędzynarodowienie Jerozolimy nie miało szansy ani do 1947 r. ani do współczesności. Oto co się stało:

W dniu kapitulacji Jerozolimy, obowiązywało tajne porozumienie Sykesa-Picota z maja 1916 r. Dotyczyło ono podziału imperium otomańskiego pomiędzy aliantów: Wielką Brytanię, Francję i Rosję. Z powodu Rewolucji Październikowej, która wybuchła kilka tygodni przed zdobyciem Jerozolimy, Rosja z tej rozgrywki wypadła, ale Anglia, Francja i Włochy, które dołączyły do Aliantów w ostatniej chwili, pozostawały w grze. Zarówno Anglia jak i Francja miały roszczenia do Palestyny, ale unikając z wyprzedzeniem rywalizacji, zdecydowały się na jej podział. Jerozolima, Jaffa i terytorium pomiędzy nimi miały mieć „międzynarodową administrację”, której forma miała zostać ustalona poprzez konsultację między aliantami. Tak więc porozumienie Sykesa-Picota było pierwszym planem umiędzynarodowienia Jerozolimy.

W miarę rozwoju działań wojennych w Palestynie, siły brytyjskie wykrwawiały się w walce z Turkami. Lloyd George, brytyjski premier, wycofał się z idei podzielenia się z Francuzami brytyjskimi zdobyczami. W kwietniu 1917 r. powiedział brytyjskiemu ambasadorowi w Paryżu „Francuzi będą musieli pogodzić się z naszym protektoratem, będziemy tam jako zdobywcy i pozostaniemy”.

Francuzi byli jednak zdeterminowani do zabezpieczenia swoich praw wynikających z porozumienia Sykesa-Picota. Więc gdy kolumna zwycięzców wkroczyła do Jerozolimy 11 grudnia, nie tylko był w niej mały oddział francuskiego kontyngentu wojskowego, ale również sam François Georges-Picot – dyplomata, który w imieniu Francji negocjował porozumienie.

Picot został właśnie mianowany przez swój rząd “Wysokim Komisarzem Republiki Francuskiej na Terytoriach Okupowanych Palestyny i Syrii”. Miał też precyzyjne instrukcje od premiera: „Będzie pan musiał tak zorganizować okupację terytorium, aby zapewnić Francji równy status z Anglikami”. W listopadzie 1917 r. Picot przypomniał o tym adiutantowi Allenbiego ds. politycznych, generałowi Gilbertowi Claytonowi.

“Ponad rok temu, rządy Wielkiej Brytanii i Francji uzgodniły, z zastrzeżeniem treści przyszłego traktatu pokojowego, że wszystkie części zdobytej Palestyny będą administrowane łącznie” – relacjonował Clayton. Ponadto, Picot działał „w pełnym przekonaniu, że był francuskim przedstawicielem we wspólnym angielsko-francuskim prowizorycznym zarządzie, który będzie władał okupowanym terytorium w Palestynie do końca wojny”.

Stąd obecność Picota w ogonie zwycięskiej armii Allenbiego. Ale Allenby miał też swoje rozkazy. Szef Sztabu Robertson poinstruował go wcześniej, że nie wolno mu „wchodzić w żadne pomysły zakładające wspólną administrację”. Do obejścia Francji wystarczyło utrzymanie Jerozolimy i reszty kraju pod zarządem wojskowym, tak długo jak trwała wojna. Ponieważ Allenby był dowódcą, zarząd wojskowy oznaczał rządy Allenbiego, wykonywane poprzez swoich namiestników wojskowych.

I właśnie to Allenby ogłosił w swojej słynnej proklamacji na schodach Wieży Dawida. „Jerozolima” - powiedział zgromadzonym -  „będzie okupowana przez moje siły. Zatem ogłaszam rządy prawa wojennego, w ramach którego administracja pozostanie podporządkowana potrzebom wojskowym”.

Ale czy te słowa faktycznie oznaczały wykluczenie Francuzów? Po uroczystości, Allenby, Picot i reszta szefostwa udała się na lunch w kwaterze głównej na zewnątrz starego miasta, w pobliżu Ein Karem. 

Major T.E. Lawrence (czyli "Lawrence z Arabii") uczestniczył w nim również, przybywszy z Akaby na prośbę Allenbiego. W swoim pamiętniku pt. „Siedem Filarów Mądrości”, opisał taką scenę: "Zapadła cisza, przerwana przez Monsieura Picota, (…), który powiedział swoim piskliwym głosem: 'A jutro, mój drogi generale, podejmę niezbędne kroki do utworzenia cywilnego zarządu miasta’. Były to najodważniejsze słowa jakie można było usłyszeć. Nastąpiło milczenie, jakby otwarto siódmą pieczęć w niebie. Sałata, kurczak w majonezie, i kanapki z foie-gras zawisły przy ustach zgromadzonych, a oczy wszystkich spoczęły na Allenbym. Nawet on przez chwilę wydawał się zagubiony. Zaczęliśmy się bać, że przywódca okaże słabość. Ale jego twarz się zaczerwieniła, napuchł, podbródek się cofnął (lubiliśmy ten grymas), i powiedział ponuro ‘w strefie wojskowej jedyną władzą jest głównodowodzący – czyli ja’. ‘Ależ, Panie Generale, Sir Edward Grey... [brytyjski minister spraw zagranicznych w 1916 r. kiedy podpisano porozumienie]. Przerwał mu: „Sir Edward Grey odnosił się do sytuacji gdy to ja określę, że sytuacja militarna pozwala na utworzenie władzy cywilnej’.

Uważa się, że wiarygodność Lawrenca jako świadka wydarzeń na pustyni pozostawia wiele do życzenia. Ale opisany epizod, w obecności wielu oficerów, można uznać za autentyczny.

Philip Chetwode, dowódca jednego z oddziałów w Palestynie, był także na tym lunchu. W 1939 r., w liście do innego oficera, który uczestniczył w wydarzeniu i spisywał biografię Allenbiego, napisał: "Chciałbym, żebyś opisał co ten Francuz powiedział do Allenbiego i co Allenby mu odpowiedział, kiedy Francuz powiedział, że zajmie się administracją cywilną Jerozolimy. Ale to oczywiście nie może ukazać się w książce”.

Ponieważ w tym czasie wersja Lawrenca była już opublikowana, słowa te były podyktowane chęcią uniknięcia przedstawienia generała jako gbura (chociaż Louis Massignon, francuski officer łącznikowy Picota, napisał, że "Allenby groził wprost Picotowi aresztem, jeśli będzie przeszkadzał”).

Powyższy incydent nie wyczerpał wysiłków Picota, chociaż kości zostały rzucone. Dziesięć dni później Picot żalił się, że nie osiągnięto żadnego postępu w celu ustanowienia „Angielsko-Francuskiej administracji cywilnej” i powiedział brytyjskiemu rozmówcy, że „nigdy nie zgodziłby się przyjechać [do Palestyny], gdyby wiedział”.

Wprawdzie Komisja Francuska pod przewodnictwem Picota próbowała zapewnić „religijny protektorat” świętym miejscom kontrolowanym przez katolików (przeważnie w opozycji do Włochów), ale nie było żadnej „międzynarodowej administracji” w Jerozolimie, a wyłącznie kontrola brytyjska.

Co więcej, poza koniecznością wojskową, o której mówił Allenby, brytyjczycy wkrótce przedstawili drugą tezę dlaczego tylko oni mieli kwalifikacje do rządzenia Jerozolimą: byli neutralni. Jak Lloyd George to ujął "nie będąc żadnego wyznania [reprezentowanego na miejscu] jesteśmy jedyną siłą mogącą rządzić muzułmanami, Żydami, katolikami i innymi religiami”.

Dlaczego to ma dzisiaj jakieś znaczenie? Gdyby Allenby się wycofał, i pozwolił na powstanie jakiegoś wspólnego zarządu międzynarodowego na początku I Wojny Światowej, mogłoby to ewoluować w kierunku stworzenia instytucji międzynarodowej. A za tym by szło 30 kolejnych lat, do 1947 r. gdy to Narody Zjednoczone zarekomendowały podział Mandatu Brytyjskiego w Palestynie i międzynarodowy status Jerozolimy. Zamiast tego Brytyjczycy woleli rządzić jak wcześniej Turcy – za pomocą dyktatu.

W 1947 r. idea międzynarodowa nie miała zatem ani precedensu ani biurokratycznych podstaw, a co za tym idzie mechanizmu do implementacji. Podobnie jak w 1916 r. okazało się, że nie była to żadna opcja, a efekt inercji w podjęciu decyzji.

W stuleciu, kiedy Allenby wkroczył do Jerozolimy, miasto nie zaznało ani jednego dnia pod administracją międzynarodową. A nawet można wskazać, że nie było takiego dnia przez 3000 lat. Pomysł, że status międzynarodowy jest jakimś modelowym rozwiązaniem dla przyszłości Jerozolimy, jest jeszcze jednym przykładem zasuszonego bóstwa. Status międzynarodowy stał się bezprzedmiotowy podczas tego lunchu ponad wiek temu, i takim pozostaje.

Martin Kramer jest Koret Visiting Fellow w The Washington Institute.

Link do oryginalu:

http://www.washingtoninstitute.org/policy-analysis/view/the-fantasy-of-an-international-jerusalem